Przy okazji zamykania kopalń górnicy, którym zostało do emerytury 4 lata lub mniej, a zdecydują się odejść z branży, mogą liczyć na tzw. urlop górniczy. Przynajmniej teoretycznie, bo z danych przesłanych nam przez Polską Grupę Górniczą, do której do wczoraj należał Ruch Śląsk, wynika, że z urlopów górniczych przy okazji zamknięcia tej kopalni nie skorzysta nikt. Z ponad 1000-osobowej załogi 394 pracowników przejdzie do Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Z czego 254 osoby mają skorzystać z jednorazowych odpraw pieniężnych, a 24 z urlopów dla pracowników przeróbki węgla (zakładów znajdujących się na powierzchni, świadczenie podobne do urlopu górniczego). – – mówi Tomasz Głogowski, rzecznik PGG. Najwięcej, bo 371 osób, trafi do kopalni Ruda.
Pracownicy Ruchu Śląsk (rudzka część kopalni Wujek) skarżyli się, o czym niedawno pisaliśmy, że do ich zakładu są przenoszeni ludzie z innych kopalń, żeby mogli skorzystać z urlopów górniczych. – – mówili nam niedawno górnicy ze Śląska. Bohaterowie naszej publikacji w sprawie urlopów górniczych mają problemy. Ale o swoich kłopotach opowiadają kolejni górnicy PGG.
– – opowiada jeden z nich.
Nasz rozmówca został przeniesiony z czynnej kopalni do likwidowanej. Myślał, że będzie mógł skorzystać z urlopu górniczego. Mieszka w Katowicach, niedaleko Wujka, a Ruch Śląsk znajduje się dalej, w Rudzie Śląskiej. – – opowiada. A to oznacza mniejsze pieniądze. – – wylicza nasz rozmówca.
W listopadzie 2016 r. UE dała nam zielone światło na finansowanie zamykania nierentownych kopalń węgla kamiennego z budżetu państwa – prawie 8 mld zł. Jednak taką możliwość mamy tylko do końca 2018 r. Jeśli nie uda się wydłużyć terminu, o co zabiega rząd, koszty likwidacji będą musiały ponosić same spółki węglowe.
W gliwickiej kopalni Sośnica, która jest planowana do likwidacji, nie było żadnych list osób, które zainteresowane są korzystaniem z urlopów górniczych. – – mówi nam górnik z Sośnicy.