O tym, jak skarbówka walczy z ogłoszeniami typu „dam koszty”, pisaliśmy w grudniowym numerze DGP („Kupujący puste faktury nie mogą spać spokojnie”, nr 232/2019).

Reklama

W internecie można znaleźć też inne niepokojące ogłoszenia: „Zadłużoną spółkę kupię”, „Szybka likwidacja”. Oferenci piszą, że współpracują z kancelariami prawnymi. Działają na terenie całej Polski. Szybko i sprawnie. Niestraszny im żaden dług. Nieważne, czy spółka ma nieuregulowane zobowiązania w urzędzie skarbowym, ZUS, bankach, u kontrahentów. Gwarantują duże oszczędności.

Dzwonimy pod numer podany w jednym z takich ogłoszeń. W słuchawce miły kobiecy głos. Pani zapewnia, że wszystko odbywa się legalnie. Kilka razy podkreśla, że umowa sprzedaży zadłużonej spółki jest podpisywana u notariusza.

Cena spokoju

Pytamy o cenę. Okazuje się, że zależy od tego, jak zła jest sytuacja spółki. Żeby ją ustalić, musimy pokazać dokumenty. Widełki to 10–40 tys. zł. Nie można jednak wykluczyć, że koszty będą wyższe. Spotkanie jest możliwe już jutro. Pani przekonuje, że wie, jak trudno prowadzić firmę w naszym kraju. Zmieniające się przepisy, uporczywe kontrole, kary za drobne przewinienia, do tego nieuczciwi kontrahenci.

Zapewnia, że jej firma skutecznie pomoże – nawet jeśli nasza stoi u progu bankructwa, a prezes nie złożył wniosku o upadłość we właściwym terminie. W jaki sposób? Po przejęciu spółki szybko złoży wniosek o upadłość albo na bazie istniejącej stworzy nowy podmiot. Przekonuje nas, że pomoc z zewnątrz jest niezbędna.

Czarne chmury…

Nabycie udziałów w zadłużonych spółkach co do zasady nie jest czynnością sprzeczną z prawem. Taka czynność prawna jest ważna i może być dokonana w ramach zasady swobody umów wyrażonej w kodeksie cywilnym. Niemniej jednak trzeba pamiętać o ryzyku, jakie wiąże się z taką transakcją.

– Osoby, które planują zbyć udziały w zadłużonych spółkach, bardzo często pozostają w błędnym przeświadczeniu, zapewne wywołanym przez potencjalnego nabywcę, że zbycie udziałów pozwoli im na uniknięcie odpowiedzialności za długi spółki. Nic bardziej mylnego – komentuje sprawę Jarosław Józefowski, radca prawny w Enodo Advisors.

Wyjaśnia, że po sprzedaży spółka w dalszym ciągu będzie ponosić odpowiedzialność za swoje zobowiązania, a wierzyciele będą mogli dochodzić swoich wierzytelności z jej majątku.

– Jeżeli egzekucja wobec spółki okaże się bezskuteczna, to zarząd spółki ponosi odpowiedzialność za długi, które powstały do dnia odwołania danej osoby z funkcji członka zarządu. Dotyczy to zarówno długów publicznych (np. zaległości względem urzędu skarbowego i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych), jak i długów wobec kontrahentów – podkreśla Józefowski.

Wtóruje mu doradca podatkowy Mariusz Makowski.

– Dzieje się tak dlatego, że członkami zarządu takich masowo kupowanych spółek stają się podstawione osoby, słupy, które nie mają żadnego majątku ani źródeł dochodu. W związku z tym wierzyciele, nie mogąc wyegzekwować należności od obecnych członków zarządu, sięgają po instrumenty pozwalające pociągnąć do odpowiedzialności byłych członków zarządu, którzy swoim działaniem bądź zaniechaniem doprowadzili do zaległości spółki – tłumaczy Makowski.

Możliwość taką daje fiskusowi art. 116 ordynacji podatkowej (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 900 ze zm.), a kontrahentom art. 299 kodeksu spółek handlowych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 505 ze zm.).

…i gradobicie

Reklama

Na odpowiedzialności za długi problem się nie kończy. Artykuł 21 prawa upadłościowego (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 498 ze zm.) wyraźnie mówi, że zarząd ma obowiązek złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli spółka stanie się niewypłacalna.

– Zwykle następuje to przed podjęciem decyzji o sprzedaży udziałów – zwraca uwagę Józefowski.

Dodaje, że zaniechanie złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości w przypadku niewypłacalności spółki połączone ze sprzedażą udziałów może podlegać odpowiedzialności karnej. Zgodnie z art. 586 k.s.h.: „kto będąc członkiem zarządu spółki albo likwidatorem, nie zgłasza wniosku o upadłość spółki handlowej pomimo powstania warunków uzasadniających według przepisów upadłość spółki – podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.

– Wspólnik spółki może odpowiadać również karnie, jeżeli przed sprzedażą udziałów w zadłużonej spółce wyprowadzi z niej majątek. Jest to bowiem działanie na szkodę wierzycieli – zwraca uwagę ekspert, powołując się na art. 300 kodeksu karnego.

Dodaje, że taka czynność „wyprowadzenia” majątku może dodatkowo zostać zakwestionowana przez wierzyciela zadłużonej spółki w sądzie cywilnym, np. przez skargę pauliańską.

Ryzykować czy nie?

Eksperci uważają, że owszem, nabycie spółki z długami może być podyktowane rzeczywistymi względami biznesowymi, np. chęcią korzystania z wygenerowanych przez nią strat w CIT. Mając jednak na uwadze masowość ogłoszeń typu „kupię zadłużoną spółkę” oraz zainteresowanie nabyciem każdej zadłużonej spółki (bez względu na jej majątek czy też zakres działalności), uważają, że w zdecydowanej większości takie ogłoszenia mają nieuczciwy charakter i wykorzystują niewiedzę osób znajdujących się w trudnej sytuacji.

Ich zdaniem istnieją lepsze sposoby na poradzenie sobie z problemem, takie jak: zwrócenie się do wierzycieli o prolongaty terminów płatności czy rozłożenie zobowiązań na raty.