Na drugim końcu skali znalazła się również kobieta – pracowała jednak przez 60 lat, pełniąc funkcję prezesa przedsiębiorstwa. Dziś dostaje od ZUS miesięcznie ponad 22 tys. zł świadczenia. Byłych pracowników otrzymujących tak wysokie emerytury jest w Polsce kilkuset. Ale ich grono będzie z czasem malało ze względu na zmiany systemowe.

Reklama

Ci, do których miesięcznie przychodzi po kilka czy kilkanaście groszy wypłaty, to oczywiście margines. Dla nich jednak ważne jest samo pozostawanie w systemie – dzięki temu podlegają ubezpieczeniu zdrowotnemu. Nie mogą natomiast liczyć na 13. emeryturę czy inne dodatkowe wypłaty.

Wyjątki potwierdzające regułę

W medialnej dyskusji co jakiś czas pojawiają się przykłady zarówno tych najniższych, jak i najwyższych świadczeń. Postanowiliśmy je porównać i poprosiliśmy ZUS o dane. Wyniki są bardzo ciekawe, zwłaszcza gdy skupimy się nie na szokujących często kwotach, ale sprawdzimy, skąd się one wzięły, czyli zestawimy wysokość świadczeń i staż pracy.

Główny wniosek, jaki się nasuwa po analizie danych, to że dłuższa praca się opłaca. Osoby z rekordowymi świadczeniami były aktywne zawodowo przez wiele lat. Dokumentuje to zarówno staż – na ogół od 50 do ponad 60 lat, jak i wiek przejścia na emeryturę. Seniorzy o wysokich dochodach przechodzili na garnuszek ZUS sporo po przekroczeniu wieku emerytalnego – od ukończenia 73 lat do nawet 81. Efekt? Świadczenia w wysokości od kilkunastu do ponad 22 tys. zł. Jest jeszcze jeden warunek tak wysokich emerytur – te osoby zajmowały wysoko płatne stanowiska, w większości były kierownikami, dyrektorami czy pracownikami naukowymi.

Byłych pracowników otrzymujących tak wysokie przelewy z ZUS jest w Polsce kilkaset. Ich liczba będzie jednak malała, ponieważ są wyjątkiem z dwóch systemów emerytalnych. Większość ich rówieśników otrzymała emerytury ze starego portfela wyliczane na podstawie stażu i pensji z wybranych lat, bez znaczenia było to, ile czasu spędzą na emeryturze. Oni skorzystali z możliwości przeliczenia emerytury według nowych zasad, co dało im bardzo duży kapitał początkowy, który kolejne waloryzacje znacząco podbijały. A z kolei dłuższa praca powodowała, że skracał się okres, w którym zebrany kapitał miał być wypłacany. Emeryturę według nowych zasad wylicza się bowiem, dzieląc zgromadzoną składkę przez dalsze oczekiwane życie wyrażone w miesiącach. – Tu działa prosta zasada, że mianownik staje się coraz mniejszy, więc świadczenie wyższe. W praktyce oznacza to, że ono rośnie na początku o 7 proc., a potem nawet 10 proc. za każdy rok odłożonej decyzji o przejściu na emeryturę – mówi Aleksandra Wiktorow, była prezes ZUS.

Spójrzmy na prosty przykład. Osoba, która w wieku 71 lat miałaby zgromadzone 1,6 mln składki, otrzymałaby ok. 10 tys. zł emerytury, bo zgodnie z tablicami GUS będzie żyła 169 miesięcy. Ale gdyby identyczną składkę miała osoba, która ukończyła 65 lat, to jej emerytura wyniosłaby już 7,9 tys. zł, bo dzielona byłaby przez 217 miesięcy.

Kto pracował do 80. roku życia, ten dostaje nawet 22 tys. zł

Omawiana grupa najlepiej uposażonych emerytów jest wyjątkowa, bo młodsze roczniki nie będą miały już tak wysokiego kapitału początkowego, więc ich świadczenia będą niższe. Choć premia z dłuższej pracy nadal będzie działać. Takie emerytury z ZUS przy założeniu, że utrzymamy limit płacenia składek do wysokości 30 przeciętnych pensji, są nieosiągalne w nowym systemie. Ale można je wypracować, jeśli dodamy do tego oszczędności z innych form, takich jak PPK czy IKE, i będziemy dobrze zarabiać i długo pracować – mówi główny ekonomista Credit Agricole Jakub Borowski.

Na drugim biegunie są świadczenia na poziomie kilku groszy. Te emerytury to efekt niskiej odłożonej składki, czyli bardzo krótkich okresów pracy. W skrajnym przypadku to dzień lub kilka dni. Dlatego w przeciwieństwie do pierwszej grupy trudno tu nawet mówić o zawodach takich emerytów. To często osoby, które pracowały na umowę zlecenia lub były na stażach. Dane pokazują, że występowały one o świadczenie wkrótce po osiągnięciu wieku emerytalnego, i to zarówno kobiety, jak i mężczyźni. W ich przypadku opóźnianie pobrania świadczenia niewiele by zmieniło.

Reklama

Istotne jest to, że na podstawie emerytur groszowych nie możemy stwierdzić, że osoby je pobierające faktycznie mają niskie dochody. Wśród nich jest co najmniej jedna pobierająca świadczenie z KRUS. Emerytury groszowe to efekt zasady, jaką przyjęto w nowym systemie emerytalnym, że świadczenie ma zostać wyliczone z każdej składki. – W poprzednim systemie, jeśli się nie przepracowało co najmniej 15 lat, to nie można było otrzymać żadnego świadczenia. Na emerytury trzeba zasłużyć, czyli płacić składki, co nie znaczy, że państwo nie powinno pomagać osobom biednym, jeśli nie mają innych dochodów, ale nie powinna to być emerytura – podkreśla Aleksandra Wiktorow.

Dlaczego seniorzy występują nawet o tak niskie świadczenia? Od nich płacona jest składka na NFZ, więc osoby, którym są wypłacane, mają ubezpieczenia zdrowotne. Choć nie mogą liczyć np. na 13. emeryturę czy waloryzację mieszaną, ich świadczenia są zwiększane procentowo.

Te przypadki są ostrzeżeniem, co się dzieje, jak nie będziemy płacić składek na ubezpieczenia społeczne. Trzeba starać się płacić składki. Ustawodawca powinien zaś tak projektować prawo, by ludzi nie wypychać do szarej strefy, by zatrudnienie nie było drogie, by nie zwiększać klina podatkowego i żeby zachęcać do płacenia składek – podkreśla Jakub Borowski.

Obie grupy klientów ZUS z najwyższymi i najniższymi świadczeniami mogą prowadzić do zgoła odmiennych wniosków politycznych. W związku ze znaczną wysokością niektórych świadczeń na lewicy pojawiały się pomysły wprowadzenia ograniczeń. Górny pułap emerytur to byłoby karanie osób, które odraczają kilka czy kilkanaście lat pobieranie świadczenia, a w zamian dostają je wyższe. Byłoby to sprzeczne z zachętami do dłuższej pracy – uważa Aleksandra Wiktorow.

Z kolei w odniesieniu do najniższych emerytur w poprzednich latach były postulaty z ZUS likwidacji tego typu świadczeń, np. przez jednorazową wypłatę lub po prostu przez wpłacenie tych środków do ZUS, bez prawa do świadczenia. Rząd się na to nie zdecydował, bojąc się skutków politycznych.