Renta rodzinna - ratująca sytuację tych rodzin, których dotychczasowy żywiciel zmarł lub został inwalidą - będzie utrzymana. PiS chciał ją znieść i wprowadzić na jej miejsce tzw. emeryturę małżeńską. Dzięki niej małżeństwo, które zdecydowałoby się na taką emeryturę, miało otrzymać gwarancję wypłaty świadczenia, nawet wtedy, gdy jeden z partnerów umrze.

Wiceminister pracy Agnieszka Chłoń-Domińczak przekonywała w "Rzeczpospolitej", że rezygnacja z emerytury małżeńskiej i utrzymanie renty rodzinnej to dobre rozwiązanie. Zasugerowała, że nieprawdą jest to, co mówią zwolennicy emerytur małżeńskich. Ci bowiem przekonują, że jeśli rząd ich nie wprowadzi, kobiety, które owdowiały, a nigdy nie pracowały, zostaną na lodzie. "Każda taka osoba dostanie rentę rodzinną" - odpiera zarzut Chłoń-Domińczak.

Mało tego, renta może być wyższa niż dotychczas. "Chcemy, by przyszła renta rodzinna w nowym systemie emerytalnym, w którym ubezpieczeni należą do Otwartych Funduszy Emerytalnych, liczona była z dwóch filarów" - mówi Chłoń-Domińczak.

Teraz rentę rodzinną - jak przypomina "Rzeczpospolita" - pobiera około 1,2 miliona Polaków. Rocznie państwo wydaje na ten cel 18 miliardów złotych. Jeśli renta przysługuje jedynie żonie, to wynosi ona 80 procent pełnego świadczenia. Jeśli i żonie i dziecku - to wynosi 90 procent. Jeśli natomiast trójce spadkobierców - jest to 95 procent.