Tegoroczny deficyt może spaść poniżej 30 mld zł, o 10 mld zł mniej niż plan. Ekonomiści przestrzegają przed nadmiernym optymizmem: w 2012 r. musimy pożyczyć rekordową kwotę na rynku
Reklama
Deficyt po październiku wyniósł 22,5 mld zł – poinformowała wiceminister finansów Hanna Majszczyk. – Szacujemy deficyt na poziomie 22,5 mld zł. Wynika to z niższych wydatków oraz wyższych dochodów – mówiła.
Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Banku zastrzega jednak, że spadek deficytu poniżej 30 mld zł jest realny, jeśli nic nadzwyczajnego nie zdarzy się na rynkach. Mniej optymistycznie patrzy Maciej Rapkiewicz, ekspert Instytutu Sobieskiego. – Deficyt zamknie się kwotą 30 – 32 mld zł – mówi. Pod koniec roku przyspieszają wydatki: urzędnicy wydają pieniądze, aby w kolejnym roku otrzymać taką samą pulę środków. Rosną też wydatki z tytułu obsługi zagranicznego długu. To efekt słabego złotego.
Ekonomiści tłumaczą lepszą od spodziewanej kondycję budżetu trzema czynnikami. Wzrost gospodarczy utrzymuje się na poziomie 4 proc., a założony w budżecie wynosi 3,5 proc. Wyższa jest też inflacja – na poziomie 4 proc., a nie 2,3 proc., jak zakładał rząd. To przekłada się na wyższe dochody, głównie z VAT.
NBP wpłacił w tym roku do budżetu 6,2 mld zł, a nie 1,75 mld zł, jak planowano. Ale zgodnie z projektem ustawy budżetowej na 2012 r. musimy na rynku pożyczyć ponad 175 mld zł, a nie wiadomo, co się będzie działo w strefie euro. Dlatego ekonomiści apelują o zaciskanie pasa i strukturalne reformy.