Co najmniej 3 mld zł rząd zyska, jeśli zatrzyma w ZUS składkę przesyłaną do OFE. Dziś wynosi ona w I i II filarze 19,52 proc. podstawy wymiaru. Jeśli ktoś zadeklarował, że chce oszczędzać w OFE, to 2,92 pkt proc. z tej sumy jest przekazywane do OFE, a równowartość rekompensuje ZUS-owi budżet. W tym roku łączna rekompensata dla Zakładu za przekazane składki ma wynieść 3,2 mld zł. Jeśli proponowane przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego zmiany w systemie emerytalnym wejdą w życie, 75 proc. aktywów OFE trafi na indywidualne konta emerytalne członków funduszy emerytalnych, ale składka na poziomie 19,52 proc. w całości zostanie w ZUS. To zysk na poziomie ok. 3 mld zł rocznie.

Zyski może dać też druga część tej operacji. Do Funduszu Rezerwy Demograficznej ma trafić 25 proc. obecnych aktywów OFE. – Rząd może w ciągu roku sięgnąć po taką kwotę, choć nie sądzę, by się na to zdecydował. Raczej będzie decyzja o stopniowym upłynnianiu aktywów, np. w ciągu 10 lat, daje nam to dodatkowe 3 mld zł. Choć będzie to trudne z punktu widzenia komunikacji społecznej, bo FRD pokazano jako rezerwuar pieniędzy na wypadek spadku stopy zastąpienia w przyszłości – zauważa Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole. Fundusz utworzono w celu uzupełniania deficytu w FUS z powodu pogarszającej się sytuacji demograficznej.

Ale rząd może też postąpić inaczej. Paweł Borys, szef Polskiego Funduszu Rozwoju, który ma zarządzać FRD, przywołuje przykład podobnego funduszu w Norwegii, który może zasilać na bieżąco budżet tego kraju sumą nie wyższą niż roczny zysk. Jak wynika z naszych wyliczeń, taki zysk może sięgnąć 2,6 mld zł w 2018 r.

Jak widać potencjalny zysk dla finansów publicznych z obu źródeł to 5,6 mld zł. Oczywiście program zakłada też różne ulgi i odliczenia, które z kolei kosztowałyby budżet. Nie do końca jest jasny los tzw. suwaka, czyli stopniowego przekazywania oszczędności z OFE do ZUS w ciągu 10-letniego okresu przed emeryturą. Logika zmian przemawia za jego likwidacją, ale resort rodziny, pracy i polityki społecznej zielonego światła jeszcze w tej sprawie nie dał. – Nie do końca jest jasne, jak system będzie wyglądał w ostatecznej wersji. Gdyby suwak utrzymano, to byłaby to korzyść dla finansów publicznych – mówi Łukasz Kozłowski ekspert Pracodawców RP.

Rząd ma jeszcze jedną możliwość uzyskania dodatkowych dochodów. Zgodnie z prawem stawki VAT powinny spaść o 1 pkt proc. od 1 stycznia 2017 r., ale już pojawiły zapowiedzi, że tak się nie stanie i jesienią ustawa o VAT zostanie znowelizowana. W takim przypadku w budżecie zostałoby dodatkowe 7,6 mld zł.

W efekcie pieniądze zaoszczędzone na składce przekazywanej dziś do OFE i zmianach w FRD w połączeniu z efektem braku obniżki VAT to w sumie 14,2 mld zł. Taka kwota powinna pokryć koszty obniżki wieku emerytalnego. Z aktualizacji programu konwergencji przyjętego przez rząd w kwietniu wiemy, że Ministerstwo Finansów szacuje je na 10,2 mld zł w 2018 r. MF założyło wariant maksymalny, czyli obniżkę wieku do 65 lat dla mężczyzn i 60 lat dla kobiet, bez żadnych warunków dodatkowych, jak staż. Czyli taki, jaki w tej chwili jest na stole. – Oczywiście kryteria przechodzenia na emeryturę można nieco zaostrzyć, wtedy konsekwencje dla finansów publicznych będą mniejsze – zauważa Jakub Borowski.

Z tej prostej symulacji wynika, że rządzącemu PiS opłacałoby się zagrać na czas i zrealizować swoją kluczową obietnicę w 2018 r., czyli na krótko przed wyborami. Co najmniej z dwóch powodów.

Pierwszy, finansowy: budżet nie udźwignie kosztu odwrócenia reformy emerytalnej PO już w przyszłym roku. Co prawda byłby on niższy niż rok później (według MF 8,6 mld zł), ale państwowe finanse będą i bez tego bardzo napięte. W 2017 r. trzeba będzie wypłacić pełne 22 mld zł z programu „Rodzina 500 plus”. A po drugiej stronie bilansu – w dochodach – sytuacja jest dość niepewna. MF zakłada, że wyższe wydatki sfinansuje większymi wpływami z podatków – uszczelnienie systemu podatkowego ma dać od 6,5 mld do 16,7 mld zł w 2017 r. Ale nawet uzyskanie tych kwot nie pozwoli na utrzymanie dyscypliny w finansach. Obniżenie VAT to wzrost deficytu do 2,9 proc. PKB. To blisko pułapu 3 proc. PKB, którego resort finansów nie chce przekraczać. Dodatkowe 8 mld zł ubytku w dochodach FUS wynikające z obniżki wieku emerytalnego, które trzeba by zapewne sfinansować dotacją z budżetu, to wzrost deficytu o około 0,4–0,5 pkt proc. PKB.

Drugi powód jest polityczny. Obniżenie wieku emerytalnego krótko przed wyborami może być mocnym punktem kampanii wyborczej. Podobnie jak wprowadzenie podatku jednolitego (też ma wejść w życie w 2018 r.), który ma być tak skonstruowany, żeby zmniejszał obciążenie najmniejszego dochodu, konsumując w ten sposób obietnicę podwyższenia kwoty wolnej w PIT przy jednoczesnym zachowaniu neutralności dla budżetu.

Obniżka wieku emerytalnego może jednak grozić np. obniżką ratingu. – Reakcja agencji zależałaby od wyników symulacji pokazujących, o ile z powodu niższego wieku spadnie aktywność zawodowa i od oceny wpływu na finanse publiczne i wzrost PKB – zauważa Jakub Borowski.