Jak podaje Reuters, prognozy pięciu ośrodków analitycznych na ten rok dotyczące średniej ceny referencyjnej gazu wahały się w styczniu od 64 do 125 euro za MWh. Obecnie zakres ten jednak się zawęził do 60-95 euro. Eksperci oceniają, że bieżący sezon grzewczy uda się przejść bez racjonalizacji zużycia gazu. Unijne magazyny są obecnie zapełnione w ponad 75 proc., to wysoki poziom. Pomogły stosunkowo wysokie temperatury tej zimy i wysiłki poszczególnych krajów, jeśli chodzi o oszczędzanie zużycia paliwa (rekordzistą jest Finlandia, tam spadek zużycia gazu wyniósł blisko 60 proc.). W ciągu całego ubiegłego roku popyt na gaz w całej Unii Europejskiej był o 12 proc. niższy niż średnia z lat 2019-2021.

Reklama

Jednak nawet ceny z dolnego przedziału są około trzykrotnie wyższe niż w 2020 roku, zanim koszt zakupu błękitnego paliwa zaczął piąć się w górę. Już bowiem przed wojną, w 2021 roku, gaz mocno drożał. Złożyło się na to kilka czynników – wyjątkowo niskie temperatury tamtej zimy, konieczność wypełnienia opustoszałych europejskich magazynów, popandemiczne odbicie na Starym Kontynencie i duży popyt z Azji. Na to nałożyła się polityka handlowa Gazpromu, który swoimi działaniami wspierał trend umacniania się cen. Koncern realizował co prawda kontrakty długoterminowe, ale ograniczał sprzedaż surowca na rynkach spotowych, nie zaspokajając w pełni popytu, co sprawiało, że gaz drożał.

Rosja zachwiała rynkami

Kolejny, 2022 rok, przyniósł prawdziwy kryzys, który związany był z agresją rosyjską na Ukrainę. Wybuch wojny wywołał panikę na rynkach surowcowych, ale gaz ze Wschodu wciąż płynął do Europy. Nakładane na Rosję sankcje sprawiły jednak, że Moskwa postanowiła dać odpowiedź. W kwietniu prezydent Władimir Putin podpisał dekret, zgodnie z którym kontrahenci Gazpromu mieli zacząć realizować płatności za gaz w rublach. Ci, którzy nie zgodzili się na jednostronną zmianę warunków handlowych, zostali odcięci od paliwa z Rosji. Tak było w przypadku Polski. Gaz do kraju przestał płynąć pod koniec kwietnia.

Reklama

Wszystko to sprawiło, że ceny surowca w Europie wzrosły. Popyt przewyższał podaż, poszczególne kraje zaczęły zabiegać o dostawy z alternatywnych kierunków, narastała konkurencja o dostawy LNG z Azją. Unia Europejska i Wielka Brytania zaimportowały w zeszłym roku o prawie 70 proc. więcej gazu skroplonego niż w 2021 r.

Najtrudniejsza sytuacja była w sierpniu. W tym czasie poszczególne kraje starały się wypełnić magazyny na gaz, przygotowując się na zimę. Ceny sięgały wówczas 350 euro za MWh. Od tamtej pory spadają. W tej chwili gaz w holenderskim hubie TTF w kontraktach na luty i na marzec kosztuje ok. 55 euro za MWh. Tymczasem w dniu ataku Rosji na Ukrainę, 24 lutego 2022 r., było to ponad 128 euro za MWh.

Reklama

Wsparcie dla konsumentów będzie niższe?

Poszczególne kraje oferowały pomoc konsumentom, by ulżyć im w płaceniu rachunków, w tym za gaz i energię elektryczną. Niemcy zapowiadały, że mogą wydać na pomoc ok. 200 mld euro. Tamtejszy rząd umożliwił małym firmom i konsumentom zakup 80 proc. energii po zeszłorocznej cenie. W styczniu pojawiły się jednak informacje, że wsparcie może być niższe w związku ze spadkiem cen gazu. Choć pojawiają się jednocześnie ostrzeżenia, by nie podejmować pochopnych decyzji.

Także Wielka Brytania zapowiedziała, że ograniczy program pomocy dla firm, który miał im przynieść ulgę w płaceniu rachunków. Firmy oponują, że za wcześnie na tego typu decyzje.

Trzeba pozostać czujnym

Sytuacja wciąż jest daleka od normalizacji. Nie wiadomo, jak będzie rozwijać się wojna na Wschodzie, jakie przyniesie konsekwencje dla światowej gospodarki, jaka będzie pogoda, jak kształtować się będzie popyt na gaz ze strony przemysłu. Otwartym pozostaje pytanie o ożywienie w Chinach, które mocno ucierpiały w związku z ograniczeniami zapobiegającymi rozprzestrzenianiu się koronawirusa.

Na plus działa rozwój infrastruktury w Europie, dzięki inwestycjom możliwy jest m.in. większy import gazu skroplonego z rynków zamorskich. Trzeba jednak pamiętać, że podaż LNG jest również ograniczona. Trwają co prawda inwestycje w rozwój mocy eksportowych, ale przyniosą one widoczny efekt dopiero w okolicach 2026 roku.

Międzynarodowa Agencja Energii ostrzega, by Europa zachowała ostrożność, bo gdy Rosja odetnie pozostałą podaż surowca na kontynent a chiński popyt gwałtownie odbije, może ona stanąć przed problemem niedoboru gazu w czasie kolejnej zimy.

Polska powinna rozbudować magazyny

Czy Polska jest bezpieczna pod kątem dostaw gazu? Na pewno na przestrzeni lat udało się zdywersyfikować kierunki dostaw. W Świnoujściu jest terminal LNG, którego moce wynoszą 6,2 mld m sześc. rocznie. Jest on rozbudowywany do 8,3 mld m sześc. Od jesieni zeszłego roku działa też gazociąg Baltic Pipe łączący złoża na szelfie norweskim z polskim systemem przesyłowym. Jego roczna przepustowość wynosi ok. 10 mld m sześc. gazu. Wybudowane są połączenia gazowe między Polską a krajami sąsiednimi. I tak dzięki połączeniu z Litwą możemy m.in. sprowadzać LNG z terminala w Możejkach. W planach jest też budowa terminalu pływającego w Gdańsku, który będzie przystosowany do regazyfikacji ok. 6,1 mld m. sześć. paliwa gazowego rocznie.

Potrzebne są kolejne działania. Małgorzata Kozak, dyrektor Urzędy Regulacji Energetyki, uważa, że aby Polska mogła czuć się bezpiecznie, powinna zwiększyć pojemności magazynowe gazu, bo są one zbyt małe (wynoszą 3,2 mld m sześc., podczas gdy średnie zużycie przed kryzysem wynosiło ok. 20 mld m sześc.). Podczas konferencji Forum Energii i Polityki Insight, która odbyła się w tym tygodniu, mówiła, że obecnie gazu wystarcza, ale zawdzięczamy to 20-proc. spadkowi zużycia i ciepłej zimie.

Międzynarodowa Agencja Energii sugeruje, że należy zwiększyć wysiłki na rzecz rozwoju energetyki odnawialnej, poprawy efektywności energetycznej czy popularyzacji pomp ciepła. Nie wolno też rezygnować z wysiłków na rzecz ograniczania zużycia gazu. Kryzys na rynkach surowcowych nie został jeszcze zażegnany, trzeba wykazywać się ostrożnością, przygotowując plany na przyszłość.