- – mówi Gosia Borowy z Wooden Story.
Manufaktura z Białki nieopodal Makowa Podhalańskiego to historia trzech pokoleń. Pierwsze drewniane zabawki wyszły spod rąk dziadka Borowego w 1969 roku. Jego syn i ojciec obecnego właściciela firmy – Wieśka Borowego, wykonywał je już dla dzieci "pierwszych" klientów. Przyszedł jednak czas, gdy rodzinna firma musiała zmienić profil i zajęła się produkcją innych drewnianych rzeczy jak pudełka, skrzynki czy części mebli. – – wspomina Gosia Borowy.
Nostalgia i rosnąca zamożność
Ten zapach drewna na nowo przyciągnął klientów dopiero kilka lat temu. Gosia i Wiesiek wyciągnęli z szuflad stare rysunki i projekty dziadka i ruszyli z produkcją. Co sprawiło, że się udało? – – wylicza Gosia Borowy.
Jej słowa potwierdza Marek Jankowski z magazynu "Branża Dziecięca". Stwierdza, że wymagania rodziców rosną systematycznie od kilkunastu lat. – – wyjaśnia. Poza tym jak uważa nakładają się na to jeszcze dwa trendy. – – mówi. Podkreśla też, że tzw. chińszczyzna, czyli tanie zabawki o niskiej jakości, została w dużej mierze wyeliminowana dzięki unijnym przepisom dotyczącym bezpieczeństwa zabawek.
Niekoniecznie z hipermarketu
Z raportu ARC Rynek i Opinia, który odpowiada m.in. na pytanie "Czym Polacy kierują się przy wyborze zabawek?" wynika, że jakość to po cenie drugi najistotniejszy czynnik. Tak odpowiedziało 32 proc. ankietowanych. Rodzice najchętniej kupują klocki (62 proc.), zabawki kreatywne (61 proc.), gry planszowe (59 proc.) oraz puzzle (58 proc.). W raporcie Deloitte najchętniej kupowanych prezentów dla dzieci do lat 12 w pierwszej trójce oprócz klocków i zabawek kreatywnych znalazły się też książki.
Zdaniem Justyny Ziembińskiej-Uzar prowadzącej blog kupujepolskieprodukty.pl rodzice coraz częściej szukają zabawek od niszowych producentów, których próżno szukać na regałach w hipermarketach. -- zauważa. -
Co jej zdaniem jest ich mocną stroną? - – wyjaśnia.
Trwałość szlifowana własnym doświadczeniem
Tak było w przypadku Oloka-Gruppe, którą od trzech lat prowadzi małżeństwo z Toszka – Agnieszka i Dariusz Szczepańscy. On inżynier, ona po studiach prawniczych. Gdy urodziła im się córka, sentyment do drewnianych zabawek powrócił. – – opowiada Agnieszka.
Doszła do tego chęć zmiany zawodu. Od marca 2016 roku zajmują się tylko i wyłącznie własnym zabawkowym biznesem. Agnieszka tworzy projekty, Darek dopracowuje je w programie graficznym. Tak przygotowane, trafiają do stolarza. Gdy w surowym stanie wracają do Szczepańskich są szlifowane, malowane i wreszcie testowane przez pięcioletnią Apolonię. Przygoda z pierwszym wózkiem sprawiła, że w każdej zabawce zastosowane zostały bezpieczne rozwiązania takie jak antypoślizgowe koła, zaokrąglone krawędzie, czy bukowe patyki, dzięki którym zabawka jest bardziej odporna na wstrząsy czy uderzenia.
Sukces goni sukces
W 2016 roku magazyn "Forbes" ogłosił, że w 2015 rodzimi producenci zabawek ustanowili rekord i wysłali za granicę produkty warte 4,6 mld złotych (rok wcześniej były to niecałe 3 mld złotych). Polski rynek producentów zabawek to ponad 250 firm. Na czele stoi wielka piątka, czyli Cobi (klocki), Granna (gry planszowe), Wader (samochodziki, klocki oraz akcesoria do zabawy), Canpol (akcesoria dla niemowląt i zabawki dla małych dzieci) oraz Trefl (puzzle). Poza nią siłą polskiego rynku zabawkarskiego zaczynają być małe manufaktury. I to właśnie ich produkty coraz częściej trafiają do dziecięcych pokoi na całym świecie.
– – mówi Justyna Ziembińska-Uzar. Zwraca uwagę, że zabawki nie tylko są kupowane, ale też zdobywają uznanie na prestiżowych targach branżowych jak Kind und Jugend w Kolonii. - – wymienia sukcesy polskich firm blogerka.
Wśród nich znalazła się także Oloka-Gruppe. Ich drewniane domki "Kolos" zostały zamówione przez Instytut Sztuki w Waszyngtonie. Ich produkty trafiają również do Anglii, Irlandii, Słowacji, Holandii, czy Australii. Dla Wooden Story właśnie zainteresowanie niemieckiego kontrahenta było bodźcem do tego, aby po latach znowu spróbować swoich sił w biznesie. – – śmieje się Gosia Borowy. Dziś ich klockami bawią się dzieci z Japonii, Szwecji czy Stanów Zjednoczonych.
Post udostępniony przez oloka_gruppe (@oloka_gruppe)
Siła Instagrama
Co pomaga zaistnieć poza ojczyzną? – – mówi Ziembińska-Uzar.
Polskim manufakturom "dobrze zrobiła" również sierpniowa wizyta książęcej pary w Polsce. Na potrzeby ich dzieci – George’a i Charlotty - pokój oraz plac zabaw zostały wyposażone w polskie zabawki takich marek jak Planeco czy Turkusowa Pracownia.
Belweder gotowy na wizytę najmłodszych czł. brytyjskiej rodziny królewskiej. Na księcia George'a i księżniczkę Charlotte czekają PL zabawki. pic.twitter.com/j2fyPiZA44
— KancelariaPrezydenta (@prezydentpl) 16 July 2017
Z marketingowego punktu widzenia polskim markom w przebiciu się przez granice pomaga też brak bariery językowej oraz wszechobecne media społecznościowe. Bardzo często firmy debiutują, mając już wcześniej przygotowaną stronę w wersji anglojęzycznej a nawet w kilku innych językach. Ważnym aspektem a właściwie standardem jest możliwość wysyłania produktów za granicę oraz obecność w mediach społecznościowych i na popularnych platformach zrzeszających twórców handmade jak DaWanda, Pakamera, czy Showroom.
– – mówi Agnieszka z Oloka-Gruppe. Przyznaje, że ogromną siłę promocyjną odkrywa w Instagramie. – – przyznaje.
Kosztowna promocja
Droga do sukcesu nie jest jednak usłana różami. – – przyznaje Agnieszka. Pytana o to, co jest największą przeszkodą, wskazuje koszty promocji. – – wyjaśnia.
Cieszy ją coraz bardziej świadome podejście klientów. – – mówi.
A tego rodzaju zabawki do tanich nie należą. Koszt klocków z manufaktur waha się od 50 do 300 złotych za pudełko, wózek to wydatek rzędu 200-500 złotych a za domek dla lalek trzeba zapłacić w granicach 600-1000 złotych.
Nad tym, jak pozyskać krajowego klienta, zastanawia się z kolei Gosia Borowy. Marzy, by targów dla producentów zabawek było zdecydowanie więcej. Świadomość się zmienia, ale na sukces jeszcze trzeba poczekać. - – mówi.