Dziennik Gazeta Prawana logo

Kubuś Puchatek pogrążył sprzedawcę oleju opałowego

7 lipca 2015, 08:18
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Młotek sędziowski
Młotek sędziowski/Shutterstock
Ten olej opałowy kupił Kubuś Puchatek. A ten Adam Małysz... Okazuje się, że nie można do oświadczenia dotyczącego wykorzystania paliwa na cele grzewcze wpisać czegokolwiek, tak jak przez lata robili to nabywcy.

Za zmyślone oświadczenie nabywcy zapłaci sprzedawca, bo dokument nie jest pro forma tylko po to, żeby zweryfikować obrót – wynika z wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Problem dotyczy szerokiej grupy sprzedawców oleju opałowego. Dziś wiedzą oni, że warunkiem skorzystania z 10-krotnie niższej stawki akcyzy jest prawdziwe i rzetelne oświadczenie nabywcy o przeznaczeniu oleju na cele grzewcze. Problem w tym, że kilka lat temu nie zdawali sobie z tego sprawy. Przepis mówił, że oświadczenie ma być. Tym, jakiej treści, nikt nie zaprzątał sobie głowy. W związku z tym nabywcy podawali się za Kubusia Puchatka albo Adama Małysza, a sprzedawcy chowali dokumenty do szuflady i naliczali akcyzę według niższej stawki. Dziś płacą za to z własnej kieszeni, bo fikcyjne dane na oświadczeniu dają ten sam skutek, jakby dokumentu w ogóle nie było.

Do takich wniosków doszedł Naczelny Sąd Administracyjny, zajmując się sprawą spółki, która sprzedawała olej opałowy w 2004 r. Przez wzgląd na oświadczenia nabywców firma płaciła niską stawkę akcyzy – 197 zł za tysiąc litrów oleju.

W trakcie kontroli wyszło jednak na jaw, że 450 z 600 oświadczeń to świstki papieru, które nie pozwalają na weryfikację obrotu olejem. Część dokumentów zawierała fikcyjne dane, w innych były poważne błędy. Po ich zakwestionowaniu fiskus podwyższył stawkę podatku ze 197 zł do 1141 zł za tysiąc litrów oleju (dziś stawka wzrasta z 232 zł do 2047 zł).

Firma tłumaczyła, że nie weryfikowała nabywców, bo nie wiedziała, że ma taki obowiązek. Nie zamierzała płacić za ich lekkomyślność z własnej kieszeni.

Ta argumentacja nie przekonała jednak WSA w Warszawie. Sąd wyjaśnił, że oświadczenia to nie zbędna makulatura, tylko sposób dokumentowania obrotu olejem. Zaznaczył, że obowiązek zbierania i weryfikowania oświadczeń ciąży na sprzedawcach. Ci odpowiadają także za ich ewentualne braki lub wadliwość.

– stwierdził WSA.

Do takich samych wniosków doszedł NSA. Stwierdził, że za umowę sprzedaży i nabycia oleju odpowiadają strony transakcji. Sprzedawca mógłby uniknąć odpowiedzialności tylko wtedy, gdyby pociągnął wystawcę oświadczenia do odpowiedzialności karnej za fałszerstwo.

ORZECZNICTWO

Wyrok NSA z 6 czerwca 2015 r., sygn. akt I GSK 1908/13. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj