Kancelarie odszkodowawcze, które dotąd zajmowały się w imieniu klientów sporami z firmami ubezpieczeniowymi, zaczęły kierować ofertę do posiadaczy hipotek we franku. UOKiK, sprawdzając proponowane umowy, znalazł kilka zapisów, które budzą wątpliwości i stały się podstawą do wszczęcia postępowania. Jeśli zastrzeżenia się potwierdzą, kancelarie mogą dostać karę w wysokości do 10 proc. obrotu osiągniętego za poprzedni rok. Będą też musiały wycofać się z niewłaściwych zapisów. UOKiK przygląda się opłatom, jakie kancelarie pobierają od klientów, i sprawdza, czy są oni w sposób jasny informowani, za co płacą. Oraz czy w umowach nie ma ukrytych dodatkowych kosztów.

Zakres usług oferowany przez tego rodzaju podmioty jest podobny. Dlatego opłaty, jakie pobierają kancelarie, mogą decydować o tym, którą konsument wybierze. A będzie mógł dokonać wyboru, jeśli będzie wiedział o wszystkich składowych wydatków, jakie go czekają. Będziemy to analizować - mówi Marek Niechciał, prezes UOKiK. Wysokość opłat to podstawowy parametr, na który powinni zwracać uwagę frankowicze szukający reprezentanta w sporze z bankiem.

Prezes UOKiK zaleca też wnikliwe wczytywanie się w umowy. Urząd, sprawdzając je, znalazł przykłady zapisów, które są klauzulami zakazanymi. Na przykład paragraf o tym, że powództwo zostanie złożone, jeśli zgodzą się na to klient i kancelaria, przy czym brak informacji, kiedy kancelaria może odmówić złożenia pozwu. Jedna z firm ma w umowie zapis - kwestionowany przez UOKiK - zgodnie z którym klient zobowiązuje się, że bez jej zgody nie będzie nic samodzielnie robił w sprawie umowy swojego kredytu - np. negocjował z bankiem.

Takie postanowienie może pozbawiać konsumenta możliwości uzyskania rekompensaty finansowej lub wypracowania innej formy kompromisu z bankiem - zwracał uwagę Niechciał. Jedna z kancelarii publikuje na Facebooku i swojej stronie internetowej ogłoszenia, w których podaje m.in., że dokonuje analiz umów kredytowych, podczas gdy robi to dla nich inny podmiot.

Widzimy też wadliwość przepisów dotyczących odstąpienia od umowy przez konsumentów z takimi podmiotami. Bywa, że domagają się zapłaty nawet wtedy, gdy konsument sam porozumie się z ubezpieczycielem czy bankiem - mówi prezes UOKiK.

Przed pochopnymi wyborami przestrzega też Mariusz Golecki, rzecznik finansowy (RF). Radzi, by korzystać z konkurencji na tym rynku, porównywać różne oferty i negocjować stawki. Klienci powinni też z rezerwą podchodzić do deklaracji składanych przez potencjalnych pełnomocników. Czasem oczekiwane przez pełnomocnika wynagrodzenie uwzględnia mocno niepewne skutki ekonomiczne pozwu: wynagrodzenie płatne z góry uwzględnia założenie, że bank w razie unieważnienia umowy nie będzie miał w stosunku do klienta roszczenia o zwrot wypłaconego kapitału ze względu na przedawnienie. Jest to założenie ryzykowne i zależne od wielu czynników, sąd może nie podzielić argumentacji pełnomocnika. W związku z tym jego wynagrodzenie powinno być uzależnione od sukcesu w procesie - mówi prof. Golecki.

W jaki sposób kancelarie odszkodowawcze konstruują koszty? Podstawowy wydatek dla klienta to opłata wstępna plus koszty procesowe ustalone przepisami prawa, niezależne od stron umowy. Do tego dochodzi część zasądzonej kwoty, jaką pobierze kancelaria w przypadku wygranej sprawy.

W przypadku Votum, jednego z największych graczy na tym rynku, opłata wstępna wynosi 3690 zł, a honorarium po wygranej sprawie stanowi 30 proc. wartości nadpłaconych rat lub 8 proc. wartości udzielonego kredytu, jeśli wygrana będzie polegała na unieważnieniu umowy. Takie stawki obowiązują dla kredytów o wartości do 300 tys. zł. Przy największych kredytach – od 700 tys. zł do 3 mln zł – opłata wstępna rośnie do 19 690 zł, zaś udziały spadają do (odpowiednio) 5 proc. i 2 proc.

Kacper Jankowski, dyrektor departamentu spraw bankowych kancelarii Votum, przyznaje, że sposób skonstruowania opłat jest bardzo ważny. Podkreśla, że urząd nie przesłał jeszcze kancelarii swoich zastrzeżeń, a na jej korzyść przemawia duże doświadczenie: obecnie reprezentuje ona interesy ponad 10 tys. frankowiczów, prowadzi ponad 1500 spraw już na etapie sądowym. Radzi – podobnie jak przedstawiciele UOKiK i RF – by przy wyborze reprezentanta nie kierować się tylko opłatą wstępną. Liczy się zakres oferowanych usług. To, na co może się naciąć klient, to np. podanie opłaty wstępnej skalkulowanej tylko jako koszt reprezentowania klienta przed sądem I instancji. Inna pułapka to podawanie przez niektórych pełnomocników w swoich umowach stawek wynagrodzenia określonych w wartościach netto, tj. bez uwzględniania w nich należnych podatków. Porównując oferty kilku kancelarii, warto również zwrócić uwagę na sumę poszczególnych kosztów składających się na ostateczną wartość wynagrodzenia.

Chodzi o sytuację, w której wynagrodzenie kancelarii nie jest ujęte w jednej opłacie, a rozłożone na poszczególne czynności, np. złożenie pozwu, repliki, przygotowanie do rozprawy itd. Może się bowiem okazać, że niska opłata początkowa jest rekompensowana z pozostałych opłat za podejmowane czynności. W szczególności należy uważać na proponowane stawki za przejazd i udział pełnomocnika w posiedzeniach oraz rozprawach. Wartości z tego tytułu mogą sięgać nawet kilku tysięcy złotych, zakładając, że w ramach jednego postępowania pełnomocnika czeka kilka takich wizyt w sądzie – wylicza Kacper Jankowski.