Pierwszy o sprawie alarmował "Dziennik Łódzki". Teraz Radio ZET publikuje rachunki, z których niezbicie wynika, że o stałych cenach nie ma mowy. Faktura za energię zużytą przez Port Lotniczy im. Władysława Reymonta na początku tego roku wyniosła 112,2 tys. zł (rok wcześniej 69,3 tys. zł), za szpital im. Karola Jonschera 46,7 tys. zł (rok wcześniej 28,2 tys. zł) a za przychodnię przy ul. Leczniczej 5,7 tys. zł (rok wcześniej 3,4 tys. zł). 

Zgodnie z ustawą uchwaloną przez parlament i podpisaną przez prezydenta ceny prądu w 2019 roku miały pozostać na poziomie z czerwca ubiegłego roku. Wcześniej spółki energetyczne wnioskowały do Urzędu Regulacji Energetyki nawet o 30 proc. podwyżki. Nowe przepisy miały zapobiec drastycznym wzrostom cen m.in. dzięki obniżeniu akcyzy. 

- Ustawa przyjęta w ubiegłym roku przewidywała, że do końca marca firmy muszą zakończyć negocjacje z odbiorcami prądu w sprawie obniżek cen energii. Przyjęta pod koniec lutego ustawa znosi ów termin i wskazuje nowy, ale bez podawania daty kalendarzowej, tylko wskazuje, że negocjacje mają zostać zakończone w ciągu 30 dni od wejścia w życie zarządzenia ministra energii. A zarządzenia ministra nie ma, nie ma nawet żadnego projektu rozporządzenia - podkreśla wiceprezydent Łodzi Tomasz Trela.

Dlatego wiceprezydent miasta wysłał do kancelarii premiera i Ministerstwa Energii pisma z zapytaniami o wzrost cen za energię.