Reklama

Podatkowa korekta od 1 lipca

1 lipca wchodzi w życie podatkowa korekta Polskiego Ładu. MF przygotowało wyliczenia, pokazujące, jak wpłynie ona nie tylko na efekt w całym roku, lecz także na miesięczne wynagrodzenie. – To bardziej przewidywalny i przyjaznym system dla podatników. Te zmiany będą dla nich korzystne lub neutralne, choć w części przypadków może być to widoczne dopiero w rozliczeniu rocznym – mówi wiceminister finansów Artur Soboń. Jak wynika z wyliczeń resortu, w tym roku podatnicy zyskają 6,8 mld zł, ale kolejne 6,8 mld zł będzie zwrócone w ramach rocznego rozliczenia. To duże liczby, ale to oznacza, że będą grupy, które tych zmian nie zobaczą w miesięcznych wypłatach, a mogą nawet zapłacić nieco więcej podatku niż do tej pory. To m.in. efekt korekty systemu zaliczek podatkowych.

Na początku roku wprowadzono możliwość płacenia zaliczek zgodnie z poprzednim systemem – mogły być wprawdzie niższe, ale potem podatnika czekała spora dopłata podatku. Teraz ta zasada znika.

Reklama

Czy to oznacza, że może dojść do powtórki zamieszania wokół rozliczeń podatkowych z początku roku? – Wydaje się, że potencjał jest mniejszy. Grupa, której ta sytuacja dotyczy, będzie jednak węższa – mówi Łukasz Kozłowski główny ekonomista Federacja Przedsiębiorców Polskich.

Reklama

Zleceniobiorcy od 1 lipca

– Uwzględnianie w zaliczkach kwoty wolnej w przypadku umów zlecenia czy w zbiegach umów na prośbę księgowych wprowadzamy od nowego roku. To oznacza, że w tym przypadku korzyści będzie widać dopiero w rozliczeniu rocznym – mówi Artur Soboń. W trakcie konsultacji ustawy MF zrezygnowało z pierwotnej propozycji, by wprowadzić rozwiązanie już od lipca – wszystko po to, żeby uniknąć zamieszania. – W ich przypadku te korzyści pojawią się dopiero w momencie zwrotów, a one będą duże w przyszłym roku – podkreśla Łukasz Kozłowski. Więc choć ich zysk wynikający z obniżki podatków z 17 proc. do 12 proc. będzie większy, to będą musieli poczekać, by go zobaczyć.

1 lipca wchodzi w życie korekta Polskiego Ładu / Dziennik Gazeta Prawna

Wyliczenia MF pokazują, że zleceniobiorca zarabiający 3200 zł miesięcznie, a więc w okolicy pensji minimalnej, zyska ponad 1400 zł w porównaniu do poprzedniego systemu, ale w zaliczkach zapłaci 1944 zł zamiast 2562 zł i tyle fiskus zwrócił mu w przyszłym roku. Tego typu rozwiązanie dotyczy też osób pracujących na kilku umowach na raz. Od kolejnego roku kwotę wolną w takich przypadkach będzie można uwzględniać równocześnie w miesięcznych zaliczkach podatkowych od trzech różnych umów.

Najpierw zapłacą więcej, żeby potem zapłacić mniej. U niektórych podatników od lipca zaliczki na PIT mogą wzrosnąć, co oznacza niższe wynagrodzenie na rękę.

Jak wynika z wyliczeń MF, etatowiec z pensją 11 tys. zł, płacący obecnie 792 zł, od lipca będzie płacić nieco więcej, a więc 809 zł. Jednak w całym roku zyska 3919 zł w porównaniu z obecnie obowiązującą wersją ładu. Czemu więc dostanie mniej na rękę? To także efekt działania systemu zaliczek. Zgodnie z dotychczasowymi zasadami taki podatnik w trzech ostatnich miesiącach roku zapłaciłby je dużo wyższe – skoczyłby do ok. 2 tys. zł. – Szacuję, że w umowach o pracę dla osób, które złożyły oświadczenia PIT-2, to problem zarabiających od 10,2 tys. zł brutto do 14,5 tys. brutto miesięcznie – czyli na tyle dużo, że w starym systemie wpadliby w próg podatkowy. Od lipca ich zaliczka wzrośnie w stosunku do czerwcowej – podkreśla Łukasz Kozłowski. W przypadku tej grupy może nawet powstać wrażenie, że zmiany są dla nich niekorzystne, ponieważ od lipca zobaczą, że na rękę dostaną nieco mniej. Za to nie będą mieli okazji się przekonać, że pod koniec roku dużo zyskują w porównaniu z poprzednim systemem.

Podatnicy, którzy nie złożyli deklaracji PIT-2

Lepiej nie kredytować fiskusa i mieć PIT-2 złożony. Osobną grupą są podatnicy, którzy nie złożyli deklaracji PIT-2. Upoważnia ona pracodawcę do uwzględniania kwoty wolnej w miesięcznych zaliczkach na PIT. Zamieszanie na początku roku spowodowało, że część osób nie zrobiła tego. W takim przypadku kredytują fiskusa, a ponieważ stawki podatku właśnie spadają, to kredytują go jeszcze bardziej niż w poprzednim systemie. I tak pracownik z zarobkami 5 tys. brutto zgodnie z dotychczasową wersją Ładu nadpłaciłby 1092 zł podatku, a po lipcowej obniżce ta nadpłata wyniesie 2817 zł, które odbierze dopiero w przyszłym roku w ramach rocznego rozliczenia. Skala problemu jest trudna do rozeznania. Warto jednak pamiętać, że jeżeli nie zmieniliśmy pracodawcy, a poprzednio mieliśmy złożoną deklarację PIT-2, to nowej nie trzeba składać, bo obowiązuje poprzednia.

Osoby dorabiające do etatu czy emerytury a korekta

Osobną kategorią są osoby dorabiające do etatu czy emerytury. Także w tym przypadku zmiana systemu oznacza wzrost zaliczek, ale za to mniejszą dopłatę na koniec roku. Na przykład emeryt ze świadczeniem 3 tys. zł dorabiający 4 tys. brutto miesięcznie na etacie przy obecnych zasadach miałby do dopłaty 3,2 tys. zł podatku, tymczasem po zmianach będzie to 494 zł. Taki emeryt zyska na zaliczkach od świadczenia, bo zaliczki spadną z 85 zł do 60 zł, ale wzrosną przy jego wynagrodzeniu z etatu z 277 zł do 384 zł. Ogółem na obniżce stawki taki podatnik zyska w całym roku 2221 zł w porównaniu z obecną wersją Polskiego Ładu oraz 796 zł w porównaniu z systemem, który obowiązywał do zeszłego roku.

Powyższe wyliczenia nie uwzględniają możliwych ulg i odliczeń, np. wspólnego rozliczenia z małżonkiem czy ulgi na dzieci.

Ostatni przykład pokazuje, że wprowadzając te zmiany, PiS unika potężnego zamieszania, jakie miałby przy okazji rozliczenia podatku w przyszłym roku, gdyby nagle okazałoby się, że spora część podatników ma do zapłacenia duże dopłaty do PIT. A to byłoby głównie efektem wprowadzonej na początku roku możliwości płacenia zaliczek na poziomie z 2021 r. Dla wielu podatników oznaczałoby to bardzo duże (jak na ich możliwości) zwroty dla fiskusa. Choć jednocześnie fakt wzrostu miesięcznych zaliczek u części podatników nie zostanie przez nich dobrze przyjęty.