Dziennik Gazeta Prawana logo

Unia ratuje europejskie banki przed paniką

7 października 2008, 23:37
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Europa broni się przed eskalacją kryzysu. Wczoraj ministrowie finansów UE uzgodnili, że oszczędności w bankach będą gwarantowane do 50 tys. euro. To o 30 tys. euro więcej niż do tej pory. Premier Donald Tusk zapowiedział, że w Polsce kwota ustalona przez ministrów będzie gwarantowana w 100 proc. A to znaczy, że prawie wszystkie depozyty będą bezpieczne - czytamy w DZIENNIKU.

Nawet gdyby kryzys finansowy zatopił polskie banki. To ogromna suma - Polacy zgromadzili w bankach ponad 302 mld zł.

>>>Zobacz, kogo za światowy kryzys obwiniają islamscy ekstremiści

"Dzięki gwarancjom możemy zapobiec panice; byłaby ona fatalna dla systemu bankowego" - mówi Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH. Bankowcy boją się jej jak ognia, zwłaszcza że kłopoty przelały się już poza sektor finansowy. "Kryzys będzie mieć wpływ na realną gospodarkę" - przyznał wczoraj członek rady Europejskiego Banku Centralnego Victor Constancio.

A to już się dzieje. To już nie jest tylko problem banków. Widmo upadku zajrzało w oczy koncernom motoryzacyjnym.

W poniedziałek o cięciu produkcji poinformowała należąca do niemieckiego Volkswagena Skoda. Wczoraj hale w Gliwicach, w których montowane są astry i zafiry, zamknął Opel. Taśmy produkcyjne będą stały do poniedziałku. Nie wiadomo, czy na tym się skończy.

Swojej przyszłości nie jest też pewnych 6,9 tys. pracowników Volkswagena Poznań. "Z centralą w Wolfsburgu analizujemy teraz, na ile kryzys na rynku ma przełożenie na funkcjonowanie naszego przedsiębiorstwa" - przyznaje Piotr Danielewicz, rzecznik prasowy poznańskiej fabryki. "Wcześniej czy później usłyszymy o ograniczeniach produkcji w polskich zakładach Fiata i w FSO" - twierdzi Marek Konieczny z Polskiej Izby Motoryzacji.

John Casesa, dyrektor Casesa Shapiro Group, firmy konsultingowej z branży motoryzacyjnej, tłumaczy to tak: "Banki nie ufają koncernom motoryzacyjnym, dlatego nie chcą pożyczać im pieniędzy."

Potężne kłopoty mogą mieć europejskie stolice. Wczoraj okazało się, że na skraju bankructwa stanęła Islandia. Pozycja miejscowej korony jest już niewiele lepsza od uchodzącego za najgorszą walutę świata turkmeńskiego manatu. Aby ratować budżet przed bankructwem, islandzki bank centralny zabiega o pożyczenie od Rosji aż 4 mld euro. Zastrzyk gotówki ma zahamować proces staczania się wyspy w gospodarczą przepaść.

Tymczasem pomocy, i to o wiele większej niż Reykjavik, może potrzebować Rosja. To kolejne słabe ogniwo światowej gospodarki. Rosjanie, którzy początkowo zapewniali, że kryzys im nie straszny, są coraz mniej pewni siebie. Moskwa wpompowała już do swoich banków 180 mld dol. Na niewiele to się zdało. "Kryzys światowego systemu finansowego wymaga wspólnych i pilnych działań. Jest całkowicie oczywiste, że nadszedł czas nowych decyzji" - mówił wczoraj prezydent Dmitrij Miedwiediew w nagraniu umieszczonym na oficjalnej stronie Kremla. Apel Miedwiediewa zabrzmiał jak błaganie o pomoc.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj