"Rząd Polski przestrzega zasady pełnej otwartości w sprawach prywatyzacyjnych. W tej dziedzinie postępujemy w pełnej zgodzie ze standardami przyjętymi w Unii Europejskiej" - obiecuje Waldemar Pawlak w wywiadzie dla moskiewskiej gazety.

Wicepremier tłumaczy, że zgodnie z unijnymi przepisami dostęp do rynku energetycznego powinien być równy dla wszystkich przedsiębiorstw, niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzą. "Dyrektywy Unii Europejskiej szczególnie baczną uwagą zwracają na to, by operatorzy sieci energetycznych dawali jednakowy dostęp wszystkim uczestnikom rynku" - dodaje szef Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Wicepremier i minister gospodarki nie stawia Rosjanom żadnych warunków wstępnych w zamian za dostęp do prywatyzacji polskiego sektora energetycznego. "Zasady UE nie dopuszczają żadnych ograniczeń i dyskryminacji w dostępie do rynku" - tłumaczy.

To zmiana polskiego stanowiska w tej sprawie o 180 stopni. Wcześniej Polska robiła, co mogła, by nie dopuścić Rosjan na nasz rynek energetyczny. Niektórzy politycy byli wręcz oskarżani o zdradę polskich interesów, jeśli nie dość głośno protestowali przeciw sprzedawaniu jakichkolwiek firm energetycznych Rosjanom. Argumentowano, że w ten sposób Polska będzie skazana na łaskę i niełaskę Moskwy.

Poseł PiS Zbigniew Wassermann, były koordynator specłużb, zwraca uwagę, żę bezpieczeństwo energetyczne Polski to piorytet każdego rządu. "Cały rząd powinien pamiętać, składając taką deklarację, że tu w grę wchodzi nie tylko ekonomia, ale realne kwestie możliwych zagrożeń bezpieczeństwa Polski" - tłumaczy Wassermann.

I przypomina, że nasz kraj nie zawsze miał dobre doświadczenia z Rosją. "Mieliśmy już do czynienia z próbami wrogiego przejęcia naszych firm przez Rosjan. Trzeba pamiętać o tym, że Rosja jest krajem, który realizuje swoją politykę w dużej mierze poprzez rozgrywki z dystrybucją środków energetycznych. I nie chodzi tu tylko o Polskę, ale szantaż paliwowy czy słynne zakręcanie kurków dotykało wiele państw" - podkreśla były koordynator specłużb.