Dziennik Gazeta Prawana logo

Korpomarnotrawni. Odeszli z korporacji, teraz wracają z podkulonym ogonem

14 sierpnia 2015, 07:37
Ten tekst przeczytasz w 19 minut
Kobieta zakrywa twarz dłonią
Kobieta zakrywa twarz dłonią/Shutterstock
Rzucali korporacje, bo mieli dość wyniszczającej pracy lub marzyły im się własne biznesy. Teraz do nich wracają.

Monika dzwoni do mnie kilka minut po tym, jak skończyłyśmy rozmowę. Jest zdenerwowana. Kilka miesięcy temu wróciła do pracy w korporacji – kolejnej, bo w pierwszej przepracowała sześć lat; w przerwie zatrudniła się w małej agencji reklamowej i zapisała na kurs pisania książek. Ale zachowuje się tak, jakby pracowała w służbach specjalnych – na wstępie po raz kolejny upewnia się, że nie będę nagrywać rozmowy i że zadbam o to, by ukryć jej tożsamość, by nikt po przeczytaniu tekstu jej nie rozpoznał. Potem decyduje, że chce pozostać anonimowa. – – pyta. Zgadza się opowiedzieć o powrocie do koncernu, ale i przy tym stawia warunek: wcześniej wyślę jej wypowiedzi do autoryzacji. Jak tłumaczy, a mówi wtedy przyciszonym głosem, to dlatego, że podpisała zobowiązanie, że nie będzie działała na szkodę firmy – podobnie jak większość jej koleżanek i kolegów z międzynarodowych koncernów, którzy także nie chcą wystąpić pod nazwiskiem. Wielu w ogóle odmówi – będą tłumaczyć, że mają zbyt dużo do stracenia.

Z opowieści tych, którzy zgodzili się ze mną porozmawiać, wyłania się obraz 30–40-latków, byłych korporacyjnych białych kołnierzyków, którzy dziś wracają „na stare śmieci”. Gdy wchodzili do koncernów po raz pierwszy, chcieli po prostu zdobyć doświadczenie. Teraz, jak z przekonaniem deklarują, stają do wyścigu szczurów jedynie na chwilę i na własnych zasadach.

Co miesiąc skreślam jedną osobę

Przez korporacje przewinęło się już ponad 5 mln Polaków, co trzeci spośród wszystkich pracujących. Ile zdecydowało się do nich powrócić, tego dokładnie nie wiadomo. Szacuje się, że ich liczba z roku na rok rośnie, bo koncerny – i to mimo kryzysu – pęcznieją. I to niemal wszystkie bez wyjątku: od producentów żywności i kosmetyków (Unilever czy Procter and Gamble) przez banki (Citi i Deutsche) aż po koncerny samochodowe (Opel i Volkswagen). Te, które 15 lat temu zatrudniały około tysiąca osób, pięć lat temu miały już zwykle około 5 tys. pracowników, dziś – 6–7 tys.; przy czym to nie tylko polskie oddziały światowych korporacji, ale i polskie firmy, które z czasem zostały przez nie przejęte.

Ale rotacje i zmiany personalne są ogromne także dlatego, że kiedyś w wielkich firmach pracowało się średnio pięć, sześć lat. Teraz tylko dwa – i to najczęściej przy konkretnym projekcie, jako osoba do wynajęcia. – – mówi wiceszefowa działu HR dużej międzynarodowej firmy.

– jej słowa potwierdza Magda, pięć lat w korporacjach, teraz własna firma. Iza, 10 lat w korporacjach, własny gabinet psychoterapii: – – zastrzega. Co nie znaczy, jak dodaje po chwili, że świat własnego biznesu jest łatwiejszy.

Kurnik z dostępem do internetu

– mówi wysoko postawiony pracownik działu HR koncernu produkującego sprzęt RTV/AGD. – – opowiada dalej.

Tyle teoria, w praktyce bywa i tak, że choć szkolenia bywają zaplanowane, to czasem w ogóle się nie odbywają: pracownicy upijają się do nieprzytomności i już w autokarach wiozących ich na miejsce przestają się hamować. Płaczą, krzyczą, całują się, uprawiają seks – nieważne z kim i nieważne, czy mają żony lub mężów (blisko 1/5 przyzna, że traktuje przygodny seks jako skuteczny sposób odreagowania stresu – pokażą późniejsze badania).

Są jednak i wśród powracających tacy, którzy sami stosują metodę sita. Chcą wyłowić takiego pracodawcę, który najbardziej im pasuje, użyć go i wymienić. Czytaj: takiego, który da szybko zarobić, dorzuci atrakcyjną ofertę kursów oraz nie będzie skąpił na pakiet socjalny. I nie chodzi tylko o prywatną opiekę medyczną czy karty wstępu na centrów sportowych, bo to dziś standard w dużych firmach, ale o np. finansowanie sprzątania domu i odwożenia rzeczy do pralni czy też darmowy dowóz zakupów do domu.

– opowiada Agnieszka, pięć lat w korporacji, teraz od marca ponownie w międzynarodowej firmie. Ten komfort odkryła, kiedy przez kilka miesięcy najpierw była wolnym strzelcem, a potem zaczęła jej ciążyć nieprzewidywalność zleceń („Raz spiętrzenie, raz zero pracy”) i brak stałego miesięcznego dochodu. – – opowiada. Także Anna (trzy lata w korporacjach, w przerwie mała firma w branży nowe media) chwali sobie korporacje za to, że w nich wszystko jest zorganizowane. – – dorzuca Agnieszka.

Kiedy dopytuję, dlaczego zdecydowały się wcześniej odejść z korporacji, mówią o mobbingu i skrajnym wycieńczeniu organizmu (Agnieszka: „Pracowałam w chorobie, a dwutygodniowe wakacje, które potem wzięłam, to była kropla w morzu potrzeb”; Anna: „Nie chciałam być już takim pistoletem, żeby siedzieć godzinami przed komputerem i ganiać po korytarzach jak kurczak z obciętą głową”). Badania nad stresem w pracy pokazują, że najbardziej druzgocący wpływ na ego korpopolaków mają tempo i wszechogarniające poczucie braku wpływu na zdarzenia – większość z nich deklaruje, że nie zależy od nich nawet kolejność, w jakiej wykonają czynności; jakiekolwiek przekraczanie procedur nie jest dobrze widziane.

– deklaruje Agnieszka. Przekonuje, że teraz już wie, jak się bronić przed wypaleniem w pracy. – – kwituje.

– wtóruje jej Dorota, łącznie z roczną przerwą siedem lat w korporacjach.

Podobnie myśli wiele byłych białych kołnierzyków, którzy ciągną teraz do korporacji jak niedźwiedzie do pasieki – tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy „nowoczesnym centrom biznesu” przybyło 20 tys. miejsc pracy, i to nie tylko w centrach miast – w biurach przypominających kształtem toi toi, ale i poza miastem – w nowo powstałych ogromnych blaszakach, zwanych przez pracowników kurnikami. W środku po horyzont – jednoosobowe boksy, biurka i komputery (bez dostępu do internetu) zajmowane w kolejności wchodzenia na salę. – – mówią ci, którzy do molochów wracają z podkulonym ogonem, głównie na niższe stanowiska.

Znowu będą podsłuchiwani („System pozwalający na połączenie telefonu z komputerem pozwala wybrać do podsłuchu dowolną rozmowę z sali. Pracownicy są też nagrywani, ale kto by tam potem miał czas tego wszystkiego słuchać”), obserwowani przez ustawione przed boksami weneckie lustra i zamontowane pod sufitem szklane akwaria („Osoby, które w nim pracują, to „Różowe majtki”, bo przez szklaną podłogę widać podobno bieliznę”).

„Trzeba przygotować analizę? Na kiedy? Środa do południa? Nie ma problemu, przecież mamy jeszcze 24 godziny!”, „Dacie radę, bo jest dopiero godz. 13”. „Liczę na wasze zaangażowanie”, „Ta sprawa ma najwyższy priorytet” – takie komunikaty powracający pracownicy korporacji słyszą ponownie niemal codziennie. Nierzadko towarzyszy im komentarz: „Od tego zależy, jak będzie wyglądać nasze biuro od kolejnego miesiąca”. Czytaj: ile osób trzeba będzie wysłać na zieloną trawkę („Jesteś tak dobry, jak Twój ostatni wynik”).

Ale to wcale nie oznacza, że korpopolacy w pracy się nudzą. Wręcz przeciwnie – blisko 1/5 ankietowanych na sprawy zawodowe poświęca więcej niż 12 godzin dziennie, a kolejne 33 proc. więcej niż 10 godzin, wynika z badań warszawskiej Wyższej Szkoły Pedagogiki Resocjalizacyjnej. Przepytano pracowników 21 koncernów, dodatkowo 13 banków w Warszawie i innych miastach. Późniejsze badania, które dotyczyć będą tylko Mordoru, czyli zagłębia biurowców na warszawskim Mokotowie, pokażą, że 44 proc. regularnie zostaje po godzinach, spędzając w biurze nawet 14 godzin (40 proc.). Co ciekawe, aż 87 proc. z nich to 20- i 30-latkowie – w skrócie pokolenie Y, oskarżane o lenistwo i bycie roszczeniowymi. – – komentował swego czasu wyniki badań socjolog prof. Mariusz Jędrzejko, jeden z autorów. I dodawał: –

Powracający do pracy w korporacji z reguły nie protestują więc przeciwko takiemu trybowi (tylko nieliczni narzekają „Każda inna praca, no może poza kasą w hipermarkecie, zaczyna być marzeniem”), nawet jeśli wymaga to od nich wyjazdu do innego miasta czy rozstania z rodziną – co szósty ankietowany korpopracownik nie mieszka z żoną czy mężem, a widuje się nią lub z nim w hotelach podczas delegacji. Aż 14 proc. widziało się z bliskimi więcej niż miesiąc temu. Tym, co ich motywuje do morderczej pracy, są pieniądze – i to niemałe, bo zwykle ich pensje są wyższe o jedną trzecią od tych, które daje lokalny biznes. Nie sposób tego przejeść, a i po odejściu z korporacji przez rok można żyć z oszczędności. Taka kwota pozwala też wziąć kredyt na mieszkanie, jakieś 60–80 mkw., posłać dzieci do prywatnych przedszkoli i szkół czy wyjechać do zagranicznego kurortu, czym także będzie się można potem pochwalić.

Ba, w branży swego czasu głośno było o tych, którzy przyzwyczajeni do życia na wyższym poziomie gotowi byli zrobić wszystko, by do pracy w korporacji w ogóle wrócić – nieważne w jakiej i w której części świata; to tzw. korporacyjni włóczędzy lub korporacyjni recydywiści. Zazwyczaj mają skończone specjalistyczne kursy, rzadkie umiejętności, ale z takich czy innych powodów tracą zatrudnienie w koncernach. I choć próbują się w nich ponownie zaczepić, to brakuje sprofilowanych pod nich ofert – ostatecznie lądują więc w zagranicznych oddziałach międzynarodowych firm, głównie w Emiratach Arabskich. Tam, gdzie inni im podobni. Co ciekawe, nie ma przy tym dla nich znaczenia, że nadal będą musieli prowadzić wyniszczający tryb życia – z badań warszawskiej uczelni wynika, że pracownicy korporacji mają świadomość, że przy takim tempie życia można pracować tylko do 45. roku życia.

Ale znają też inną regułę – ci zbyt zasiedziali generują mniejszy przychód dla firmy – więc zrobią wszystko, by awansować (jedno stanowisko w górę gwarantuje średnio dodatkowe pięć lat pracy). – – kwituje prof. Mariusz Jędrzejko w jednym z wywiadów.

Mordorcy życie codzienne

Ci, którzy przeszli już przez korporację i do niej wrócili, mówią, że niezależnie od tego, na jakim stanowisku pracowali i jaki był profil ich firmy, ta zawsze odciska na nich piętno. Choćby dlatego, że by nie wypaść z obiegu, sięga się po dopalacze – badani przez prof. Jędrzejko wymienili 11 innych nazw środków wspomagających wydolność organizmu, w tym m.in. energetyki i napoje izotoniczne. Garściami łyka się tabletki na pamięć i koncentrację, a alkohol traktuje jako podstawowe lekarstwo na stres – okazjonalnie piją prawie wszyscy, 40 proc. częściej niż raz w tygodniu, a aż 18 proc. codziennie. Jakby tego było mało, eksperymentuje się też z narkotykami. –– opowiadał inżynier informatyk zatrudniony w banku w Gdańsku.

Nic więc dziwnego, że jak grzyby po deszczu powstają teraz gabinety i poradnie terapeutyczne specjalizujące się w pracy z „ofiarami korporacji” – jakżeby inaczej, zakładane nierzadko przez byłe białe kołnierzyki. Do nich dołączają także firmy specjalizujące się w pracy z tymi, którzy chcą odejść z korporacji, by otworzyć własny biznes. – pisze na swojej stronie Anna Kupisz-Cichosz. Sama przepracowała kilka lat w korporacji, odeszła i obecnie współprowadzi dwie firmy (zastrzega, że nie zamierza wracać do pracy w koncernie). Jak mówi, trafiają do niej przede wszystkim dwie grupy osób,. Ci, którzy odeszli z korpo tylko na chwilę, bo było modne, chcieli spróbować sił we własnym biznesie, potrzebowali coś udowodnić sobie i innym. – – przekonuje.

Także dr Magda Drzewiecka-Sarosiek, psycholog z Uniwersytetu SWPS (przeprowadzała badania kobiet, które zakładały firmy), przekonuje, że powrót do korporacji to najczęściej tylko jeden z etapów rozwoju. –– opowiada. Takich osób jest też coraz więcej i coraz częściej się o nich pisze w prasie branżowej, jak przekonuje. – – dodaje.

O tym, że korpomarnotrawni to cenni pracownicy, przekonują się teraz już także korporacje – zrobią wszystko, by ich przyciągnąć i przy okazji wrócić na listy firm, w których Polacy najbardziej chcieliby pracować. A więc kuszą, jak tylko mogą. Rocznym płatnym urlopem (co siedem lat). Organizują warsztaty z inspirującymi osobowościami i celebrytami – mają zachęcać do większej odwagi i kreatywności. Refundują część kosztów zakupu ekologicznego samochodu. „Póki jesteś w środku, to o ciebie dbają. Dostajesz płatny urlop, przysyłają ci prezenty. Kiedy zachorujesz, dział kadr mocno cię wspiera, wyszukuje możliwe zwolnienia, zasiłki. Prawdę mówiąc, po własnym biznesie wróciłam do korporacji odpocząć” – można też przeczytać w sieci.

Ale ten powrót do korporacji eksperci tłumaczą jeszcze jednym. Krzysztof Kosy, psycholog biznesu na Uniwersytecie Warszawskim, mówi krótko: Korporacjom po prostu pomógł kryzys. Bo one zawsze płacą pensję, i to na czas, a prywatny biznes – nie.

Na życzenie bohaterów tekstu zostały zmienione nie tylko ich imiona, ale i szczegóły, które mogłyby pomóc ustalić ich tożsamość.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj