Kłopoty finansowe Grecji powodują, że państwa spoza strefy euro są coraz bardziej sceptyczne co do przyjmowania unijnej waluty. W Danii zwolennicy pozostawienia korony uzyskali rekordową przewagę nad tymi, którzy wolą euro.

Według opublikowanego wczoraj sondażu Danske Bank przeciwko przyjęciu euro opowiada się 56,7 proc. Duńczyków. To najwyższy odsetek od czasu wprowadzenia wspólnej waluty w 1999 r. Zastąpienie nią korony popiera 40,2 proc. pytanych. Różnica 16,5 pkt proc. (w marcu 9,9 pkt) świadczy zarazem o tym, że perspektywa niewypłacalności Grecji oraz problemy kilku innych państw strefy mocno wpływają na opinię Duńczyków.

Duńczycy już raz – w 2000 r. – odrzucili w referendum przyjęcie euro. Opowiedziało się za nim wówczas 46,8 proc. głosujących, za pozostawieniem korony było 53,2 proc.

Od tego czasu temat ponownego referendum co jakiś czas wracał. Dwa ostatnie rządy nawet zapowiadały, że je przeprowadzą, ale z różnych przyczyn do tego nie doszło. Wczoraj wicepremier Lars Barfoed powiedział dziennikowi „Politiken”, że jeśli po wyborach – które muszą się odbyć do listopada – rząd pozostanie u władzy, plebiscyt w sprawie euro odbyłby się jeszcze w tym roku. Ale szefowa prowadzących w sondażach socjaldemokratów Helle Thorning-Schmidt deklaruje, że jeśli wygra, podczas jej pierwszej czteroletniej kadencji głosowania nie będzie.

– Następne referendum w sprawie euro nie powinno być przeprowadzone, dopóki nie będzie jasne, że odpowiedź zabrzmi „tak”, bo w przeciwnym razie musi minąć wiele czasu, nim ktokolwiek będzie mógł zorganizować jeszcze jedno głosowanie w tej sprawie – mówi Nils Bernstein, szef duńskiego banku centralnego, który popiera przyjęcie euro.

Duńczycy teoretycznie nie mieliby problemu z przyjęciem wspólnej waluty. Ich kraj spełnia wszystkie kryteria konwergencji, kurs korony jest powiązany z euro, a gospodarka jest jedną z najzdrowszych w Unii – obok Szwecji, która zresztą też pozostawiła swoją walutę. Wystarczy powiedzieć, że podczas gdy rentowność 10-letnich obligacji greckich wzrosła w poniedziałek do rekordowego poziomu 17,34 proc., w przypadku duńskich – 3,12 proc., czyli praktycznie jest na poziomie będących punktem odniesienia niemieckich (2,95 proc.). A różnica w rentowności między nimi jest najmniejsza w UE. Trudno się zatem spodziewać, by Duńczycy porzucili w najbliższym czasie komfort pozostawania poza kryzysem.