Statystyczny emigrant ma 26 lat i nie ma dzieci. Jeśli teraz nie uda się go nakłonić do powrotu, założy rodzinę na Zachodzie i już tam zostanie.

"Chcemy ich <nie wiem> zamienić na <mogę wracać> i jestem przekonana, że dzięki współpracy wszystkich resortów to się uda" - uważa Joanna Kluzik-Rostkowska, minister pracy i polityki społecznej. Rządzący zdają sobie sprawę, że czas nagli. Średnia wieku emigranta zarobkowego z Polski wynosi 26 lat. Są to głównie osoby bezdzietne. "Najbliższe lata są szalenie ważne. Zadecydują, czy te osoby wrócą do kraju, czy też za granicą założą rodziny i zaczną wychowywać dzieci, a wtedy ściągnięcie ich do Polski stanie się bardzo trudne" podkreśla minister.

Właśnie dlatego resort mimo niepewnej przyszłości politycznej w kraju postanowił zakasać rękawy i zawalczyć o ponadmilionowy rząd dusz. Przygotował program "Powrót", który ma przekonać Polaków, aby dali swojej ojczyźnie szansę. A propozycje wydają się bardzo kuszące. "Tym, którzy chcieliby wrócić i założyć własny biznes, proponujemy dwuletnie wakacje od podatku dochodowego od działalności gospodarczej" - opowiada minister. Warunek: na emigracji należy przebywać minimum rok.

Kolejną zachętą jest obniżenie składki ZUS. Na dwa lata zawieszona byłaby składka rentowa oraz na fundusz pracy. Resort pracy chce także nakłonić drobnych przedsiębiorców, by zaoferowali pracę byłym emigrantom. Osoby podejmujące działalność gospodarczą i zatrudniające do dziewięciu osób będą mogły odprowadzać za nich tylko jedną trzecią składki emerytalnej.

Pytanie jednak, czy emigranci rzeczywiście będą chcieli wracać. Zdaniem 25-letniego Mirosława Pańczyka pochodzącego spod Szczebrzeszyna, który pracuje w firmie budowlanej w Wielkiej Brytanii, tak. "Zdaję sobie sprawę, jak dobra koniunktura gospodarcza panuje teraz w kraju, a jeśli dodatkowo pracodawcy chętniej będą proponowali mnie i moim kolegom pracę, to może spowodować, że perspektywa powrotu nabierze kolorów. Ja planowałem wrócić do domu za rok, ale nowe przepisy mogłyby przyspieszyć moją decyzję" - mówi DZIENNIKOWI.

O tym, że walka o dusze Polaków na emigracji wcale nie będzie taka prosta, przekonuje przykład 25-letniej Joanny Skotnickiej, prawniczki z Warszawy. Kobieta wprawdzie jeszcze nie ma dzieci, ale już zapuściła na Wyspach korzenie. "Mam tutaj dobrą pracę i przede wszystkim niedawno wyszłam za mąż za wyspiarza. Oczywiście tęsknię za Polską i często przyjeżdżam do kraju, ale to właśnie z Wielką Brytanią wiążę swoją przyszłość i tutaj urodzę dzieci" - mówi z przekonaniem.
Także 21-letni Tomasz Kopik, barman pracujący w Irlandii, nie planuje wracać. "Dlaczego miałbym to robić? Mnie jest tu dobrze, nie wierzę, że coś się w Polsce po wyborach zmieni" - mówi z goryczą.

Czy jednak propozycje resortu pracy nie są tylko elementem kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości adresowanej do rzeszy emigrantów, a po wyborach pójdą w niepamięć? Okazuje się, że tym razem możemy liczyć na kontynuację. Na wczorajszej konferencji prasowej nawet lider opozycji Donald Tusk określił założenia programu jako ważne i potrzebne - pisze DZIENNIK.



To będzie forma dyskryminacji

Andrzej Sadowski, Centrum im. Adama Smitha

Propozycje Ministerstwa Pracy odsłaniają polskie problemy. Rząd sam wskazuje powody, dla których tak wielu Polaków decyduje się na emigrację i woli zakładać biznes za granicą. Jeśli za szczegółowymi propozycjami nie pójdą rozwiązania systemowe, to nic się w kraju nie zmieni. Trzeba obniżyć koszty pracy i zmniejszyć podatki wszystkim Polakom. Nie możemy godzić się na system apartheidu. Dlaczego ci, którzy uczciwie tu pracują, mają być dyskryminowani, a ci, którzy byli na tyle sprytni i obrotni, aby wyjechać - nagradzani? Takie praktyki doprowadzą tylko do jednego: emigranci będą wracać na dwa lata, gdy będzie obowiązywało zwolnienie, a potem znowu wyjadą. Dodatkowo skutek może być jeszcze jeden: Polacy mogą uznać, że warto wyemigrować, aby potem wrócić i skorzystać z rządowych przywilejów.