Będzie chiński odwet?

Reklama

Sankcje są ingerencją w wewnętrzne sprawy Chin, czego Chiny nigdy nie zaakceptują, a w przypadku ich nałożenia nie będą miały innego wyjścia, niż sięgnąć po środki odwetowe – pisze państwowy dziennik w artykule redakcyjnym.

Gazeta twierdzi, że Chiny w walce z ekstremizmem, terroryzmem i separatyzmem w Sinciangu "nie zrobiły niczego złego", ani "niczego innego, niż państwa Zachodu robiły w swojej walce z siłami ekstremistycznymi i terroryzmem". Odrzuca przy tym oskarżenia o ludobójstwo, określając je jako "motywowane politycznie, by zaszkodzić Chinom".

Według "China Daily" jest również "niemożliwe do zaakceptowania", aby UE łączyła doniesienia o łamaniu praw człowieka w Sinciangu z umową inwestycyjną, w sprawie której Pekin i Bruksela porozumiały się w grudniu 2020 roku.

Za sankcjami UE stoją naciski USA?

Planowane sankcje krytykuje również tabloid "Global Times", związany z oficjalnym organem prasowym Komunistycznej Partii Chin, dziennikiem "Renmin Ribao". Tabloid twierdzi, że za planem nałożenia na Chiny sankcji przez UE stoją naciski ze strony USA.

Gazeta cytuje również ambasadora ChRL przy UE, który wezwał Wspólnotę do porzucenia zamiaru nałożenia sankcji. Ambasador Zhang Ming ostrzegł również, że władze w Pekinie nie ugną się pod presją, ponieważ "nie mamy innej możliwości, niż wypełniania zobowiązań wobec ludzi w naszym kraju".

Według źródeł unijnych ambasadorowie państw członkowskich dali w środę zielone światło dla nowych sankcji za łamanie praw człowieka. Sankcje przeciwko osobom i podmiotom m.in. z Chin mają zostać wkrótce formalnie przyjęte i mają polegać na zamrożeniu aktywów i zakazie wjazdu na terytorium UE.

Administracja USA oraz parlamenty Kanady i Holandii zarzuciły chińskim władzom, że dopuszczają się ludobójstwa na Ujgurach i innych muzułmańskich mniejszościach etnicznych w Sinciangu. Pekin zaprzecza wszelkim oskarżeniom o łamanie praw człowieka w tym regionie, określając je jako "największe kłamstwa stulecia".