"Szacujemy, że 10 proc. energii w europejskich domach jest marnowane właśnie przez urządzenia pozostawione w trybie stand-by" - mówi DZIENNIKOWI Paolo Bertoldi z KE.

Reklama

Wystarczy nie pozostawiać telewizorów, drukarek czy wież stereo w stanie czuwania. Naukowcy dowiedli, że kuchenka mikrofalowa zużywa podczas swojego życia więcej energii na podtrzymywanie działania wyświetlacza niż na podgrzewanie potraw. Gdyby tylko połowa urządzeń w naszych domach była wyłączana, gdy z nich nie korzystamy, zaoszczędzilibyśmy 300 mln złotych. To koszt budowy szpitala czy trzech stacji metra w Warszawie.

Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że to właśnie stand-by jest jednym z najbardziej podstępnych pożeraczy energii. "Kiedy wyjeżdżam na urlop, nie zawracam sobie głowy tym, że powinienem wyciągnąć wtyczki z gniazdek. Sprzęt pozostaje w stanie czuwania, w którym zżera minimalne ilości prądu" - przyznaje w rozmowie ze mną Konrad Dukowski, analityk bankowy i wielbiciel elektronicznych gadżetów.

Wyłączanie urządzeń z prądu to nie tylko korzyści dla środowiska. Szacuje się, że gdyby statystyczna polska rodzina wyłączyła tylko połowę posiadanych urządzeń, które pozostają w stanie czuwania, mogłaby rocznie zaoszczędzić ok. 60 zł. Mało? To w niejednym przypadku miesięczny rachunek za prąd.

Wagę tego problemu dostrzegły już niektóre kraje UE i starają się z nim walczyć. Brytyjskie władze rozważają nawet wprowadzenie całkowitego zakazu wyposażania domowych sprzętów w funkcję stand-by.

"My nie jesteśmy tak radykalni, nie chcemy zmuszać ludzi do wyrzucenia pilotów, a jedynie do wyłączenia tych urządzeń, z których zbyt często nie korzystamy" - przekonują polscy ekolodzy. Już tylko to oznaczałoby wymierne korzyści i dla naszych portfeli, i dla środowiska. Policzono bowiem, że rocznie zużycie energii w Polsce przez urządzenia pozostawione w stanie czuwania odpowiada za milion ton dwutlenku węgla wyrzuconego do atmosfery. "A to miesięczna emisja wszystkich polskich hut" - mówi DZIENNIKOWI Krzysztof Gulda z Ministerstwa Gospodarki.