Klara Kllinger? Co się stało z Ukraińcami, których Polacy przyjęli do swoich mieszkań? Pani organizacja pomagała w ten sposób znaleźć schronienie w stolicy dla 5,5 tys. osób.

Reklama

Zofia Jaworowska: Część nadal tam jest. Sama znam różne osoby, które nadal u siebie goszczą ludzi z Ukrainy. Założyli, że robią to tak długo, dopóki trzeba będzie. Ale bardzo wielu Ukraińców albo pojechało dalej, albo wróciło do siebie. I to jest obszar, który teraz wymaga pomocy. Choć już nie jest tak prosto.

Bo? Ludzie stracili chęć do pomagania?

Zofia Jaworowska: To było do przewidzenia, pierwsza fala opadła. Czasy pomocy za darmo się skończyły. Teraz mamy etap 2.0 - kiedy trzeba przestać liczyć na charytatywną pomoc, a bardziej stawiać na przedsiębiorczość społeczną, w której każda ze stron - i obdarowujący i obdarowywani - czerpie zysk, choć nie tylko materialny. To widzę po naszej kolejnej akcji: projekt OKNO. Kłopot polega na tym, że problemem jest nie tylko chęć ludzi, ale też wyhamowały sposoby dotarcia z pomocą. Zasięgi akcji dla Ukrainy na Facebooku czy Instagramie są cięte - nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale podobnie działał algorytm w kwestii covidowej. I potrzebujemy pilnie pieniędzy na transport, kosztowne jest także wynajmowanie przestrzeni magazynowej...

Reklama

Zaraz, jak to okna?

Zofia Jaworowska: Po prostu: zbieramy okna. Ukraińcy powoli wracają czy raczej chcieliby wrócić do swoich domów. Tymczasem często ich mieszkania są w ruinie. Przy nalotach, nawet jeżeli bomba czy rakieta nie trafiła w dany budynek, to i tak siła wybuchu spowodowała, że pękały szyby albo wylatywały całe okna. Jeszcze cegły, czy ocieplenie domu można na różne sposoby próbować czymś zastąpić. Ale szyb nie da się domową metodą załatwić.

Petro Vladimirov: A z tego co niedawno czytałem, okazuje się, że 70 proc. szkła w Ukrainie pochodziła z Rosji i Białorusi, więc nawet jak ktoś ma pieniądze, to jest kłopot z dostępnością materiału na rynku. Jak się pojawia, to jest drogo. Tymczasem powstaje coraz więcej organizacji oddolnych, które zaczęły działać i pomagają przy odbudowie. Ale właśnie brak okien często wyhamowuje ich prace. Stąd pomysł, żeby pomóc w tym obszarze.

Zofia Jaworowska: Problem deficytu okien i drzwi jest powszechny w takich sytuacjach. Czytałam nawet artykuł z The Atlantic o dziewczynach, które założyły fundację w Libanie, nazywała się chyba “Okna i Drzwi “. Po wybuchu w Bejrucie okazało się, że jego siła uszkodziła szyby w promieniu 100 km. Szkody były gigantyczne, a podaż za mała. Zrozumiałam, że ta potrzeba dotyczy też Ukrainy - wojna trwa, ale zaczyna się odbudowa.

Dlaczego okna, a nie szyby?

Zofia Jaworowska: Głównie chodzi o transport - jest prostszy, łatwiej też zbierać okna od ludzi, którzy zazwyczaj przy remoncie demontują całe okna z ościeżnicami.

Petro Vladimirov: Łatwiej też je zamontować. W większości budynków całe konstrukcje się popsuły, a nawet jeśli została framuga, to także łatwiej ją wyjąć i dopasować konstrukcję do nowego okna. Jestem architektem i działam razem z innymi ludźmi z Ukrainy, którzy od początku działań podejmowanych przy odbudowie sygnalizowali taki problem. Myślę, że to niesamowita rzecz - okna z Polski będą teraz wbudowane w domy w Ukrainie. I nawet jak każdy dom będzie miał kilka okien różnego rodzaju, koloru, z różnych materiałów - jest w tym coś ze sztuki. Podoba mi się też to również z punktu widzenia architektonicznego, takie uzupełnienia wpiszą się w ukraiński krajobraz.

Zofia Jaworowska: W dodatku ma to swój wymiar symboliczny. Na każde okno naklejamy nalepkę - skąd okno pochodzi i od kogo. Może być tylko imię, albo imię i nazwisko, jak kto woli. Prosimy fundacje w Ukrainie o dokumentację z jesiennego montażu okien. Wtedy będziemy w stanie podzielić się informacją, które okno powędrowało gdzie i prześledzić jego drogę - spod Radomia do Czernichowa, albo z Opola do Irpienia, na przykład.

Ile macie tych okien?

Zofia Jaworowska: Zbieramy do końca sierpnia. Przed nami Łódź, Małopolska, Śląsk, Opole i kilka kursów wokół Warszawy. Założyliśmy, że chcemy mieć 450, a już mamy ponad pół tysiąca. Równolegle zbieramy środki na ich przewiezienie na portalu pomagam.pl, to teraz dla nas paląca potrzeba. Musimy mieć na benzynę, na palety i opakowania zabezpieczające odpowiednio stolarkę i na kierowców.

A ile udało się już wytransportować?

Zofia Jaworowska: Transport będzie w połowie września, wszystkie okna trafią wtedy do magazynu w Kijowie skąd będą dalej dystrybuowane i odbierane przez naszych partnerów.

Skąd wiecie, kto jakie okna potrzebuje?

Zofia Jaworowska: Śmieję się, że stworzyliśmy budowlanego Tindera. Tak jak wcześniej z mieszkaniami - łączymy kogoś kto szuka okien z tym, który może je zaoferować. Wcześniej wykonujemy mrówczą robotę: spisujemy w excelu jaki wymiar, z jakiego materiału, w jakim stanie i ile sztuk. Potem wysyłamy do organizacji ukraińskich, one określają, gdzie co ma jechać. Jak to zrobimy, to ruszy transport. Ale już przy części okien wiemy dokąd jadą. Np. jedna łódzka firma chciała wyprodukować okna pod potrzeby konkretnego budynku. Stanęło na tym, że podarują je zniszczonej szkole w Hostomelu pod Kijowem. Tam po ataku rakietowym wszystkie okna wyleciały. Ukraińska fundacja District #1 wyremontowała już prawie cały budynek, czekają tylko jeszcze na naszą stolarkę.

Petro Vladimirov: Działamy ze wspomnianą z ukraińską organizacją District #1, inicjatywą Repair Together, Building Ukraine Together (BUR), Brave to Rebuild oraz projektem Co-Haty. District #1 pomaga osobom prywatnym w naprawianiu i odgruzowywaniu ich domów, pracują też nad remontem przedszkola i liceum w Kijowie. Co-Haty przekształcają pustostany i akademiki w przestrzenie mieszkalne oraz budują prefabrykowane domy w regionie Iwano-Frankiwskim.

Kto oddaje? Firmy czy prywatne osoby?

Zofia Jaworowska: Głównie prywatne osoby. We współpracę weszło 5 firm na kilka tysięcy działających w Polsce. Zdarzają się i takie sytuacje, że firma przymierza się do rekonstrukcji kamienicy w Poznaniu i chce wymienić dobre plastikowe okna na drewniane, deklaruje, że te PVC nam odda. To kilkadziesiąt okien w dobrym stanie, tego samego typu. Mogłyby zasilić podobny budynek w Ukrainie.

A ludzie są niesamowici. Ostatnio pojechaliśmy pod Radom. Edyta dała nam 16 drewnianych okien, których nie zużyła na szklarnię, powiedziała, że chce oddać dobro, bo jej samej ktoś pomaga w leczeniu, ma trzecią chemię, rak piersi z przerzutami do wątroby. Takich historii jest wiele, ale sens tej pomocy jest też bardzo prosty – wykorzystujemy te zasoby, które inaczej stałyby niewykorzystane w piwnicach i magazynach lub trafiłyby na PSZOK. Ekonomia cyrkularna w budownictwie to przyszłość!

Zofia Jaworowska, Fundacja Brda, założycielka Grupy Zasoby inicjatywy wspierającej osoby uchodźcze z Ukrainy w Polsce.

Petro Vladimirov: Ukraiński architekt, lider projektów w biurze Direction.