Dziennik Gazeta Prawana logo

Porażka rządu Tuska. Zamiast zwolnień lawina pozwów

6 grudnia 2010, 07:02
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Miało być wielkie odchudzanie administracji publicznej. Ale w ustawie zabrakło kryteriów zwalniania pracowników. Niechlujstwo prawa wykorzystają sami urzędnicy. Ich szefowie liczą się z pozwami i odwołaniami.

Zamiast 10-proc. redukcji zatrudnienia w urzędach szykuje się wysyp pozwów w sądach. W uchwalonej przez Sejm ustawie o zwolnieniach w administracji rządowej posłowie nie określili kryteriów pozbywania się urzędników. Każdemu zwolnionemu pozwoli to zakwestionować decyzję zwierzchnika jako subiektywną i krzywdzącą.

Z naszych rozmów wiemy już, że dyrektorzy generalni w ministerstwach i urzędach wojewódzkich liczą się z lawiną pozwów i odwołań od decyzji. Problemem może być nie tylko brak kryteriów zwolnienia, ale też sprzeczność ustawy z nadrzędnymi przepisami kodeksu pracy. Na posiedzeniach komisji prawnicy Biura Legislacyjnego Sejmu wielokrotnie zwracali uwagę na niekonstytucyjność tych zapisów. W razie pozwów sędziowie będą decydowali, czy nakazać przywrócenie pracownika do pracy, czy wypłacić mu odszkodowanie za niesłuszne zwolnienie.

– Brak kryteriów zwolnień to największa słabość tej ustawy – przyznaje „DGP” Sławomir Brodziński, szef służby cywilnej. Niechlujstwo urzędników kancelarii premiera zaskakuje tym bardziej, że z podobną sytuacją rząd miał już do czynienia.

W 2002 roku ustawa o likwidacji UOP i utworzeniu w jego miejsce ABW i AW z tych samych powodów uznana została przez Trybunał Konstytucyjny za niekonstytucyjną. W rezultacie rząd musiał przywrócić do pracy blisko 500 oficerów.

W 2006 roku niechlujnie przeprowadzona ustawa o likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych bez podania obiektywnych kryteriów oceny spowodowała, że do dziś MON uwikłane jest w dziesiątki sporów z byłymi funkcjonariuszami. Historia się powtarza. Ustawa o racjonalizacji zatrudnienia może się okazać kosztownym i nieudanym zabiegiem.

Obiektywnym kryterium zwolnienia byłaby np. likwidacja całego departamentu lub wydziału w urzędzie – wtedy pracownicy nie mieliby podstaw do odwoływania się – tłumaczy Dawid Zdebiak, radca prawny z Kancelarii Adwokacko-Radcowskiej Gujski, Zdebiak.

Próbę ratowania ustawy rząd przerzuca na dyrektorów generalnych, od których wymaga się określenia zasad zwalniania urzędników. Mają na to czas do 1 lutego (wejścia ustawy w życie). Dyrektorzy nie wierzą jednak w skuteczność kryteriów spisywanych w pośpiechu. – Do końca mieliśmy nadzieję, że ustawa nie wejdzie w życie, a rząd ograniczy się do zmniejszenia funduszu płac, a wtedy samodzielnie przeprowadzimy zwolnienia – mówi Jacek Olbrycht, dyrektor generalny MON.

Pełen optymizmu pozostaje ustawodawca. – Prowadzimy szkolenia dla dyrektorów generalnych w zakresie ustalania kryteriów zwolnień – mówi Michał Boni, minister w kancelarii premiera, autor ustawy. Zapomina, że dyrektorzy, których chce teraz obarczyć prawną odpowiedzialnością za zwolnienia, najgłośniej sprzeciwiali się ustawie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj