Dziennik Gazeta Prawana logo

Polacy czerpią perwersyjną przyjemność z nadciągającego kryzysu

23 grudnia 2011, 07:18
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Polacy czerpią perwersyjną przyjemność z nadciągającego kryzysu
Shutterstock
Sprzedaż detaliczna rośnie. Polacy w obliczu inflacji przestali oszczędzać i z wydawania czerpią przyjemność. Tylko czy to nie perwersyjna przyjemność w obliczu nadciągającego kryzysu?

Polacy rzucili się na zakupy. Według nowych danych GUS listopadowa sprzedaż detaliczna w porównaniu z listopadem 2010 r. wzrosła o 12,6 proc. Inflacja zjada nasze dochody, więc wydajemy pieniądze i ze sklepów znika wszystko oprócz aut.

Dynamika wzrostu sprzedaży zaskoczyła handlowców i analityków, którzy oczekiwali wyniku na poziomie nieco ponad 10 proc. - tłumaczy Łukasz Tarnawa, główny ekonomista BOŚ Banku.

Analitycy Lewiatana dobre wyniki tłumaczą stabilnością na rynku pracy. Bo choć bezrobocie w listopadzie było nieco wyższe – 12,1 proc., o 0,3 pkt proc. więcej niż w październiku, to zwiększyło się zatrudnienie w przedsiębiorstwach. Ale powodów dobrej sprzedaży trzeba też upatrywać w sferze emocjonalnej. W obawie przed inflacją – 4,8 proc., gdy wynagrodzenie wzrosło tylko o 4,4 proc.

Polacy przestali oszczędzać. Według badań Nielsena aż 40 proc. boi się, że w ciągu pół roku wzrosną ceny żywności, jedna trzecia martwi się wzrostem rachunków za prąd, gaz i wodę, a jeden konsument na siedmiu obawia się podwyżek cen benzyny. W listopadzie sprzedaż żywności zwiększyła się o 4,1 proc. rok do roku.

Ale nie tylko. O 15,2 proc. wzrosła sprzedaż książek i prasy, co może być oznaką pospolitego ruszenia po świąteczne sprawunki. - uważa profesor Roch Sulima, antropolog. Zakupy już nie muszą odbywać się w galerii handlowej, może to być dyskont czy lokalny bazar. – tłumaczy.

Polacy to fenomenalni konsumenci. – mówi Olgierd Rodziewicz-Bielewicz z firmy doradczej Catman Polska.

A handlowcy stają na głowie, żeby tak było. Co roku ekspozycje w marketach są coraz bardziej różnorodne i kolorowe, a to właśnie tam sprzedaż notuje największe wzrosty, które w listopadzie sięgnęły 29,1 proc. rok do roku.

Nie wstydzimy się już kupować w dyskontach. Biedronka i Lidl to już nie są sklepy dla ubogich, odwiedza je co trzeci Polak. Jeszcze większe wzrosty notuje e-sprzedaż. Według firmy doradczej Jones Lang LaSalle rok do roku podskoczyła do 33,5 proc., a to wynik najwyższy w Europie.

Według teorii prof. Sulimy polscy konsumenci sprzed przełomu byli 'ludźmi bazaru' – najważniejsza była dla nich interakcja z innymi ludźmi. Ci z lat 90. stali się 'ludźmi hipermarketu'. Dziś dojrzeliśmy.

Ale po kilku świątecznych dniach bez handlu sklepy znów przeżyją wielkie oblężenie. Zupełnie jakbyśmy obawiali się, że znowu zabraknie na półkach towarów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj