Nowelizacja budżetu nabierała kształtów do ostatniej chwili. Wczoraj – przed dzisiejszym posiedzeniem rządu – zapadały jeszcze ostatnie ustalenia w tej sprawie pomiędzy Sebastianem Skuzą, wiceministrem finansów odpowiedzialnym za budżet, a najbliższym otoczeniem premiera w KPRM. Efekt? Według naszych informacji, z dwóch niezależnych źródeł z kręgów rządowych, ostateczna kwota deficytu, jaki w tym roku ma mieć państwowa kasa, będzie większa niż zapowiadane wcześniej przez przedstawicieli Ministerstwa Finansów 100 mld zł.
– mówi jeden z naszych rozmówców. dodaje drugi.
Dziura w budżecie bierze się z dwóch powodów. Pierwszy to duży ubytek w dochodach. Mniejsze od planu mają być wpływy podatkowe, zwłaszcza z VAT. – Co prawda w lipcu dochody z podatku od towarów i usług wyglądały bardzo dobrze, ale w ciągu całego roku będzie jednak ubytek. Większe wpływy z VAT w poprzednim miesiącu wynikają bowiem nie tylko z odbicia konsumpcji, ale też są skutkiem przyspieszonych wypłat zwrotów w poprzednich miesiącach – tłumaczy jeden z naszych rozmówców. Z danych o wykonaniu bud żetu po siedmiu miesiącach, które MF opublikowało we wtorek, wynika, że w samym lipcu wpływy z VAT były o ok. 10 proc. większe niż w lipcu 2019 r. Deficyt budżetowy po siedmiu miesiącach wynosił 16,3 mld zł.
Drugi powód rekordowo wysokiego deficytu to wzrost wydatków. Jak udało nam się ustalić, autorzy projektu z MF szacują, że bezpośredni koszt dla kasy państwa wynikający z epidemii koronawirusa to 50–60 mld zł. Reszta to głównie wydatki, które mają pomóc w ożywieniu koniunktury, czyli związane z inwestycjami. Rząd chce maksymalnie wykorzystać przestrzeń fiskalną w tym roku. Tym bardziej że inwestorzy i Komisja Europejska, która stoi na straży dyscypliny finansowej, łaskawszym okiem patrzą na wzrost deficytów i zadłużenia. Do tego mamy „zawieszoną” regułę wydatkową, która pilnowała, aby wydatki nie rosły zbyt szybko w czasach dobrej koniunktury, ale pozwalała na popuszczenia pasa w gorszych.
Ministerstwo Finansów napisało projekt nowelizacji na podstawie wcześniej przedstawionych prognoz dla gospodarki – czyli przede wszystkim oszacowanej skali recesji. Resort zakłada, że PKB spadnie w tym roku o 4,6 proc. . – mówi nasz rozmówca.
Oprócz zakładanego spad ku PKB, resort finansów spodziewa się średniorocznej inflacji na poziomie 3,3 proc., bezrobocia w wysokości 8 proc. i nadwyżki w bilansie płatniczym (2,3 proc. PKB). Przyszły rok miałby już przynieść zdecydowane odbicie, po spadkach w 2020 r. konsumpcja i inwestycje miałyby odrabiać straty (wzrost odpowiednio o 3,7 proc. i 4 proc.), a wzrost gospodarczy miałby wynieść 4 proc. Z naszych informacji wynika też, że MF zamierza stopniowo wracać do dyscypliny budżetowej. Powtórki z wielomiliardowym deficytem ma nie być.
mówi jeden z naszych rozmówców. Co sugerowałoby, że resort chce odejść od polityki wypychania długu i deficytu poza centralny budżet. Zarówno obligacje emitowane na rzecz tzw. fundusz covidowego, jak i Tarcza Finansowa PFR-u formalnie nie powiększają państwowego długu publicznego. Fundusz Przeciwdziałania COVID-19, zarządzany przez Bank Gospodarstwa Krajowego, ma na ten rok zaplanowane wydatki w wysokości 100 mld zł. Pokrywają one bieżące nakłady na pomoc np. przedsiębiorcom, ale także ubytek dochodów m.in. w FUS. Z PFR zaś kolejne 100 mld zł idzie do firm w formie subwencji oraz pożyczek. Rząd w taki sposób finansuje walkę z kryzysem, bo dzięki temu oddala ryzyko wzrostu długu publicznego i przekroczenia przez niego zapisanego w konstytucji poziomie 60 proc. PKB. Wyższe wydatki znajdą się w unijnych statystykach, dlatego jeśli MF zakłada w przyszłym roku ograniczanie deficytu całego sektora instytucji rządowych i samorządowych, to fundusz z BGK nie mogą już finansować kolejnych inicjatyw.