Brytyjski dziennik przypomina, że dwa lata temu amerykański biznes "dobił faustowskiego targu" z przywódcą USA Donaldem Trumpem. Polegał on - jak utrzymuje "FT" - na zmniejszeniu podatków w zamian za wsparcie dla prezydenckiej administracji.

Teraz jednak wojna handlowa Trumpa z Chinami wygląda na "poważne i możliwe całkowite załamanie w relacjach między największymi światowymi mocarstwami". "Cła przerodziły się w cła odwetowe. Łańcuchy dostaw przesuwają się. Rynki zmieniają się" - wylicza gazeta.

Te zmiany powodują, że "międzynarodowe firmy, które prawdopodobnie były największymi finansowymi beneficjentami globalizacji od czasu drugiej wojny światowej, mają najwięcej do stracenia".

"Biznes od dekad narzekał na chińską kradzież własności intelektualnej i trudności w uzyskaniu równego dostępu do rynku w Państwie Środka. Jednak kiedy przyszło co do czego, z powodu obawy utraty dostępu do chińskiego rynku, niewiele amerykańskich firm było skłonnych mówić publicznie o tym co postrzegają za nieuczciwe zasady handlu" - pisze "FT".

W ocenie "FT" spór handlowy rozpoczął Trump, "dla którego nie ma większej różnicy między zasadną skargą na chiński merkantylizm i nieracjonalnymi żądaniami, jak oczekiwanie od Pekinu zmiany całego gospodarczego systemu i przerobienie (chińskich) praw, by służyły USA". Dziennik odnotowuje, że prezydent USA jest "gotów karać nie tylko przeciwników, ale i sojuszników jak UE, Kanada czy Meksyk, robiąc z taryf celnych broń, której można użyć w sprawach kompletnie niepowiązanych (z nimi) spraw, tak jak imigracja".

"FT" wyraża zdumienie, iż prezesi korporacji "nie widzieli wcześniej nadejścia tego". "Nie ma już zwolenników wolnego handlu w administracji Trumpa. Antyglobalistyczny kurs, za którym opowiadają się takie osoby jak doradca ds. handlu Peter Navarro, to teraz mainstream. On oraz inni handlowi jastrzębie w administracji chcą zakłócić status quo" - pisze dalej londyński dziennik.

Wierzą oni, że "świat zmierza do dwubiegunowej przyszłości, w której USA i Chiny są gospodarczo i politycznie rozłączone". Zgodnie z tym poglądem "powinno tak być z powodów narodowego bezpieczeństwa". "Chcą rozłączenia łańcuchów dostaw, reindustrializacji USA, by być gotowym na bardziej hobbesowski czas o sumie zerowej" - kontynuuje "FT".

Dziennik utrzymuje, że w takim "rozwidlonym świecie międzynarodowe firmy uznawane są za takich samych wrogów jak Chiny". "Są zdrajcami gospodarczego +patriotyzmu+ i powinny zostać zmuszone do wyboru stron (...)".

Jak ocenia "FT", wielu amerykańskich szefów firm "po cichu podejmuje obowiązki wobec prezydenta, masowo zmieniając łańcuchy dostaw". "Ale wielu wciąż jest uparcie ślepych na zmianę, którą chce zobaczyć administracja Trumpa - świat, który jest zasadniczo mniej otwarty i bardziej chroniony. To będzie ciemniejszy i relatywnie biedniejszy świat" - ostrzega dziennik.

"Społeczność biznesowa musi wystąpić i wspólnie skrytykować prezydenckie podejście do Chin" - wzywa "FT". Tymczasem prezesi "wciąż płyną w swoich torach, mając nadzieję na utrzymanie korzyści z obniżek podatków i deregulacji wprowadzonych przez Trumpa bez prowokowania prezydenckiego publicznego gniewu na Twitterze".

"Trump nie troszczy się zbytnio o biznes. Jastrzębie w jego administracji chcą zdeglobalizowanego świata. Międzynarodowe firmy ignorują fakt, ze w tej bitwie będą skutki uboczne. Jeśli nie wystąpią kwestionując mądrość strategii handlowej administracji, to one - oraz ich udziałowcy - mogą tego gorzko pożałować w nadchodzących miesiącach" - podsumowuje "Financial Times".