Ludzie po zakończonym postępowaniu upadłościowym i spłaceniu wierzycieli skarżą się, że nie mogą zaciągać kredytów. I nie chodzi tylko o te poważne, hipoteczne, lecz także niewielkie pożyczki, wyrobienie karty kredytowej, a nawet zakup pralki na raty. Powód? Informacja o przebytej upadłości widnieje nawet przez 10 lat w tzw. rejestrach dłużników. W efekcie banki nie chcą takiemu klientowi pożyczyć ani złotówki. Oficjalnie tego nie ogłaszają. Potwierdziliśmy jednak w trzech korporacjach, że jest taka zasada.

Reklama

Nie powinno tak być. Osoba po zakończonym postępowaniu upadłościowym jest konsumentem jak każdy inny. Istotą ogłoszenia upadłości jest właśnie wyjście z szarej strefy. Tymczasem działania instytucji finansowych wpychają tych, którzy się oddłużyli, do tej szarej strefy na wiele lat - uważa Jerzy Kozdroń, wiceminister sprawiedliwości w latach 2013–2015, współtwórca reformy prawa upadłościowego. Jego zdaniem zareagować powinien ustawodawca, bo praktyki banków, choć niefortunne, nie stanowią dziś łamania prawa. Z naszych informacji wynika, że resort sprawiedliwości zastanawia się, jak ulżyć konsumentom po przeprowadzonej upadłości. Rozważany jest wariant, by taka osoba, po zrealizowaniu narzuconego przez sąd planu spłat, mogła zażądać usunięcia informacji o upadłości z rejestrów dłużników.

Sprawą interesuje się też Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. Planujemy wystąpić do Związku Banków Polskich oraz rzecznika finansowego z prośbą o stanowiska. Po ich przeanalizowaniu możliwe, że złożone zostanie wystąpienie do właściwego ministra z prośbą o podjęcie prac legislacyjnych – mówi adwokat Piotr Mierzejewski, dyrektor zespołu prawa administracyjnego i gospodarczego w Biurze RPO. I dodaje, że niedopuszczalna jest sytuacja, w której osoby po uregulowaniu swych zobowiązań są przez wiele lat traktowane gorzej i nie mogą korzystać z uczciwych produktów finansowych. – To wypycha ludzi do szarej strefy, zmusza do korzystania z usług parabanków – konkluduje prawnik.

d