Reklama

Pieniądze oddać musimy. Bruksela je nam przekazała, a kolej nie ma projektów, w których można je wykorzystać. Jak mówił eurodeputowany w radiu RMF FM, decyzje już zapadły ale nie zostały ogłoszone ze względu na zbliżające się wybory. Redakcji RMF FM udało się ustalić, powołując się na informacje Liberadzkiego, że ustalenia mogą być przekazane opinii publicznej dwa-trzy tygodnie po wyborach.

Musimy oddać tę sumę, bo pieniądze te już do Polski wpłynęły, PKP nie ma na nie projektów, a Bruksela nie zgadza się na przesunięcie tych środków na drogi. Liberadzki powołuje się na swoje rozmowy z polskim rządem, Komisją oraz szefem komisji transportu europarlamentu. RMF FM przypomina, że przymus oddania pieniędzy wpędzi budżet naszego kraju w jeszcze większe kłopoty. Nie dość, że kwota jest duża, to trzeba będzie oddać dużo więcej, niż od Unii otrzymaliśmy. Wszystko przez mało korzystny przelicznik. Dziś euro jest dużo droższe niż dwa lata temu. Pieniądze trafią do Niemiec lub Holandii. Te najbogatsze kraje wpłacają najwięcej pieniędzy do budżetu. Gdy przyszedł kryzys, żądają zwrotu wszystkich niewykorzystanych środków.

>>> Ministerstwo Infrastruktury tłumaczy, że pieniędzy nie trzeba oddawać

Jest plan "B"

Dziennikarzom radia udało się ustalić, że jest plan awaryjny, na wypadek, gdyby jednak pieniądze trzeba było oddać. Polskie Linie Kolejowe pracują podobno nad kilkudziesięcioma projektami rewitalizacyjnymi, gdyby UE nie przystała na prośbę rządu dotycząc przesunięcia środków. Chodzi o przywrócenie świetności przestarzałym trasom kolejowym. Problem w tym, że na kolei nie ma takiego potencjału projektowego, by w pełni wykorzystać te pieniądze.