Nocne zakupy to już rzeczywistość
To nie jest już tylko eksperyment na papierze. Biedronka ma konkretne liczby, które pokazują skalę zjawiska. Obecnie 25 sklepów tej sieci działa w trybie 24/7, a w 2025 roku klienci odwiedzili je nocą ponad 1,8 mln razy. Największy ruch przypada tuż po zamknięciu większości sklepów oraz wczesnym rankiem – czyli wtedy, gdy dostępność handlu jest najmniejsza.
Z kolei Lidl dopiero sprawdza ten kierunek. Od początku marca ruszył pilotaż w trzech lokalizacjach – w Poznaniu, Warszawie i Bielanach Wrocławskich. Sklepy działają niemal całą dobę od poniedziałku do soboty, z krótką przerwą techniczną w nocy. Sieć jasno komunikuje, że chodzi o jedno: sprawdzić, czy klienci rzeczywiście tego chcą i czy model ma sens na większą skalę.
Wygoda kontra twarda ekonomia
Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się oczywiste – dłużej otwarte sklepy to większa wygoda. Ale dla sieci handlowych kluczowe pytanie brzmi inaczej: czy to się opłaca? Jak zauważa Karolina Liberka, Head of Strategy and Innovation w Garden of Words Group w rozmowie z serwisem portalspozywczy.pl, nie każda lokalizacja nadaje się do takiego modelu.
– Biznesowo taki model ma sens tylko tam, gdzie sieć jest w stanie obronić go wysokim ruchem i odpowiednią strukturą kosztów. Wydłużone godziny otwarcia oznaczają wyższe koszty pracy, energii, ochrony i operacji sklepowych, więc żeby model się spiął, potrzebny jest realny nocny popyt, a nie tylko efekt marketingowy – podkreśla.
To oznacza jedno: całodobowe sklepy raczej nie pojawią się wszędzie. Będą raczej precyzyjnie wybierane – w dużych miastach, przy ruchliwych trasach albo w miejscach o specyficznym rytmie życia.
Nowe nawyki czy tylko chwilowa zmiana?
Nie da się jednak ukryć, że zmienia się sposób, w jaki robimy zakupy. Coraz mniej osób funkcjonuje w sztywnym rytmie dnia. Praca zmianowa, elastyczne godziny czy styl życia sprawiają, że "standardowe" godziny otwarcia przestają być wystarczające.
Zwraca na to uwagę Katarzyna Konkel: Klienci coraz bardziej dążą do optymalizacji czasu i wysiłku związanego z codziennymi zakupami. Ich rytm dnia staje się bardziej zróżnicowany, co wpływa na oczekiwania wobec dostępności handlu – wskazuje.
Jednocześnie eksperci studzą emocje. Nawet jeśli nocne zakupy zyskują popularność, nie oznacza to rewolucji w całym handlu. Bardziej prawdopodobny scenariusz to rozwój tego modelu w wybranych punktach, a nie powszechny standard.
Cena wygody. Kto naprawdę za nią płaci?
W dyskusji o całodobowych sklepach coraz częściej pojawia się jeszcze jeden wątek – pracownicy. Bo wydłużenie godzin otwarcia to nie tylko więcej sprzedaży, ale też więcej obowiązków.
Praca nocą, obsługa klientów w trudniejszych warunkach, a do tego dodatkowe zadania operacyjne – to realne wyzwania. W godzinach nocnych częściej pojawiają się też osoby pod wpływem alkoholu, co zwiększa ryzyko konfliktów i obniża komfort pracy. To aspekt, który rzadko trafia do reklam i komunikatów marketingowych, a ma ogromne znaczenie dla funkcjonowania całego modelu.