Cena w kasie dużo wyższa niż ta, która widnieje na wielkim billboardzie promocyjnym? Normalka. Ostatnio ofiarą takich praktyk można było paść w Tesco. Na hali rozwieszono banery informujące o promocji na plastikowe zjeżdżalnie: jedynie 99,99 zł zamiast 169,99 zł. Ale kasa wbijała tylko tę wyższą cenę. A klient, który czując się nabity w butelkę, próbował dochodzić sprawiedliwości, dowiadywał się, że jest gapą. Bo na banerze drobnym drukiem jest napisane, że promocja obowiązuje do 2 maja. A to, że baner wisiał w drugiej połowie czerwca, jest nieistotne.
W tej samej sieci reklamowane na innych banerach brykiety w promocyjnej cenie 6,99 zł można było kupić jedynie za 9,99 zł.
– radzi Marcin Dumała, starszy partner SD & Partners. UOKiK może nałożyć na nieuczciwego sprzedawcę karę do 10 proc. przychodu osiągniętego w roku poprzednim.
Fikcyjne promocje nie są specjalnością hipermarketów. Naciągactwo często zdarza się w chętnie odwiedzanych podczas soldów sklepach odzieżowych (według sondy dla Silesia City Centera na kupno ubrania podczas wyprzedaży zdecyduje się 85 proc. klientów). Spotkaliśmy się z podobnymi praktykami m.in. w sklepach Reserved i Roxy oraz w Tchibo (tu spodnie miały kosztować 39 zł, kosztowały 49).
– wyjaśnia ekspedientka jednej z dużych sieci odzieżowych. Tłumaczy jednak, że bałagan z cenami wynika też z częstych ich zmian, co nie zawsze w porę zostaje uwzględnione na metce.
Eksperci przestrzegają też przed zakupem kosmetyków w zestawach, w których druga butelka szamponu czy balsamu ma być gratis. W rzeczywistości oszczędza się znacznie mniej niż połowę.
I choć takie sytuacja zdarzają się nagminnie, to mało kto skarży się u miejskich rzeczników praw konsumentów. – mówi Małgorzata Rothert, miejski rzecznik konsumentów w Warszawie.
KOMENTARZ PRAWNY
Jeśli informacja na temat terminów promocji sporządzona była mało czytelnym drukiem, a sprzedawca przyznał się do błędu, konsument nie ma możliwości wyegzekwowania sprzedaży towaru za cenę, która obowiązywała w czasie promocji. Konsument powinien natomiast zgłosić sprzedawcy zastrzeżenia co do czytelności oferty, a jeśli ten nie zgodzi się dobrowolnie sprzedać produktu w cenie promocyjnej – zwrócić się do rzecznika praw konsumenta o wystąpienie z interwencją (można też zgłosić się do polubownego sądu konsumenckiego przy Inspekcji Handlowej). Jeśli przedsiębiorca nie zechce poddać się mediacji, następnym krokiem byłoby wystąpienie z powództwem do sądu z zarzutem stosowania nieuczciwej praktyki rynkowej. Konsument może również poinformować o tej praktyce UOKiK, a urząd może nałożyć karę na nieuczciwego sprzedawcę.