Takie pesymistyczne statystyki podał dzisiaj The Chartered Institute of Personnel and Development (CIPD). Dotknięta recesją brytyjska gospodarka może potrzebować nawet o trzy miliony mniej pracowników zanim zacznie się odradzać. "Najgorszy będzie okres między Nowym Rokiem a Wielkanocą" - twierdzi John Philpott, główny ekonomista CIPD.

Opinia analityków CIPD jest reakcją na bankructwo kolejnej brytyjskiej firmy. Znów dotknęło ono przedsiębiorstwo handlowe, czyli sieć sklepów Adams sprzedających odzież dla dzieci i zatrudniającą 2 tys. osób. W listopadzie wraz z upadkiem sieci Woolworths pracę straciło 27 tys. osób, a wcześniej pod zarząd syndyków przeszły sklepy muzyczne Zavvi, herbaciano-kawowe outlety Whittard, dystrybutor odzieży męskiej The Officer's Club.

Z badań CIPD przeprowadzonych wśród blisko 2,6 tys. pracowników różnych firm wynika, że jeśli nawet któraś z nich utrzyma pełne zatrudnienie to cięcia wynagrodzeń lub ich zamrożenie na dotychczasowym poziomie będą nieuniknione. Takie cięcia przewiduje 26 proc. pracowników, brak podwyżek - 28 proc.

Szacuje się, że do pracy w Wielkiej Brytanii wyjechało ponad milion Polaków. Z powodu pogarszających się warunków na tamtejszym rynku pracy do kraju mógł już wrócić co szósty, piąty. Zanosi się na to, że tych powrotów w 2009 będzie jeszcze więcej.