Dziennik Gazeta Prawana logo

Jedna trzecia Polaków to słoiki pracujące. Najnowsze dane GUS

10 czerwca 2014, 07:28
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Mężczyzna czytający gazetę w autobusie
Jedna trzecia Polaków to słoiki pracujące. Najnowsze dane GUS/Shutterstock
Co trzeci rodak opuszcza swoją miejscowość i jedzie zarabiać. Najczęściej mieszkańcy zamożnego Śląska. Podlaskie siedzi w domu.

Ponad 3,1 mln pracowników najemnych zarabia na chleb w innej gminie niż ta, w której mieszka – wynika z najnowszych danych GUS zebranych podczas ostatniego spisu powszechnego ludności i mieszkań. W Warszawie pracownik spoza stolicy pochodzi najczęściej ze Śląska, który jest jednym z najbogatszych regionów Polski. Na drugim miejscu są mieszkańcy łódzkiego i małopolskiego. Przeczy to popularnej tezie, że tzw. słoik pochodzi z biednych województw, takich jak np. podlaskie czy warmińsko-mazurskie. DGP opracował listę województw, z których pochodzi najwięcej pracowników dojeżdżających.

– uważa prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Różnimy się jednak od mieszańców Europy Zachodniej, USA czy Kanady. – – wyjaśnia prof. Tomasz Panek z SGH. U nas całkowita przeprowadzka się nie kalkuluje. – – ocenia prof. Panek.

Różnice w cenach mieszkań i domów między regionami są duże, a tanich lokali na wynajem praktycznie nie ma. Dlatego choć zatrudnienie poza miejscem zamieszkania jest u nas powszechnym zjawiskiem, ludzie dojeżdający po kilkadziesiąt, kilkaset czasem kilometrów płacą za to wysoką cenę. – – wylicza prof. Wiśniewski. Długie dojazdy negatywnie wpływają na zdrowie oraz rozbijają życie rodzinne.

Zjawisko wielokilometrowych dojazdów do pracy narasta. W 2011 r. do firmy poza własną gminę jechało 32,5 proc. pracowników, to o 7,5 pkt proc. więcej niż w 2006 r., gdy GUS przeprowadzał podobne badanie. Wyniki nie są jednak w pełni porównywalne. Jak zastrzegają analitycy urzędu statystycznego, badając dojazdy do pracy w Polsce w 2006 r. jako podstawowe źródło danych wykorzystano rejestr podatkowy Ministerstwa Finansów. Natrafiano wtedy na trudności związane z terytorialną identyfikacją faktycznego miejsca pracy. Z kolei w ramach spisu powszechnego ludności i mieszkań w 2011 r. głównym źródłem informacji o dojazdach do pracy były rejestry ZUS, a pomocniczo korzystano ze zbiorów Ministerstwa Finansów. Pozyskane z nich informacje znacznie zwiększyły (w porównaniu z 2006 r.) możliwości terytorialnej identyfikacji głównego miejsca pracy pracowników najemnych, a wśród nich osób dojeżdżających do pracy.

Analitycy są zgodni, że te zastrzeżenia nie wpływają na charakterystykę zjawiska. – – zauważa prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego.

Z badań wynika, że spośród wszystkich pracowników najemnych dojeżdżających do pracy poza własną gminę najwięcej mieszkało ich w 2011 r. w woj. śląskim – 15,6 proc. (487,3 tys.). Przede wszystkim ze względu na nagromadzenie dużej liczby miast na stosunkowo małym terenie.

Ale za chlebem jeździ nie tylko Śląsk. Znaczna grup dojeżdżających jest z woj. wielkopolskiego – 11,6 proc. ( 363,2 tys.), mazowieckiego – 11,4 proc. (356,6 tys.) i małopolskiego – 9,9 proc. (311,4 tys.). Najmniej mieszka ich w woj. podlaskim – 1,7 proc. (52,8 tys.).

Jedni jeżdżą tylko z gminy do gminy, w obrębie tego samego województwa, inni przekraczają ich granice. Najwięcej migrujących poza województwo rusza do pracy na terenie woj. mazowieckiego (168,2 tys.). Na drugim miejscu jest woj. śląskie – 53,8 tys., a na trzecim woj. wielkopolskie – 46 tys.

Mało kto zostawia swój region, żeby znaleźć pracę w woj. podlaskim (tylko 5,1 tys.) oraz woj. warmińsko-mazurskim (7,2 tys.). Ale w sumie w drodze do pracy granice województw przekraczało ponad 481 tys. pracowników najemnych – wyliczył DGP. – Nie oznacza to, że wszyscy pokonywali w tym celu jakieś wielkie odległości. Część pracowników mieszka na pograniczu województw – zauważa prof. Kryńska.

Spośród aglomeracji, które najbardziej ściągają pracowników najemnych spoza swojego województwa, na pierwszym miejscu jest Warszawa (130,5 tys.). Najwięcej osób przyjeżdża tu z woj. śląskiego – 18 tys. Jak Sławek z Gliwic, 34-latek. Do stolicy wyrusza w niedzielę po południu, wraca do domu w piątek wieczorem. W stolicy na spółkę z kolegami wynajmuje mieszkanie. W Gliwicach zostawia partnerkę i wierzy, że ich związek jest w stanie przetrwać te rozłąki.

Jest inżynierem, pracuje przy produkcji podzespołów samochodowych. Na brak pracy w swoim regionie nie narzekał, ale Śląsk staje się zbyt "budżetowy". – – ubolewa Sławek. Takich jak on jest więcej. Na Facebooku powstała grupa "Gliwice w Warszawie".

– komentuje dr Rafał Muster z Uniwersytetu Śląskiego.

Z o wiele bliższego woj. łódzkiego przyjeżdża do pracy w stolicy mniej pracowników (16 tys.).

– opowiada Sylwester Michalec, pracownik ochrony w jednym z centrów handlowych. – – opisuje. Wstaje o 4 rano. Dojazd do stolicy – 78 km – zajmuje dwie godziny. – – podkreśla Michalec.

Stolica zasysa wszystkich, także tych z przygranicznych gmin. W Sulejówku aż 38 proc. jeździ do pracy w Warszawie. W gminie Halinów 37 proc., a w gminie Ząbki 35 proc.

Agencje pracy zaczęły się specjalizować w pozyskiwaniu i dowożeniu takich pracowników "spoza". – – opowiada Krzysztof Inglot z Work Service. – – podkreśla Inglot.

Dlatego słoików dojeżdżających do pracy będzie coraz więcej.

Pracodawca chce móc wybrać fachowca, zapłaci za jego dojazdy

Prof. Janusz Czapiński psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego: Masowe dojazdy do pracy nie są nowym zjawiskiem. Za komuny, w czasach PRL-u takie wielokilometrowe podróżowanie do pracy było codziennością dla setek tysięcy chłoporobotników.

Jednak w pierwszych latach transformacji padło wiele zakładów produkcyjnych, zlikwidowano wiele lokalnych połączeń kolejowych i autobusowych. Skala dojazdów skurczyła się, niemal zanikła.

Natomiast wraz z ożywieniem gospodarczym i pojawianiem się coraz to nowych firm dojazdy zaczęły przeżywać drugą młodość. Powoli poprawia się infrastruktura drogowa. Ponadto coraz więcej gospodarstw domowych ma samochody i dotarcie na czas do firmy staje się dla nich coraz to łatwiejsze. W 2004 r. własny samochód miało 57 proc. gospodarstw domowych pracowników, a w 2013 r. już 75 proc. Dojazdy to również koszty. Zmęczenie, niższa jakość życia rodzinnego. Byłoby lepiej, gdyby mobilność pracowników polegała na ich przeprowadzaniu się w pobliże miejsca zatrudnienia. Będzie to jednak możliwe dopiero wtedy, gdy pojawią się tanie mieszkania na wynajem. Kiedy pracownik nawet za niewielkie wynagrodzenie będzie w stanie opłacić za nie czynsz.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj