Dziennik Gazeta Prawana logo

60 lat dla kobiet, 65 lat dla mężczyn. Ile będzie nas kosztować obniżka wieku emerytalnego?

20 lipca 2016, 06:30
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Pieniądze
Pieniądze/Shutterstock
Większa liczba osób uprawnionych do poboru wcześniejszych świadczeń to duży koszt dla finansów publicznych. Pytanie, czy nie śmiertelnie duży.

Decyzja polityczna obniżająca wiek uprawniający do otrzymania emerytury zapadła. Rząd rekomenduje, by zaczęła obowiązywać najwcześniej od 1 października 2017 r. mówi DGP szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk. Ale równie ważne są powody ekonomiczne. Jak wyliczył resort finansów w aktualizacji Programu Konwergencji, obniżenie wieku emerytalnego do 60 i 65 lat już od początku 2017 r. oznaczałoby koszt dla budżetu państwa na poziomie 8,6 mld zł w 2017 r. i aż 10 mld zł w 2018 r.

Kwota jest tak wysoka, bo choć od października br. wiek emerytalny będzie przez kilka miesięcy wynosił 61 lat dla kobiet i 66 lat dla mężczyzn, to w momencie wprowadzenia nowych rozwiązań prawa do świadczeń nabędzie dodatkowy – rok młodszy – rocznik ubezpieczonych (60-latki i 65-latkowie). Jak wynika z wyliczeń ZUS, będzie to ponad 320 tys. osób. Wprowadzenie tych rozwiązań w połowie roku oznaczałoby już, że koszty dla finansów publicznych spadną o połowę – do nieco ponad 4 mld zł w przyszłym roku. Przy starcie wyznaczonym na październik będą to już tylko 2 mld zł. Politycy PiS chcą dotrzymać obietnic z kampanii wyborczej, ale w sposób, który nie zrujnuje przyszłorocznych finansów.

Dlatego też, jak wynika z naszych informacji, zapadła decyzja, by wejście w życie obniżonego wieku emerytalnego nie było związane z postulowanym przez związkowców kryterium stażu – niezależnym od osiągnięcia wieku.

Mimo zachowawczości zmiany proponowane w ustawie prezydenckiej – bo to ją formalnie popiera rząd – będą oznaczały poważne koszty dla finansów publicznych, zmniejszenie liczby osób w wieku produkcyjnym oraz niższe świadczenia dla tych, którzy skorzystają z możliwości odejścia na emeryturę w wieku 60 i 65 lat. –mówi Aleksandra Wiktorow, rzecznik finansowy, była prezes ZUS.

Żeby zminimalizować koszty, rząd rekomenduje też, aby możliwość wcześniejszego przechodzenia na emerytury rolnicze wygasła w 2017 r., zgodnie z obowiązującymi przepisami (prezydent chciał wydłużenia tego terminu).

Jednak bez względu na to, który scenariusz ostatecznie zostanie zrealizowany, jedno nie ulega wątpliwości: dla resortu finansów będzie się liczył każdy zaoszczędzony grosz. Bo w przyszłym roku w pełnej wersji zadziała program 500+, co oznacza, że tylko z tego tytułu wydatki wzrosną z 17 do ponad 22 mld zł.

Już w APK rząd informował Brukselę, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie na koniec przyszłego roku 2,9 proc. PKB. Tymczasem najoszczędniejszy z punktu widzenia państwowej kasy wariant obniżki wieku emerytalnego oznacza przekroczenie dozwolonej granicy deficytu sektora finansów publicznych, która wynosi 3 proc. PKB. Dlatego niemal pewne jest, że decyzja będzie równoznaczna z utrzymaniem podwyższonych stawek VAT, co już sygnalizowali przedstawiciele rządu.

Warto jednak zauważyć, że szacunki resortu finansów dotyczące kosztów reformy są bardziej pesymistyczne niż te ZUS-owskie. Zakład wyliczył, że obniżenie wieku emerytalnego już od 1 stycznia przyszłego roku uszczupliłoby budżet państwa o 5 mld zł tylko w 2017 r. MF zakłada, że byłoby to 3,6 mld więcej. ZUS wziął jednak pod uwagę, że oszczędności osób, które wcześniej uzyskają prawo do emerytury, trafią w ramach tzw. suwaka do ZUS (stopniowego przesuwania ich oszczędności z OFE do zakładu w ciągu 10 lat przed emeryturą). To jednak tylko jednorazowy zysk.

Na dłuższą metę koszty obniżenia wieku będą sporym obciążeniem dla finansów publicznych. W 2020 r., według ZUS, wydatki na emerytury będą wyższe o blisko 14 mld zł w porównaniu z obecnymi zasadami. W 2030 r. już o 11,6 mld zł, w 2040 r. – aż o 21 mld zł.

Niższy wiek emerytalny oznacza także spore zmiany na rynku pracy. Już dziś widać malejące bezrobocie, co jest efektem sytuacji demograficznej, a wprowadzenie prezydenckiej ustawy ten proces jeszcze przyspieszy. twierdzi Piotr Lewandowski z Instytutu Badań Strukturalnych.

Jeśli wiek emerytalny zostanie obniżony zgodnie z propozycją prezydenta, to w 2030 r. liczba osób w wieku produkcyjnym skurczy się aż o 1,3 mln. Tak duży ubytek może negatywnie wpłynąć na PKB. Bo nawet jeśli rządowy program 500+ przyniesie zamierzony efekty i Polki zaczną rodzić więcej dzieci, to skutki tego na rynku pracy odczujemy dopiero w latach 30.

Zdaniem Piotra Lewandowskiego zamiast obniżać wiek, należy wzmocnić politykę rynku pracy adresowaną do osób starszych przez poprawienie pośrednictwa i doradztwa dla nich czy nawet subsydiowanie ich zatrudnienia tak, by nie obawiały się utraty etatu.

Zwolennicy prezydenckiego projektu przekonują z kolei, że jest on w interesie wielu osób, które są blisko granicy wieku emerytalnego i ciężko pracowały w czasach PRL. wymienia prof. Józefina Hrynkiewicz, posłanka PiS. Jej zdaniem istotne jest uruchomienie różnych instrumentów wsparcia dla osób w wieku przedemerytalnym.

Z kolei związkowcy oprócz obniżenia wieku konsekwentnie domagają się dodatkowego kryterium stażu. zauważa Jan Guz, szef OPZZ.

Nowe przepisy mają być uchwalone do końca roku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj