Dziennik Gazeta Prawana logo

Polska będzie miała pod górkę. Strefa euro tylko dla prymusów

6 marca 2012, 10:05
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Wieżowiec Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad Menem
Wieżowiec Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad Menem/Shutterstock
Komisja Europejska oprócz kryteriów z Maastricht weźmie pod uwagę inne wskaźniki makroekonomiczne, oceniając przygotowanie państwa, które chce przyjąć wspólną walutę. Polsce trudniej będzie przystąpić do strefy euro niż krajom, które w przeszłości przyjęły wspólną walutę.

Oprócz pięciu kryteriów z Maastricht dotyczących maksymalnego poziomu długu publicznego i deficytu budżetowego, inflacji i stóp procentowych oraz utrzymania przez dwa lata niewielkiego odchylenia kursu waluty narodowej wobec euro, Komisja Europejska planuje uwzględnić wiele innych wskaźników makroekonomicznych przy podejmowaniu decyzji o poszerzeniu unii walutowej.

– mówi DGP Benjamin Angel, szef jednostki zajmującej się instytucjami finansowymi i stabilnością strefy euro w Dyrekcji Generalnej ECFIN Komisji Europejskiej. – dodaje.

Nowe kryteria

Zdaniem Angela w przyszłości Komisja Europejska będzie brała także pod uwagę takie czynniki, jak bilans rachunku bieżącego, ewolucję kosztów pracy, a nawet sytuację na rynku nieruchomości. Wszystko po to, by określić, czy dane państwo nie rozsadzi unii walutowej. Kraje, które jak Węgry czy Rumunia niedawno skorzystały z międzynarodowej pomocy przed bankructwem, nie będą mogły szybko liczyć na zielone światło Brukseli.

Zaostrzenie nie wymaga zmiany Traktatu o UE. Jego artykuł 140. stwierdza, że poza pięcioma kryteriami z Maastricht „KE i EBC mają także wziąć pod uwagę skalę integracji gospodarczej danego państwa z UE, sytuację i ewolucję bilansu jego rachunku bieżącego, rozwój kosztów pracy oraz inne wskaźniki cen”. Jednak do tej pory ta część kryteriów miała niewielkie znaczenie przy podejmowaniu przez KE decyzji o tym, czy dany kraj może przystąpić do unii walutowej, czy nie.

– mówi DGP Zsolt Darvas, ekonomista Instytutu Bruegla w Brukseli. Jego zdaniem niepokojące jest także złamanie zasady równego traktowania wszystkich państw w sytuacji, gdy zostaną de facto zaostrzone kryteria przyjmowania nowych krajów do Eurolandu.

Zdaniem Darvasa KE w przypadku Polski będzie mogła wskazać na wiele słabości, m.in. relatywnie duży deficyt na rachunku bieżącym oraz szybko rosnące koszty pracy, sygnał pogarszającej się konkurencyjności gospodarki.

Przykład znad Bałtyku

Według ekonomisty mniej problemów z KE będą miały Łotwa i Litwa. Zrobiły ogromne postępy w uzdrawianiu finansów publicznych. Bruksela chce dać je za przykład Południu Europy. – mówi Darvas.

Odłożenie terminu przystąpienia do strefy euro ma konsekwencje polityczne dla Polski. To bowiem w ramach państw unii walutowej kształtuje się teraz „twarde jądro unii” ze wspólnym system kontroli finansów, a być może także jednolitym podatkiem od zysku firm i pensją minimalną. Wskaźniki te mogą zostać ustalone na poziomie, który będzie nie do zaakceptowania dla naszego kraju.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj