Z jednej strony seks, hotel, nieznajoma kobieta i atak serca. Z drugiej – wypadek przy pracy. Myślę, że nie tylko mnie trudno jest połączyć te dwie sfery. Nie miał z tym jednak problemu jeden z francuskich sądów. Po pierwsze dlatego, że wszystko wydarzyło się podczas wyjazdu służbowego. Po drugie dlatego, że jego zdaniem stosunek płciowy jest jedną ze zwykłych czynności dnia codziennego, jak mycie zębów czy jedzenie kanapki, które mają przecież miejsce również w czasie podróży służbowej.

U nas takie orzeczenie wydaje się nie do pomyślenia. Prawnicy argumentują, że na polskim podwórku sądy dużo szybciej dostrzegłyby zerwanie związku takiego zdarzenia z pracą. Ale czy mamy co do tego stuprocentową pewność? Nie… U nas bowiem też zdarza się wiele sytuacji, które trudno jednoznacznie zakwalifikować. Sądy uznają np., że wypadek, który wydarzył się w czasie jazdy na nartach będącej częścią firmowego wyjazdu szkoleniowo-integracyjnego, jest wypadkiem przy pracy. Ale już w sytuacji gdy firma zorganizuje mecz piłkarski, w trakcie którego pracownik odniesie uraz – nie. Skąd te różnice? Sądy podkreślają, że wszystko zależy od okoliczności, a gdy te są różne, odmienna ocena też jest uprawniona. Trudności z ustaleniem, czy dane zdarzenie jest wypadkiem przy pracy, pojawiają się także w wielu innych przypadkach. Jak np. wtedy, gdy pracownik spożywa alkohol podczas delegacji lub wyjścia służbowego albo gdy łączy wypoczynek z pracą (np. pracuje podczas urlopu). Zresztą nie trzeba wiele – wystarczy, że odbierze telefon z firmy, uczestnicząc w ruchu miejskim i ulegnie wypadkowi komunikacyjnemu.

Można się spodziewać, że takie sytuacje będą się zdarzać (niestety) coraz częściej. Coraz więcej osób korzysta bowiem z elastycznych form zatrudnienia, takich jak telepraca czy praca zdalna, oraz pracuje w zadaniowym czasie pracy. Coraz częściej więc możemy mieć problem z tym, jak oddzielić życie prywatne od zawodowego. To wyzwanie i dla pracodawców, i dla sądów. A francuski wyrok to bez wątpienia jeden z tych momentów, które pokazują, że znowu rzeczywistość wyprzedza przepisy – tym razem te o wypadkach przy pracy.

Karolina Topolska: Odpowiedzialność niejednoznaczna

Sprawa rozstrzygana przez francuski sąd dotyczyła pracownika, który przebywał w podróży służbowej, a zmarł po godzinach pracy, uprawiając seks z nieznajomą kobietą. Prawo francuskie stanowi, że wypadek przy pracy jest wypadkiem, który ma miejsce w trakcie pracy. Rzecznik sądu wskazał, że praca w tym kontekście odnosi się do faktycznego czasu pracy w zwykłym miejscu pracy lub czasu, gdy pracownik jest w podróży służbowej. Wyjaśnił, że w tym konkretnym przypadku pracownik był w podróży służbowej, która obejmuje czas pracy przeznaczony na podróż służbową (czas trwania podróży, czas pracy w ciągu dnia, czas odpoczynku podczas podróży). Sąd uznał, że pracownik pozostaje pod zwierzchnictwem pracodawcy dopóty, dopóki nie zostanie udowodnione, że przerwał obowiązki służbowe dla działań, których nie można uznać za część życia codziennego. Uprawianie seksu z nieznajomą zostało jednak uznane za cześć życia codziennego, podobnie jak branie prysznica czy spożywanie posiłku. Wyrok odbił się szerokim echem także w naszym kraju i sprowokował dyskusję na temat zakresu odpowiedzialności pracodawcy w tego typu sytuacjach.

Zauważmy bowiem, że przypadków nietypowych, a więc takich, w których trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z wypadkiem przy pracy, może być u nas coraz więcej. Mają na to wpływ zmieniające się – również w Polsce – realia pracy. Pracownicy oczekują bowiem od pracodawców coraz większej elastyczności w zakresie miejsca i czasu pracy. A pracodawcy na to przystają, chcąc utrzymać konkurencyjność i atrakcyjność na rynku pracy. Rośnie popularność zarówno pracy poza biurem, jak i elastycznego czasu pracy, pozwalającego na pracy aktywność zawodową poza rytmem zakładu pracy. Coraz więcej osób pracuje od czasu do czasu z domu, z kawiarni czy jakiegokolwiek innego miejsca. Tak zwany home office zaczyna być standardem w niektórych branżach. Stanowi również sporą zachętę przy rekrutowaniu pracowników.

Szybki rytm pracy, odpowiedzialność za realizowane zadania czy nieoczekiwane zmiany powodują również, że pracownicy odbierają telefony służbowe czy prowadzą korespondencję e-mailową podczas urlopu lub po godzinach pracy. I podobnie w drugą stronę – w trakcie podróży służbowych, poza realizacją obowiązków pracowniczych, zatrudnieni starają się wygospodarować czas na dodatkowe aktywności zupełnie niezwiązane z realizacją celu podróży (spełnianie swoich pasji, zwiedzanie itp.). Coraz większą popularnością cieszą się też wyjazdy mieszane, bleisure (połączenie wyjazdu służbowego z wypoczynkiem).

Takie sytuacje oznaczają nowe wyzwania dla pracodawców. W szczególności w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy. Pojawiają się pytania i wątpliwości, czy i w jakim zakresie pracodawca odpowiada za warunki pracy pracownika? Przecież nie zawsze ma wpływ na to, gdzie i w jaki sposób ten aktualnie wykonuje pracę i – co istotne – nie ma możliwości zapobieżenia potencjalnym wypadkom. A takie się zdarzają. Telefon od szefa odebrany przez pracownika w trakcie prowadzenia samochodu może np. skończyć się poważnym wypadkiem komunikacyjnym. Stosując różne formy uelastyczniania zatrudnienia czy też nawiązując kontakt z pracownikiem w trakcie urlopu, trzeba mieć tego świadomość. Gdyby w trakcie wykonywania przez pracownika pracy doszło do sytuacji nieprzewidzianych, takich jak chociażby złamanie nogi, wypadek na drodze czy poparzenie kawą, możemy mieć do czynienia z wypadkiem przy pracy. Jednak ustalenie okoliczności i dokonanie kwalifikacji zdarzenia nie zawsze będzie proste i oczywiste. Od kwalifikacji tej zależą natomiast obowiązki i uprawnienia zarówno pracodawcy, jak i pracownika, m.in. wysokość zasiłku chorobowego za czas niezdolności do pracy czy możliwość dochodzenia odszkodowania (od ZUS, a także uzupełniająco od pracodawcy).

TO TYLKO FRAGMENT TEKSTU. CAŁOŚĆ PRZECZYTASZ W DZISIEJSZYM WYDANIU "TYGODNIKA GAZETY PRAWNEJ" >>>>>