Polska od ponad roku szykuje się do rozwiązania wszystkich umów o wzajemnym popieraniu i ochronie inwestycji (z ang. BIT – Bilateral Investment Treaty), które zawarliśmy z krajami Unii. Rekomenduje to Komisja Europejska. Celem rządu jest jednak wypowiedzenie ich za zgodą naszych partnerów. Jak informuje nas Ministerstwo Rozwoju, na polubowne rozwiązanie BIT-ów zgodziły się Dania, Rumunia, Czechy, Estonia i Łotwa. Wszystkich umów o wzajemnej ochronie inwestycji mamy ok. 60, ale tych, które zawieraliśmy poza UE, rząd nie zamierza na razie ruszać, a nawet negocjuje nowe – np. z Etiopią.

Prokuratoria Generalna RP podliczyła, ile toczy się spraw arbitrażowych dotyczących Polski. Jedenaście. Dwunastą wniosła właśnie firma Invenergy. Mogą być następne, bo choć często spory dotyczą inwestorów spoza UE, to wielu z nich rejestruje w krajach Unii swoje firmy córki.

Polska jest importerem zagranicznych inwestycji, stąd na podstawie obowiązujących BIT-ów była pozywana przez inwestorów – przyznaje Paweł Pietkiewicz z kancelarii Greenberg Traurig Grzesiak, który specjalizuje się w postępowaniach sądowych i arbitrażowych. Podkreśla jednak, że polscy przedsiębiorcy coraz częściej inwestujący poza granicami kraju mogą być zainteresowani taką ochroną. Z tego względu rozpoczęty przez Skarb Państwa proces rozwiązywania lub wypowiadania tych umów może być błędem.

Niedawno pisaliśmy w DGP o groźbie arbitrażu Australijczyków z Prairie Mining, którzy chcą budować kopalnię węgla kamiennego na Lubelszczyźnie. Na razie jednak pogrozili tylko palcem. – Prawo geologiczne i górnicze cechuje się istotnym wpływem państwa na działalność podmiotów prywatnych. Nie nastąpiła w tym zakresie istotna zmiana. Jeśli więc tylko przedsiębiorca nie wykaże, że organy administracji bezprawnie się na niego „uwzięły”, najprawdopodobniej nie uda mu się nic wskórać – mówi nam prawnik specjalizujący się w postępowaniach arbitrażowych.

Z naszych informacji wynika, że postępowanie wobec Polski zawiesili właśnie Kanadyjczycy z Miedzi Copper Corp. (MCC), którzy w 2014 r. dostali koncesję poszukiwawczą na złoża Bytom Odrzański i Kotla, a potem została im cofnięta. Sprawa jest rozpatrywana przez Naczelny Sąd Administracyjny, do którego po wyroku korzystnym dla MCC odwołał się w 2015 r. KGHM, również starający się o te koncesje.

O złoża soli potasowo-magnezowych w rejonie Pucka spierały się Darley Energy Poland (DEP) i KGHM Polska Miedź. Sprawa także jest w arbitrażu. – Dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby spór mógł zostać rozstrzygnięty polubownie. Zawsze byliśmy i nadal jesteśmy gotowi do rozmów o współpracy z KGHM, ale dotychczas kierownictwo wyższego szczebla nie wykazało poważnego zainteresowania prowadzeniem bezpośredniego dialogumówi DGP Philip Jeffcock, prezes Darley Energy Poland. DEP od 2012 r. interesował się rejonem Pucka jako jedyny. Ale pojawili się inni chętni – KGHM, Polski Potas i Mineralis – i to KGHM otrzymał w 2014 r. pięcioletnią koncesję na eksplorację, która jest prowadzona zgodnie z planem – jak zapewnia Jolanta Piątek, rzeczniczka miedziowego koncernu. Darley domaga się od Skarbu Państwa 1,4 mld euro (ok. 6,04 mld zł) w ramach rekompensaty za bezprawne nieprzyznanie jej przez poprzedni rząd koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie złóż soli potasowo-magnezowych.

700 mln dol. z kolei domaga się od Polski amerykańska firma Invenergy. W 2010 r. firma ta zawarła ze spółkami energetycznymi kontrolowanymi przez Skarb Państwa długoterminowe umowy na sprzedaż po stałej cenie zielonej energii ze swoich farm wiatrowych. Spółka argumentuje, że w tym czasie ceny te były niższe od rynkowych, ale stabilność miały zapewnić długoterminowe umowy. Jednak rząd polecił spółkom rozwiązanie umów.

Ministerstwo Energii w odpowiedzi dla DGP pisze, że „polski rząd nie jest stroną umów. Spór dotyczy relacji między spółkami prawa handlowego. Bezpośrednia ingerencja Skarbu Państwa w działalność operacyjną tego typu podmiotów byłaby niezgodna z prawem. Zarzuty Invenergy są bezpodstawne”.

Polska niedawno przegrała w arbitrażu sprawę z Abris Capital Partners – międzynarodowy fundusz żądał ok. 2 mld zł za wywłaszczenie z inwestycji w FM Bank PBP. Fundusz dostanie ok. jednej trzeciej tej kwoty.

Ale sami z arbitrażu też korzystamy. Przykładem jest sprawa w Sztokholmie między PGNiG i Gazpromem. Chodzi o zmiany przez Gazprom warunków cenowych kontraktu długoterminowego na zakup gazu ziemnego z 1996 r. Rozstrzygnięcie, korzystne dla naszej spółki, spodziewane jest do 30 listopada. O ile jednak w poprzednich sprawach stroną jest Polska, tu spór jest czysto handlowy i dotyczy dwóch firm, a nie państw.