W sposób zadziwiający przybywa nam rolników. W ubiegłym roku liczba osób, które pracowały wyłącznie lub głównie w swoim gospodarstwie, była aż o 249 tys. większa niż przed ośmioma laty. Wyniosła ponad 2,2 mln – wynika ze wstępnych danych z powszechnego spisu rolnego przeprowadzonego przez GUS w 2010 r. Do tej liczby dochodzi 80 tys. pracowników najemnych zatrudnionych w gospodarstwach indywidualnych oraz spółkach, spółdzielniach i przedsiębiorstwach.

Łącznie w rolnictwie pracuje więc prawie 2,3 mln na ponad 14,1 mln osób zatrudnionych w całej gospodarce narodowej. Stanowią ponad 16 proc. pracujących.

Dopłaty konserwują wieś

Dane GUS zaskoczyły ekspertów. – Należałoby się raczej spodziewać spadku zatrudnienia w tej branży. Zwłaszcza w sytuacji, gdy zmniejsza się liczba indywidualnych gospodarstw, a te, które funkcjonują, są coraz lepiej wyposażone w sprzęt wykorzystywany w produkcji rolnej – mówi dr Mirosław Drygas, wicedyrektor Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN.

Dodaje, że wzrost liczby osób pracujących w rolnictwie może być związany z trudną sytuacją na rynku pracy. – Ci, którzy pracowali w różnych firmach, stracili etaty i musieli się zająć głównie pracą w swoim gospodarstwie – podkreśla dr Drygas.

To nie wszystko. Jak ocenia prof. Katarzyna Duczkowska-Małysz z SGH, na ostatnim spisie więcej młodych osób przyznało się do pracy w rolnictwie niż w poprzednim, przeprowadzonym w 2002 r. – Przede wszystkim dlatego, że rodzice przepisali na nich gospodarstwa, aby mogli otrzymać renty strukturalne czy dodatkowe środki z UE przeznaczone właśnie dla młodych rolników – dodaje prof. Duczkowska-Małysz.

Ale jej zdaniem często w tych gospodarstwach nic się nie zmieniło – dalej prowadzą je rodzice młodych, a dzieci zarabiają w szarej strefie. Ponadto nadal bardzo dużo jest drobnych gospodarstw – w nich pracy jest niewiele, mniej niż na trzy miesiące w roku albo nie więcej niż na trzy godziny dziennie. W rezultacie w sektorze rolniczym funkcjonuje od 800 tys. do 1 mln zbędnych osób (pisaliśmy o tym w „DGP” 28 czerwca). – Niestety najnowsze dane ze spisu rolnego potwierdzają, że rolnictwo stało się przechowalnią bezrobotnych – podkreśla prof. Duczkowska-Małysz.

Kolejnym paradoksem jest to, że przy zwiększającej się liczbie rolników jest coraz mniej gospodarstw rolnych. GUS podał także, że w ubiegłym roku działalność rolniczą prowadziło 1,891 mln gospodarstw – o 281 tys. (o 12,9 proc.) mniej niż przed ośmioma laty. Natomiast średnia powierzchnia gospodarstwa rolnego wyniosła nieco ponad 6,8 ha i zwiększyła się o 18,4 proc. w porównaniu z 2002 r. Przy tym przeciętna powierzchnia gospodarstw, które prowadzą działalność rolniczą, wzrosła tylko do 7,92 ha.

– Koncentracja ziemi następuje więc bardzo wolno. W efekcie jeszcze daleko do tego, aby uznać, że struktura gospodarstw jest korzystna. Są one ponaddwukrotnie mniejsze niż w starych krajach UE – twierdzi dr Bożena Karwat-Woźniak z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Stary kombajn to mało

Dlatego ich efektywność jest niska w porównaniu z konkurentami z Unii. I wspomniany wzrost poziomu wyposażenia gospodarstw w różnego rodzaju sprzęt – ciągniki, kombajny zbożowe czy opryskiwacze polowe i sadownicze – nijak tego nie zmienia. – Często jest to stary sprzęt sprowadzany w ostatnich latach z zagranicy. A nowy czasem nie może być efektywnie wykorzystywany, bo gospodarstwa są zbyt małe – wyjaśnia dr Karwat-Woźniak.

Eksperci są zgodni, że jeśli zmiany będą przebiegać tak wolno jak dotychczas, na nowoczesne rolnictwo przyjdzie nam czekać bardzo długo. To zła wiadomość dla gospodarki – bo nasze zacofane rolnictwo, w którym pracuje niemal co piąta osoba, wytwarza zaledwie 4 proc. naszego PKB. Przemysł to 32 proc., a usługi aż 64 proc.