Wicepremier była pytana w poniedziałek w Polsat News, czy w związku z kolejnym dniem z rekordową liczba zakażeń, rząd myśli o tym, by zrobić krok w tył w odmrażaniu gospodarki.
- powiedziała.
Zwróciła uwagę, że w czasie, gdy mieliśmy skokowy wzrost zakażeń w szpitalach i domach opieki społecznej, to analitycy na świecie pokazywali, że tego typu zamknięte ogniska powinno się w statystykach traktować odrębnie, bo one mają wyraźny, zdefiniowany charakter. W takim przypadku podejście do walki ze skutkami pandemii powinno wyglądać inaczej.
- podkreśliła.
- powiedziała.
Emilewicz zapytana, czy polski rząd rozważa otwarcie granic, tak jak większość państw europejskich, odpowiedziała: "Słyszymy o otwieraniu granic Europy w ogóle od połowy czerwca, mamy sukcesywne stopniowe otwieranie granic w regionach. O tym także rozmawiamy w zespole zarządzania kryzysowego". Dodała, że decyzje będą podejmowane pod wpływem analizy przygotowanej przez ministra zdrowia i Głównego Inspektora Sanitarnego i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Przypomniała, że sama wiele razu mówiła, że gdy - zwłaszcza w przypadku państw ościennych - poziom zachorowań jest niewysoki, epidemia jest opanowana i standardy postępowania są bardzo wysokie, "wówczas pewnie ta skłonność do otwarcia granic powinna być w Polsce większa". - mówiła.
Szefowa resortu rozwoju odniosła się także do pytania o to, jak to się stało, że bon wakacyjny na 1000 złotych zamienił się na propozycję 500 zł na każde dziecko - na wakacje.
- oświadczyła wicepremier. Zauważyła, że niespełna 500 tys. rodzin ma jedno dziecko, a mamy też rodziny z większą liczbą dzieci, które - rozumiejąc zamiar prezydenta - dostałyby ponad 1000 zł.
Zaznaczyła, że nie zna kosztów tego rozwiązania dla budżetu. - powiedział.
Jej zdaniem prezydent nadał temu programowi nowe znaczenie, wspiera nie tylko branżę turystyczną, ale także polskie rodziny.