Dziennik Gazeta Prawana logo

Wiemy, kto w tym roku dostanie podwyżkę

21 marca 2011, 06:45
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
pieniądze złoty banknoty
pieniądze złoty banknoty/Shutterstock
Rok 2011 będzie należał do fachowców z branży budowlanej i informatyków. Ich wynagrodzenia wzrosną nawet trzykrotnie szybciej niż średnia płaca w gospodarce.

Stolarze, glazurnicy, tynkarze i zbrojarze mogą w tym roku liczyć nawet na 10-, 15-proc. podwyżki płac – uważają eksperci rynku pracy, z którymi rozmawiał „DGP”. Wiąże się to z rosnącym zapotrzebowaniem na pracowników ze strony firm deweloperskich, a także firm, które realizują inwestycje infrastrukturalne finansowane ze środków unijnych.

Fachowcy cenieni za granicą

Dodatkowym bodźcem nakręcającym podwyżki w branży budowlanej będzie otwarcie niemieckiego rynku pracy. Może on wchłonąć 300 – 400 tys. polskich pracowników. I choć rząd oficjalnie twierdzi, że wielkiego exodusu się nie spodziewa, ponieważ dla wielu potencjalnych emigrantów barierą będzie język, to prawdziwej skali zjawiska nikt nie jest w stanie przewidzieć.

– W przypadku pracowników budowlanych czy prostych robotników produkcyjnych znajomość języka jest rzeczą drugorzędną – ocenia prof. Mieczysława Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. – Dlatego dopóki płace za granicą będą 4 – 6 razy wyższe niż w Polsce, to nasi fachowcy i rzemieślnicy będą tam wyjeżdżać. Zwłaszcza ci z terenów przygranicznych – dodaje.

Polskie firmy budowlane już dziś oferują o 4 – 7 proc. wyższe wynagrodzenia niż rok temu. Tak jest zarówno w dużych spółkach, jak Gant czy Budimex, jak i małych firmach rzemieślniczych.

Bez gwarancji dobrej płacy

Na podwyżki mogą też liczyć fizycy, biotechnologowie, inżynierowie budowlani, a przede wszystkim specjaliści od IT, których wynagrodzenia w tym roku wzrosną nawet o 15 proc. Szukają ich nie tylko spółki komputerowe, lecz także firmy handlowe, produkcyjne i finansowe, które rozbudowują swoje działy e-marketingu, e-reklamy czy otwierają sklepy internetowe.

Na podwyżki zaś nie mają co liczyć absolwenci, którzy ukończyli studia humanistyczne i pracują w kulturze, oświacie lub administracji. W tych branżach popyt na pracę jest znikomy i będzie jeszcze mniejszy.

– Dyplom wyższej uczelni nie gwarantuje dziś ani pracy, ani dobrej płacy – mówi prof. Kabaj.

W 2010 r. realne (po odliczeniu inflacji) wynagrodzenie wzrosło o 1,5 proc. Podobnie było w 2009 r. (2,1 proc.). W latach 2007 – 2008, w okresie dobrej koniunktury, płace rosły o ponad 6 proc. Można się spodziewać, że poprawa koniunktury spowoduje, że płace znów będą rosnąć szybciej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj