Lex Uber, czyli projekt nowelizacji ustawy o transporcie drogowym i czasie pracy kierowców, zmienia się jak w kalejdoskopie. Jeszcze na początku ubiegłego tygodnia Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury, zapowiadał, że rząd przyjmie przepisy, a teraz pojawiła się kolejna ich wersja. Uchyla ona przepisy o egzaminach z topografii miasta dla taksówkarzy.
Zaskakująca decyzja
Zniesienie obowiązkowych szkoleń i egzaminów ułatwi zainteresowanym dostęp do zawodu taksówkarza – czytamy w uzasadnieniu projektu.
Przypomnijmy, że już teraz zdanie egzaminu ze znajomości miasta nie jest obligatoryjnym warunkiem uzyskania licencji. Uchylany przepis art. 6 ust. 3a ustawy o transporcie drogowym (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 58 ze zm.) dawał radom miast powyżej 100 tys. mieszkańców jedynie podstawę prawną do fakultatywnego wprowadzenia takiego wymogu.
Decyzja resortu infrastruktury może dziwić, bo podczas konsultacji nie uwzględnił on podobnej propozycji firmy Taxify. Podnosiła ona, że „utrzymanie możliwości wprowadzenia przez radę gminy egzaminu z topografii nie ma sensu w XXI wieku”.
GPS zamiast egzaminu
Teraz ministerstwo postanowiło się przychylić do postulatów ekspertów przekonujących, że taki sprawdzian w dobie GPS jest nadmiernym formalizmem i niepotrzebną barierą w dostępie do rynku.
zaznacza Szymon Huptyś, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury (MI).
Taksówkarze przeciwni
podkreśla Jarosław Iglikowski ze związku zawodowego Warszawski Taksówkarz.
Wyjaśnia, że spośród dużych miast takiego wymogu nie ma tylko w Gdańsku, a Katowice i Zabrze przywróciły egzaminy. Powodem były liczne skargi pasażerów na to, że taksówkarze nie wieźli ich do celu najkrótszą drogą, tylko okrężną, bo tak im wyznaczała nawigacja (w godzinach szczytu wskazuje ona objazdy korków, nie uwzględniając tego, że taksówka może jeździć buspasem).
Taksówkarze podkreślają, że odebranie miastom możliwości przeprowadzania egzaminu z topografii otworzy rynek usług praktycznie dla każdego. A z tym wiążą się konkretne zagrożenia związane na przykład z wykonywaniem przewozów przez osoby skazane chociażby za przestępstwa seksualne.
Bezpieczniej w teorii
Dziś, by wykonywać usługi przewozu osób, trzeba przedstawić zaświadczenie o niekaralności za przestępstwa karne skarbowe, przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji, mieniu, obrotowi gospodarczemu, wiarygodności dokumentów, środowisku lub warunkom pracy i płacy oraz inne mające związek z wykonywaniem zawodu, a także za przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu, wolności seksualnej i obyczajności.
W celu zwiększenia bezpieczeństwa pasażerów resort rozszerza ten katalog o niektóre przestępstwa określone w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1030 ze zm). Chodzi np. o handel narkotykami, częstowanie nimi i nakłanianie do ich zażywania.
Z więzienia do taksówki?
Kłopot w tym, że zaświadczenie o niekaralności jest wiarygodne tylko w stosunku do Polaków i obywateli UE. W Krajowym Rejestrze Karnym (KRK) gromadzone są dane dotyczące wszystkich osób skazanych przez sądy polskie i Polaków skazanych przez sądy państw obcych. Do tego dzięki ECRIS (European Criminal Records Information System), który zawiera dane z rejestrów karnych państw UE, można szybko uzyskać informację na temat skazanych w Unii. Ale nie poza nią.
W efekcie nie ma przeszkód, by osoba, która właśnie opuściła więzienie na Ukrainie, Białorusi, w Gruzji czy Pakistanie, otrzymała w Polsce zaświadczenie o niekaralności. Nawet gdy odsiadywała wyrok za morderstwo, gwałt lub handel narkotykami. Tymczasem coraz więcej kierowców spoza UE świadczy w Polsce usługi przewozu osób.
Wszyscy umywają ręce
Ministerstwo Infrastruktury, choć zdaje sobie z tego sprawę, nie podjęło żadnych prób (np. w porozumieniu z resortami sprawiedliwości i spraw zagranicznych) wypracowania efektywnych mechanizmów weryfikacji.
umywa ręce MI.
Podobnie jak Ministerstwo Sprawiedliwości, które wyjaśnia: „Projekt nie przewiduje wprost wymogu przedłożenia przez kandydatów na kierowców np. Ubera zaświadczeń o niekaralności z KRK. Sposób weryfikowania spełnienia tych wymogów będzie zależał od organów decydujących o przyznaniu licencji”.
komentuje mec. Paweł Judek z kancelarii Działyński i Judek.
Jarosław Iglikowski podkreśla, że brak egzaminu z topografii miasta sprawi, iż osoby z kryminalną przeszłością spoza UE będą mogły jeździć już nie tylko w takich firmach jak Uber. Bez przeszkód będą mogły pracować również jako taksówkarze.