PGNiG nie ukrywa, że budowa takiej rafinerii to gigantyczna inwestycja, która przerasta możliwości finansowe spółki. – Chodzi o nakłady idące w miliardy dolarów – mówi Marek Karabuła, wiceprezes PGNiG.

Reklama

Według niego gra jest jednak warta świeczki, bo taka rafineria może być świetnym sposobem na zagospodarowanie w przyszłości złóż gazu łupkowego, które prawdopodobnie znajdują się w naszym kraju. – Poza tym produkcja syntetycznego diesla czy benzyny to szansa, by poprawić bezpieczeństwo energetyczne Polski. Szukamy partnerów, którzy pomogą nam wykorzystać zasoby gazu łupkowego, który będziemy wydobywać – mówi Marek Karabuła.

Wprawdzie nie chce powiedzieć, z kim rozmawia na ten temat, jednak wiadomo, że odpowiednią technologią dysponuje zaledwie kilka firm, m.in. Shell. – Firma ta ma obecnie największą instalację umożliwiającą produkcję paliw z gazu ziemnego na świecie. Jej rafineria w Katarze, która zużywa 17 mld m sześc. gazu rocznie, produkuje 7 mln ton paliw – twierdzi Marek Karabuła.

Dla porównania zużycie gazu w naszym kraju nie przekracza 14,5 mld m sześc. Szacuje się, że po 2015 r. wydobycie gazu łupkowego sięgnie aż 40 – 50 mld m sześc. rocznie.

Technologia GTL (z ang. gas to liquids), polegająca na przerobie gazu na syntetyczne paliwa, znana jest od lat 20. ubiegłego wieku. Paliwa z dodatkiem GTL od dwóch lat można kupić na stacjach Shella w Polsce (V-Power Diesel). Charakteryzuje się ono niezwykłą czystością chemiczną i lepszymi parametrami użytkowymi (spala się bardziej wydajnie w porównaniu z konwencjonalnym dieslem).

Dziś w Europie nie ma ani jednej rafinerii GTL. Większość z nich znajduje się w Azji i Afryce. Korzystają z nich m.in. Sasol i ExxonMobil. Boom na gaz łupkowy w USA spowodował, że innowacyjną technologią zainteresowali się jednak kolejni giganci: Chevron, ConocoPhillips, Talisman, Marathon Oil. Wszyscy oni mają koncesje na poszukiwanie gazu łupkowego w Polsce.

– GTL to przyszłościowy projekt, który wydaje się opłacalny, ponieważ dziś ropa jest droga, a gaz stosunkowo tani – podkreśla Andrzej Szczęśniak, niezależny analityk rynku paliw. Eksperci uważają, że technologia ta jest opłacalna, gdy ropa kosztuje powyżej 60 – 70 dol. za baryłkę. Dziś notowania surowca sięgają 112 dol.

W Europie nad rozwojem technologii GTL pracuje kilka firm i instytucji badawczych, m.in. koncerny BASF, Bayer, Eni, francuska firma Air Liquide oraz Polska Akademia Nauk. Przy wsparciu UE rozpoczęły one w 2009 r. wspólny projekt Next-GTL. – Jego celem jest opracowanie przez uczonych z 13 krajów alternatywnych sposobów przetwarzania gazu w ciekłe produkty uzupełniające zasoby benzyny i oleju napędowego – wyjaśnia nam biorąca udział w badaniach dr Dorota Rutkowska z Instytutu Katalizy i Fizykochemii Powierzchni PAN w Krakowie. Projekt ma się zakończyć za dwa lata.