Rząd, który dokonał przeglądu systemu ubezpieczeń społecznych, wprost zaleca w nim rozważenie „rozszerzenia katalogu tytułów podlegania ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym” o osoby wykonujące pracę na podstawie umowy o dzieło. Przegląd jest już oficjalnym dokumentem przyjętym przez Radę Ministrów, niebawem zajmie się nim Sejm. Można się więc wkrótce spodziewać szczegółowych propozycji w tej sprawie.

Ozusowanie umów o dzieło byłoby próbą załatania dziury w systemie. Do 2015 r. z tej formy korzystało rocznie około 200 tys. pracujących – takich, dla których była to jedyna podstawa zatrudnienia. Można zakładać, że w 2016 r. popularność dzieła jeszcze wzrosła po tym, jak składkami na ubezpieczenie społeczne obłożono wszystkie umowy-zlecenia (wcześniej to one były podstawowym typem tzw. umowy śmieciowej; w 2015 r. na ich podstawie pracowało ponad milion osób).

– Pomysł, by umowy o dzieło oskładkować, związany jest z tym, że wielu pracodawców zawiera je zamiast umów o pracę – uzasadnia poseł Jan Mosiński z PiS. Również Paweł Wojciechowski, ekonomista ZUS, przypuszcza, że popularność tej formy może rosnąć.

Płacenie składek od umów o dzieło oznaczać zaś będzie częściowe zrównanie obciążeń tego typu kontraktów z innymi formami zatrudnienia. Częściowe – bo z przeglądu wynika, że przy dziele płacono by tylko składki rentową i emerytalną (o wypadkowej i chorobowej nie ma mowy). Takie zrównanie ma ograniczyć zjawisko świadomego sięgania przez pracodawców po umowy, przy których koszt zatrudnienia jest niższy. Dla pracowników rzadko bowiem przekłada się to na wyższe dochody, ogranicza natomiast ich ochronę prawną i – przede wszystkim – uniemożliwia odkładanie pieniędzy na emeryturę.

CZYTAJ TAKŻE: Składki na ZUS od umów o dzieło? Tak, ale nie wszystkie>>>