Dziennik.plNews

Poniedziałek, 13 lutego 2012

Imieniny: Grzegorza, Katarzyny, Kastora

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. -4°C

Bielecki: Nie histeryzować nad deficytem

2009-09-25 | Ostatnia aktualizacja: 20:14 | Komentarze: 0 | skomentuj

Wyobraźmy sobie, że mamy wojnę. Nie kupimy armat, chociaż będą konieczne, bo będziemy się bali odpowiedzialności za przekroczenie deficytu o punkt procentowy?! Obyśmy nigdy w takiej sytuacji się nie znaleźli, ale hamulce są dobre w życiu codziennym - mówi "DZIENNIKOWI Gazecie Prawnej" były premier Jan Krzysztof Bielecki.

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-02-13

temp. min -24°C max. 2°C
opady: śladowe opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

MARCIN PIASECKI: 52 miliardy i 200 milionów złotych deficytu budżetu w przyszłym roku. Jak panu się podoba ta kwota?
JAN KRZYSZTOF BIELECKI: To zależy. Usłyszałem ostatnio dobre określenie dotyczące tego deficytu, którego autorem jest Wojciech Misiąg, niegdyś wiceminister finansów w moim rządzie. Jego zdaniem tego deficytu nie powinniśmy lekceważyć, ale i nie histeryzować nad nim. W pełni się z tym zgadzam. A Misiąg jest znakomitym fachowcem. Przeszliśmy wspólnie najtrudniejszy okres w dotychczasowej historii 20-letniej transformacji, czyli załamanie budżetu i finansów państwa w 1991 roku.

O ile trudniejszy niż teraz?

Bez porównania. W 1990 roku został przyjęty bardzo optymistyczny budżet, który zakładał minimalny deficyt. Potem został on głęboko przekroczony, a oprócz tego okazało się, że nie da się utrzymywać polityki sztywnego kursu wymiany. W efekcie nie tylko konieczna była głęboka nowelizacja budżetu, ale przede wszystkim dewaluacja złotego o 18 procent. To było nic innego jak zubożenie o tę wartość naszego dorobku. Wtedy na ręce patrzył nam Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który mówił tak: póki nie będziecie umieli utrzymać finansów w ryzach, nie macie szans na kontynuowanie przez nas programu stabilizacyjnego. To z kolei było warunkiem wstępnym do osiągnięcia porozumienia w sprawie redukcji naszego długu z tzw. Klubem Paryskim. Wtedy nasze pole manewru było nieskończenie mniejsze i w ogromnym stopniu zależeliśmy od ocen zewnętrznych obserwatorów. Dzisiaj takie decyzje możemy podejmować suwerennie.

I co wtedy z tego wynikało?
Cięcia, dramatyczne cięcia. Musieliśmy zmienić system świadczeń emerytalnych, co dało oszczędność na poziomie 1,5 procent PKB, ale także zasady przyznawania zasiłków rodzinnych i zatrzymać rewaloryzację świadczeń dla sfery budżetowej. To ostatnie działanie, jak uznał później Trybunał Konstytucyjny, nie było, mówiąc łagodnie, zgodne z prawem. Jednak wtedy było koniecznością, bo walczyliśmy o życie. Taka skala determinacji dzisiaj nie jest potrzebna.

rozmawiał Marcin Piasecki
Źródło: Dziennik.pl
12345678następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Wiadomości Gospodarcze

    Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl

    Najczęściej komentowane