Dziennik Gazeta Prawana logo

Zmiana definicji wódki bardzo nas zaboli

13 października 2007, 15:36
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Gdy wejdzie w życie szersza definicja wódki, uznająca za ten trunek alkohol wyprodukowany np. z winogron, kukurydzy lub bananów, nasze półki zapełnią się tanimi podróbkami - pisze DZIENNIK. Producenci będą mieli dwa wyjścia: albo zwijać interes, albo samemu zacząć wytwarzać alkohol z owocowych odpadków. Przetrwają tylko najsilniejsze marki.

Za tydzień w Parlamencie Europejskim odbędzie się głosowanie nad definicją wódki - pisaliśmy o tym we wczorajszym wydaniu DZIENNIKA. Większość krajów unijnych chce, aby uznano, że są nią produkty wytworzone nie tylko z ziemniaków i zboża, ale ze wszystkich płodów rolnych, czyli także np. z bananów czy pozostałości po winogronach. W obronie tradycyjnej formuły stanęły jedynie kraje tzw. pasa wódki, czyli Polska, Litwa, Szwecja i Finlandia. Po drugiej stronie są m.in. Niemcy, Francja, Hiszpania i Wielka Brytania.

Utrzymanie dotychczasowej definicji tego alkoholu jest szczególnie istotne dla naszych gorzelni, które wytwarzają 250 mln litrów wódki rocznie, co daje nam czwartą pozycję na świecie (po Rosji, USA i Ukrainie). Przemysł spirytusowy w znaczący sposób zasila też polski budżet. Roczne wpływy z akcyzy sięgają 4,6 mld złotych.

Wszystko wskazuje jednak na to, że niedługo tę branżę czeka poważny cios. "Lobbing pozostałych krajów, które chcą wykorzystać markę "wódka" do utylizacji swoich nadwyżek produkcji rolnej, jest bardzo silny. Nikogo nie obchodzi, że to jedno wielkie oszukiwanie konsumentów" - uważa Waldemar Rudnik, wiceprezes zarządu spółki Sobieski i prezes Polskiego Przemysłu Spirytusowego.

Wtóruje mu Andrzej Szumowski, prezes Wyborowa SA i prezes Polish Vodka Association. "To 600 lat tradycji i nie możemy tego zaprzepaścić, jesteśmy to winni naszym konsumentom. My nie uzurpujemy sobie prawa do uczenia Szkotów, z czego robić whisky, i nikt nie ma prawa uczyć nas, jak robić wódkę" - mówi ostro.

Zdaniem obu producentów skutki, jakie przyniesie zmiana definicji wódki, będą dla Polski bardzo dotkliwe. Z szacunków Polskiego Przemysłu Spirytusowego wynika, że już w pierwszym roku po reformie możemy spodziewać się strat rzędu kilkuset milionów euro. "Przetrwają tylko najsilniejsze marki, pozostali będą musieli zacząć produkować tanie alkohole, których nawet nie chcę nazywać wódką. Stracą także polscy rolnicy, których płody rolne zastąpią odpadki, oraz budżet państwa, który zasilą mniejsze wpływy z akcyzy" - wieszczy Waldemar Rudnik.

Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha, widzi jeszcze jedno zagrożenie: "Obniżka walorów smakowych i renomy wódki może poważnie odbić się na naszym eksporcie, bo zniechęci do nas zagranicznych konsumentów".

Dlatego zdaniem przedstawicieli branży spirytusowej Polska musi teraz zmobilizować wszystkie siły w obronie naszego alkoholu narodowego. "Polska wódka to czwarta najbardziej rozpoznawana w świecie polska marka, jest ona ikoną naszej gospodarki. Dlatego musimy zewrzeć szeregi i zacząć intensywną kampanię informacyjną. Jasno powiedzieć konsumentom: Jeśli chcesz pić wódkę, to pij polską, bo tylko ona gwarantuje tradycyjny smak i jakość" - mówi Szumowski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj