Po tzw. przerwie technicznej, która miała miejsce w lipcu, Gazprom znowu zakręcił kurek z gazem w Nord Stream. Początkowo Rosjanie twierdzili, że przyczyną jest usterka, choć dla wszystkich było jasne, że to jedynie pretekst. Zresztą w tym tygodniu rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow sam potwierdził, że gazociąg zostanie ponownie uruchomiony tylko w przypadku zniesienia sankcji. Moskwa pogrywa sobie już tak bezczelnie, że za Odrą powoli zaczynają godzić się z brakiem dostaw ze Wschodu również zimą.
Jeszcze kilkanaście miesięcy temu marzyliśmy o tym, żeby nie dopuścić przynajmniej do uruchomienia drugiej odnogi Nord Stream, a tu proszę – obie są wyłączone. I to z powodu działań samych Rosjan. Problem w tym, że przy okazji surowiec przestał też płynąć Jamałem, a nasz zachodni sąsiad na odłączenie od rosyjskiego gazu wydaje się marnie przygotowany. Nastroje w niemieckim przemyśle są fatalne, a gospodarka weszła w fazę stagnacji. Dla Polski to bardzo zła wiadomość.
Dziennikarz ekonomiczny, członek redakcji „Krytyki Politycznej” i stały współpracownik DGP i „Przewodnika Katolickiego”. Autor trylogii kryminalnej „Metropolia”. Z wykształcenia politolog (UŚ) i księgowy (UE w Katowicach). Fan gamingu i kultury Afroamerykanów. W przeszłości pracownik administracji podatkowej. Zainteresowany kwestiami społecznymi i sprawami międzynarodowymi.
