Alan Macinotti przeprowadził się z Włoch do Krakowa rok temu. U siebie był wziętym marketingowcem. Jego firma padła, on wylądował na bruku. mówi. Gdy po kilku miesiącach poszukiwań pojawiła się sensowna oferta, Alan długo się nie zastanawiał. Przyjechał i zaczął pracę dla hinduskiej firmy pracującej w Krakowskim Parku Biznesowym.
Z Polską wiąże też swoją przyszłość Brunella Di Francesca z Hiszpanii. Mieszka u nas od czerwca zeszłego roku. Do przeprowadzki równie mocno jak kryzys skłoniła ją miłość. Jej narzeczony jest Polakiem, razem mieszkają w Warszawie. Brunella dorywczo udziela korepetycji z hiszpańskiego i przy okazji szkoli się z polskiego. przyznaje. Ale nie zamierza się poddawać.
– mówi Diego Garea, specjalista IT, który przeprowadził się w sierpniu. – L– dodaje. Od września Garea pracuje w firmie projektowej. W Warszawie zarabia mniej niż w Barcelonie, ale koszty życia są niższe. Pod koniec roku dołączyła do niego dziewczyna.
Do tej pory to Hiszpania czy Portugalia były celem dla milionów imigrantów z Europy Wschodniej i Ameryki Łacińskiej. Dziś trendy się odwracają i to młodzi Europejczycy z Południa muszą emigrować za pracą.
Angola, Brazylia, Polska
Pod koniec 2011 roku ekipa hiszpańskiej telewizji RTVE pokazała nakręcony w Polsce odcinek cyklu „Hiszpanie na świecie”. Ze znalezieniem bohaterów nie miała większych problemów. W filmie wystąpił m.in. pochodzący z Andaluzji Sergio Balches – wykładowca hiszpańskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim, tatuażysta David Mateo Diaz czy Jordi Aragones – drugi trener koszykarek Wisły Can-Pack. Od tamtej pory ekspatów z Południa znacząco u nas przybyło.
Jeszcze do niedawna, gdy była mowa o obcokrajowcach na naszym rynku, chodziło głównie o top menedżerów, których ściągnięto do kraju nad Wisłą, by skorzystać z ich wiedzy i doświadczenia. Z badań Instytutu Studiów Społecznych UW z końca lat 90. wynika, że przyjazd do Polski oraz podjęcie tutaj pracy przez mieszkańców starej Unii Europejskiej było postrzegane jako „mile widziana przez pracodawców praktyka zagraniczna”. Powszechne przekonanie było jednak takie, że pobyt nie powinien trwać zbyt długo, ponieważ może to się wiązać z ryzykiem wejścia w zawodową ślepą uliczkę. Żaden z badanych wówczas mieszkańców Zachodu, którzy zdecydowali się na pracę w Polsce, nie widział możliwości pozostania tu na stałe. Potem menedżerów obcokrajowców zastąpili rodzimi fachowcy i pojawiła się inna tendencja. Na polski rynek wkroczyli migranci, o których nie biją się ani head hunterzy, ani pracodawcy, ale ci, którzy o ich zainteresowanie sami zabiegają.
Bo dziś z Portugalii ucieka co dziesiąty absolwent wyższej uczelni. Exodus trwa od dobrych kilku lat, bo kryzys i wysokie bezrobocie dotknęły kraj dużo wcześniej niż inne państwa Europy. Podobnie w Hiszpanii, którą co roku opuszcza pół miliona ludzi. Większość z nich to przyjezdni, ale wyjeżdżają również rdzenni mieszkańcy – zazwyczaj młodzi i wykształceni, którzy nie mają zamiaru czekać z założonymi rękami, aż sytuacja w ojczyźnie się poprawi. W 2011 roku po raz pierwszy od dekady Hiszpania zanotowała ujemny bilans migracyjny, a w 2012 roku ten trend jeszcze bardziej się pogłębiał. Nic dziwnego, skoro poziom bezrobocia wśród młodych ludzi w Hiszpanii sięgnął 46 proc., a w Portugalii 29 proc.
Portugalczycy i Hiszpanie emigrują od dekad, ale kryzys sprawił, że zmienili kierunki wyjazdów. Liczą się nie tylko Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Niemcy. Młodzi stawiają na inne kraje – Angolę (boom wydobywczy), Brazylię (która przygotowuje piłkarski mundial w 2014 roku, a dwa lata później będzie gospodarzem olimpiady), Norwegię. Oraz na Polskę.
Boom na lektorów
Oficjalnie w Warszawie mieszka ok. 200 Hiszpanów. – – mówi Gonzalo Angulo, adiunkt w Instytucie Chemii Fizycznej PAN, który do Polski przyjechał kilka lat temu. Zainteresowanie naszym krajem widać też wśród Greków, Portugalczyków i Włochów, ale to migracja z Hiszpanii staje się najbardziej znaczącym trendem na rynku pracy. – przyznaje Natalia Zglinicka z biura radcy ds. prasy i informacji w ambasadzie Hiszpanii w Warszawie.
Trend potwierdzają pracodawcy.– opowiada Daria Stefańska, menedżer z agencji Antal SSC/BPO. Poszukują one osób znających języki obce na stanowiska w księgowości, IT czy call center.
Jeszcze więcej zgłoszeń dostają szkoły językowe. – – mówi Joanna Ignańska z warszawskiej szkoły Sin Fronteras. – – dodaje Michał Witołuszko z łódzkiej szkoły języka hiszpańskiego Toledo.
Do szkoły językowej Porto Alegre coraz częściej trafiają CV nie tylko z Hiszpanii, lecz także krajów Ameryki Południowej. Zgłaszają się bardzo często osoby, które nie mają żadnego doświadczenia: inżynierzy czy absolwenci szkół turystycznych, psychologowie. Szkoła zatrudnia jednak tylko filologów. Podobnie jest w szkole językowej Profi-Lingua. Przedstawicielka krakowskiego oddziału twierdzi, że jeszcze parę lat temu w liczbie nadesłanych aplikacji przeważali Brytyjczycy czy Irlandczycy – teraz najwięcej chętnych jest właśnie z krajów Półwyspu Iberyjskiego.
Coraz więcej jest po prostu indywidualnych ogłoszeń od Hiszpanów i Włochów, którzy szukają szczęścia jako nauczyciele języków. Sieć jest pełna ogłoszeń podobnych do tego z końca lutego: „Młody, ambitny Hiszpan poszukuje pracy jako nauczyciel jęz. hiszpańskiego. Posiada tytuł mgr psychologii, który zdobył na Universidad de Valencia”.
Zmywak nie dla południowców
Jednak młodzi południowcy w przeciwieństwie do Polaków wyjeżdżających na Wyspy Brytyjskie rzadko decydują się na pracę poniżej kompetencji. Architekci opowiadają, że od czasu wybuchu kryzysu na rynku budowlanym w Hiszpanii są wręcz bombardowani CV od tamtejszych młodych architektów, a w polskich firmach z branży IT można spotkać Włochów i Portugalczyków. – opowiada Amelia Huszcza, właścicielka krakowskiego klubu Por Fiesta. Od 2010 roku co czwartek organizuje spotkania Cafe Madrid, zarówno dla miłośników kultury hiszpańskiej, jak i ekspatów, którzy chcą utrzymywać kontakt z ojczystym językiem i innymi migrantami z Hiszpanii czy Ameryki Południowej. dodaje.
Rzeczywiście przyjeżdża ich coraz więcej, początkowo tak nieśmiało się zjawiali, jednak teraz niemalże masowo szukają u nas szczęścia. – opowiada Tomasz Świątek, menedżer innego krakowskiego klubu Movida Coctail Bar. Ten jednak skierowany jest do Włochów i w poniedziałki specjalnie dla ich organizowane są spotkania. – – opowiada. I dodaje, że w przeciwieństwie do Polaków młodzi z południowej Europy są znacznie bardziej wybredni. – – dodaje.
Także właściciel Movida Bar Włoch Fabio Giuffrida jest ekspatem. Do Polski przybył rok temu. Tyle że nie za pracą, ale za miłością – jego żona jest Polką, sam wcześniej przez 16 lat pracował w Londynie. Kiedy jednak założył swoją restaurację, szybko odkrył, że może zarabiać na rodakach, bo tak wielu ich w ostatnim czasie przyjechało do Krakowa. – dodaje Giuffrida. Coraz więcej jego gości mówi, że przyjazd do Polski to nie jest chwilowy wypad. Tak jak Alan Macinotti, który oprócz tego, że uruchamia w Polsce własny start-up, szuka też wymarzonego domku z ogródkiem. Ma nadzieję, że biznes wypali i uda mu się nie tylko samemu utrzymać, lecz także dać pracę przy projekcie Polakom.