Zamówienia na dowody biometryczne, na system PESEL2, na platformy P1 i P2, czyli system e-Zdrowia, na system e-Podatki, na systemy informatyczne dla Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego. Opisywane od miesięcy przez DGP problemy z informatyzacją administracji znalazły odzwierciedlenie w opracowaniu UZP dla Sejmu.

Okazuje się, że choć przetargi na sprzęt komputerowy i systemy informatyczne stanowią ledwie 7 proc. wszystkich zamówień w Polsce, to firmy biorące w nich udział odpowiadają aż za 18 proc. skarg złożonych do Krajowej Izby Odwoławczej. Z tego 37 proc. jest oddalanych. Jacek Sadowy, prezes UZP, komentuje: „W dużej mierze to uprawnienie jest nadużywane, a odwołania są składane w okolicznościach, które nie mają uzasadnienia”.

W efekcie kiedy średnio dla wszystkich przetargów od ich ogłoszenia do wykonania w 2012 r. mijało 85 dni, to w zleceniach na IT ta średnia wynosi 115 (czyli jest o jedną trzecią dłuższa). W pierwszej dziesiątce firm najczęściej odwołujących się od wyników i skarżących na zamawiających znalazły się cztery przedsiębiorstwa specjalizujące się w informatyce: Comarch, Asseco, Sygnity i Qumak-Sekom. Wszystkie to polskie firmy, których działalność opiera się w dużej części na publicznych zleceniach. Każda z nich tylko w ubiegłym roku złożyła od 23 do 42 odwołań do Krajowej Izby Odwoławczej.

Zamówienia publiczne i branża IT? Kłopoty murowane. Dla nas najbezpieczniej jest w ogóle nie dopuścić do wyboru wykonawcy, bo ktokolwiek by wygrał, i tak będą odwołania, oskarżenia o korupcję, zmowy, dziesiątki kontroli – uważa urzędnik jednego z resortów zapytany o przetargi w branży informatycznej. Sadowy mówi po prostu o „bezwzględnej walce o kontrakty”.

Ta bezwzględna walka w ocenie UZP wywołuje pięć groźnych chorób:

1 – firmy nadużywają swoich uprawnień w celu blokowania udzielania zamówień publicznych. Odwołania są formą obstrukcji, a skargi powodują, że zamówienia mają problem ze startem. Tak było z ogłoszonym w styczniu 2012 r. przetargiem na system e-Podatki. Firmy nim zainteresowane złożyły dziesiątki skarg na treść zamówienia. W efekcie kilka razy zmieniono ogłoszenie i kilka razy przesunięto termin jego rozstrzygnięcia. Na jesieni przetarg rozstrzygnięto po raz pierwszy i od razu posypały się skargi do KIO od oferentów, którzy przegrali konkurs. Trzeba było procedurę wyboru powtórzyć. Ostatecznie udało się umowę podpisać dopiero po roku i 13 dniach.

2 – nadużywanie przez zamawiających, czyli urzędy, procedur niekonkurencyjnych, czyli przetargów ograniczonych, czy konkursów z wolnej ręki. Średnio na całym rynku przy małych zamówieniach o wartości poniżej 130 tys. euro takie łatwiejsze procedury są stosowane w 13 proc. spraw, w przypadku IT co trzecie zamówienie ogłaszane jest w specjalnym trybie. Niewiele lepiej jest przy dużych sprawach – średnia dla całego rynku to 9 proc., ale już w branży IT to 29,1 proc.

3 – nieuprawnione odstępowanie od obowiązku stosowania ustawy przez instytucje publiczne, czyli zamawiający najpierw udziela małych zamówień o wartości nieprzekraczającej 14 tys. euro (można bez przetargu), a potem powołując się na prawa autorskie, twórcy systemu udzielają mu kolejnych zamówień z wolnej ręki. Tak właśnie było w przypadku opisywanego przez DGP ustawionego przetargu na system PESEL2. Ogłoszono go w 2008 r. i od razu podzielono na cztery części. Pierwsza – mała – była konkursem ofert. Wygrał ją IBM. Potem okazało się, że koncern jako jedyna firma może wykonywać resztę zamówienia.

4 – opisywanie przedmiotu zamówienia publicznego za pomocą tak szczegółowych cech technicznych, które ograniczą konkurencyjność danego postępowania. Przykładowo w październiku ub.r. Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych ogłosił przetarg na zakup 541 komputerów. Wszystkie z wymogiem zainstalowania na nich systemu Windows 7.

5 – zmowy wykonawców. Jednym z najgłośniejszych przypadków (zarzut ten został zakwestionowany przez KIO) był przetarg na budowę platformy P2, czyli systemu e-Zdrowia.

Według Julii Pitery, przewodniczącej komisji ds. administracji i cyfryzacji, opinii UZP nie sposób marginalizować. – Sądy UZP są bardzo ostre i dla branży informatycznej na pewno nieprzyjemne. Ale niestety to przecież w zamówieniach na IT wybuchł jeden z największych skandali korupcyjnych ostatnich lat. To problem systemowy – podsumowuje w rozmowie z DGP Pitera.