W tym roku w niektórych miastach wskaźnik otrze się o tę granicę. W Poznaniu – przy dochodach rzędu 2,4 mld zł dług miasta sięgnie 1,4 mld zł. We Wrocławiu zadłużenie ma sięgnąć 2,2 mld zł – około 55 proc. dochodów, w Gdańsku jest 924 mln zł długów, a to 46,2 proc. dochodów.

Reklama

Potrzeby aglomeracji są jednak dużo większe. Jesteśmy w trakcie kampanii wyborczej, co sprzyja nowym inwestycjom. A miasta już wcześniej rozpoczęły duże projekty infrastrukturalne współfinansowane ze środków UE. Część z nich ma zobowiązania związane z mistrzostwami Europy w piłce nożnej w 2012 roku.

Gdańsk musi zbudować nowy przystanek SKM-ki, aby kibice mogli dojechać do stadionu. Koszt – 15 mln zł, których miasto nie ma. We Wrocławiu trwa budowa mostu Rędzińskiego (576 mln zł) i obwodnicy (250 mln zł). Poznań oddał już stadion, teraz buduje wielkie rondo Kaponiera w centrum miasta (150 mln zł).

– To jest niesamowity rok. W tej chwili dług samorządów to niemal 40 mld zł. Liczymy, że do końca roku zwiększy się on o 15 – 20 mld zł – mówi Tomasz Kaczor, ekonomista BGK.

Jednak nikt nie jest w stanie oszacować, ile długów miasta ukryją w swoich spółkach. Same urzędy niechętnie się do tego przyznają. Z pytanych przez nas magistratów tylko Gdańsk podał plan zadłużenia swoich spółek komunalnych na ten rok (1,2 mld zł), a Warszawa aktualne dane (ponad 1,1 mld zł na koniec sierpnia). Reszta przedstawiała informacje za ubiegły rok. Ale i one wskazują na coraz większe zobowiązania samorządowych firm. – Pomysł, żeby finansować stadion za pośrednictwem spółki, nie jest nowy. Taka jest specyfika dużych miast – mówi Marcin Święcicki zajmujący się współpracą z samorządami w PKO BP.

Bankowcy dostrzegają problem. Michał Bolesławski, wiceprezes ING Banku Śląskiego, mówi, że spółki samorządowe będą brały coraz większe kredyty, a samorządy – choć są ich właścicielami – będą się starały unikać ich poręczania. Jednak ten kij ma dwa końce: za taki sposób zadłużania zapłacą wyższymi marżami.