Każdy odczyt poniżej granicy 50 pkt sugeruje recesję. Tu chodzi tylko o przemysł, a nie całą gospodarkę, która składa się jeszcze m.in. z usług i sektora publicznego. Ale w przeszłości tak pesymistyczne odczyty wskaźnika PMI zbiegały się w czasie z poważnymi spowolnieniami w całej polskiej gospodarce.

Szczegóły comiesięcznego badania wyglądają niepokojąco. Wielkość produkcji i eksport spadały w styczniu najszybciej od 2009 r. O malejącym popycie na polskie produkty świadczy to, że zapasy niesprzedanych towarów przyrastają najszybciej od niemal 20 lat.

Trevor Balchin, dyrektor firmy IHS Markit, która przeprowadza badanie PMI, w komentarzu do raportu napisał, że spowolnienie w sektorze wytwórczym utrzyma się co najmniej przez I kw. Pewne powody do optymizmu daje niewielka poprawa oczekiwań przedsiębiorców i odwrócenie trendu spadkowego na rynku pracy – firmy znów zaczęły zatrudniać.

Z analizy ekspertów z PKO BP wynika, że wzrost aktywności związanej z zatrudnianiem może być efektem odpływu imigrantów, co zwiększa rotację pracowników. To zjawisko wpisywałoby się w inne sygnały potwierdzające istnienie na polskim rynku pracy presji płacowej.

Aktywność biznesowa w przemyśle w ciągu ostatnich dwóch miesięcy jest na poziomie najniższym od wiosny 2013 r., ale polski PMI i tak wygląda lepiej niż miesiąc temu, kiedy był na poziomie 47,6 pkt. Mamy więc pierwszy wzrost od czerwca 2018 r. Dane były też nieco lepsze od oczekiwań ekonomistów.

Według analityków PKO BP wskaźnik PMI i inne najnowsze dane sugerują, że nasza gospodarka w I kw. br. zaliczy dołek. Druga połowa roku powinna być lepsza dzięki poprawie sytuacji na świecie i poluzowaniu polityki fiskalnej, czyli zwiększeniu deficytu budżetowego w Polsce. Pomagać powinna konsumpcja, która będzie rosnąć także dzięki presji płacowej.

Jednak zanim sytuacja się poprawi, zapewne jeszcze się pogorszy. Sugerują to na przykład wyraźniejsze niż dotąd oznaki spowolnienia w danych GUS na temat wzrostu PKB w 2018 r. Ekonomiści na podstawie tych wielkości szacują PKB w IV kw. i szacunki te nie wyglądają dobrze.

Doktor Adam Czerniak z Polityki Insight uważa, że konsumpcja będąca w ostatnich latach fundamentem wzrostu rośnie, ale już tylko o 3,9 proc. Kwartał wcześniej – 4,5 proc. Te same wyliczenia zaprezentował główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska Jakub Borowski. Zwrócił on uwagę także na słabnące inwestycje. W IV kw. 2018 r. wzrosły one o 6,8 proc., a jeszcze kwartał wcześniej tempo sięgało 9,9 proc.

Przy wolniej rosnących inwestycjach i konsumpcji szybki wzrost PKB w IV kw. był możliwy dzięki dobrym wynikom eksportu netto (eksport minus import). Ale, biorąc pod uwagę, co dzieje się u naszych głównych partnerów handlowych, trudno oczekiwać, by było tak nadal.

Z Niemiec nadeszła informacja o spadku sprzedaży detalicznej w grudniu o ponad 2 proc. w stosunku do grudnia 2017 r. W stosunku do listopada 2018 r. spadek wyniósł 4,3 proc. A PMI dla niemieckiego przemysłu spadł poniżej poziomu 50 pkt, a więc tam też mamy już wyraźną sugestię recesji.

Taką samą sytuację mamy w Czechach, na naszym drugim najważniejszym rynku zbytu. I tam PMI przemysłowy jest najniżej od sześciu lat. Z kolei PMI dla Chin, które są kluczowym rynkiem zbytu dla Niemiec, spadł do poziomu najniższego od trzech lat – też wyraźnie poniżej 50 pkt.

Według głównego ekonomisty X-Trade Brokers Przemysława Kwietnia „absolutnie koszmarne dane z Chin nie pozostawiają złudzeń – światowy przemysł ociera się o recesję i w tym kontekście radość z niewielkiego odbicia PMI w Polsce będzie raczej krótkotrwała”.

W ocenie zespołu ekonomistów z mBanku polskie PKB w IV kw. 2018 r. rosło o 4,8 proc., czyli najwolniej od półtora roku, natomiast w I kw. 2019 r. tempo wzrostu gospodarczego ma spaść nawet poniżej 4 proc. Jeśli ta prognoza się sprawdzi, to po pierwsze, nasz wzrost gospodarczy będzie najwolniejszy od roku 2016, a po drugie, będzie to oznaczać, że nie musimy dłużej czekać na spowolnienie gospodarcze. Mamy je już teraz.