Przed sprzedaniem akcji długo bronił się rząd PiS. Politycy obawiali się, że utrata pełnej kontroli nad paliwowym gigantem zagrozi naszemu bezpieczeństwu energetycznemu. Co prawda pracownicy nie będą mogli otrzymanych akcji pracowniczych sprzedać przez dwa lata. Ale i tak być może będzie można wpływać przez ich udziały na spółkę.

Reklama

Do zarządu firmy docierały sygnały, że inwestorzy dają pracownikom PGNiG kredyty pod zastaw przyszłych akcji. Dzięki temu mają prawo do dywidendy i pełnomocnictwo do prawa głosu na zgromadzeniach akcjonariuszy.

Sprzedaży akcji domagali się za to związkowcy. Rok temu urządzili ogromną manifestację w Warszawie w tej sprawie. Ale rząd PiS nie zgodził się na ich postulaty. Wydanie pracownikom giganta udziałów było za to ważnym punktem kampanii wyborczej PO. Politycy obiecywali, że ewentualny rząd Platformy do końca czerwca 2008 r. sprzeda jedną z państwowych akcji koncernu. PiS oskarżył wtedy PO o kupowanie głosów wyborczych państwowymi akcjami.

Politycy Platformy słowa z kampanii dotrzymali. "Wczoraj została sprzedana jedna akcja PGNiG, co otwiera drogę do przekazania akcji spółki jej pracownikom" - powiedział dziś Maciej Wewiór, rzecznik prasowy resortu skarbu. Jak dowiedział się dziennik.pl, o sprzedaży akcji rząd postanowił najpierw poinformować media, a dopiero potem spółkę, którą kontroluje.

Pracownicy paliwowego giganta, którzy 12 lat temu dostali do tego prawo, teraz otrzymają 12,7 proc. akcji. Będą je mogli odebrać po 1 października tego roku. Udział Skarbu Państwa w spółce spadnie przez to do 72,05 proc. To wyraźnie poniżej progu 75 proc., który zapewnia pełną kontrolę nad spółką.