Tylko w pierwszej połowie tego roku zanotowano ponad 46 tys. przestępstw gospodarczych, o 4,5 proc. więcej niż przed rokiem – wynika z danych Komendy Głównej Policji. Za sporą ich część odpowiadają sami pracownicy i właśnie do ich kontrolowania wynajmowani są detektywi.
– mówi Ryszard Bednik, rzecznik Polskiego Stowarzyszenia Licencjonowanych Detektywów. Ruch w biznesie jest tak duży, że zaczęły powstawać agencje wyspecjalizowane w takich zleceniach. W ten sposób działają InfoSekret, agencja detektywów i prawników Expertus czy biuro MG.
Jeden z warszawskich detektywów opowiada nam o swoim ostatnim zleceniu: od sporej firmy logistycznej, która posiada liczącą kilkadziesiąt aut ciężarowych flotę samochodową. – mówi detektyw. – dodaje. Potwierdza to Ryszard Bednik: – Z jednego tira można miesięcznie wyprowadzić benzynę o wartości kilku tysięcy złotych.
Jednak najpopularniejszym zleceniem dla detektywów są chorobówki, czyli kontrole, czy pracownik na zwolnieniu lekarskim rzeczywiście jest chory. – przyznaje rzeszowski detektyw Henryk Hajduk. – dodaje.
Na tyle dużą i kosztowną, że przedsiębiorcom nie szkoda zainwestować nawet kilku tysięcy złotych w pracę detektywa.
Pierwsze zlecenia kontroli pracowniczych – czy też raczej kontroli menedżerów na najwyższych stanowiskach – pojawiły się na początku lat 90., gdy do Polski wchodziły zachodnie korporacje, które potrzebowały zatrudnić polskich prezesów i dyrektorów, a nie były pewne zarówno ich kompetencji, jak i potencjalnych powiązań z dawnymi służbami bezpieczeństwa. – dodaje Bednik i tłumaczy, że zmasowane zapotrzebowanie zaczęło się wraz z początkiem kryzysu.
– mówi detektyw Marek Gzik z łódzkiej agencji MG. Jego firma tylko w tym roku miała już blisko 40 takich zleceń. Kilka od bardzo dużych korporacji, resztę z firm średniej wielkości zatrudniających po kilkadziesiąt do stu osób.