Na 15 stycznia zaplanowano pierwsze czytanie senackiego projektu ustawy regulującej zasady postępowania przez banki z uśpionymi kontami. Chodzi o rachunki należące do osób zmarłych, których spadkobiercy nie wiedzą o pozostawionych tam pieniądzach. Tych, jak wynika z szacunków, może być nawet 8 mld zł.

Głównym celem ustawy jest umożliwienie dostępu spadkobiercom do tych środków. – Dzisiaj na skutek sztywnych przepisów prawa bankowego mamy problem z dostępem do informacji. Wielu spadkobierców nie wie, że ich najbliżsi mieli pieniądze na koncie, a banki mimo wezwania Komisji Nadzoru Finansowego nie wdrożyły procedur aktywnego poszukiwania spadkobierców – wyjaśnia Mieczysław Augustyn, jeden z pomysłodawców ustawy i przewodniczący senackiej komisji rodziny i polityki społecznej.

W dalszej kolejności senatorowie chcą się zająć rachunkami należącymi do nieżyjących klientów zakładów ubezpieczeń na życie, towarzystw funduszy inwestycyjnych i biur maklerskich. – W procedowanym obecnie projekcie chcieliśmy skupić się na kontach bankowych oraz w spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych. Mamy jednak świadomość, że osoby zmarłe mogły lokować pieniądze w innych produktach, m.in. ubezpieczeniowych, emerytalnych czy papierach wartościowych. To kwestie znacznie szersze, do których chcemy wrócić albo w nowelizacji ustawy lub w zupełnie nowym projekcie – zapowiada Augustyn.

Przedstawiciele towarzystw ubezpieczeniowych uważają, że ustawowe regulowanie zasad postępowania z polisami należącymi kiedyś do osób zmarłych jest zbędne. Problem jest o wiele mniejszy niż w przypadku banków, gdyż większość polis na życie opartych jest na regularnej składce. Zatem w przypadku braku płatności istnieje prawdopodobieństwo szybkiego wygaśnięcia polisy, co jest nie na rękę ubezpieczycielowi. – W naszym interesie jest więc sprawdzenie, co się dzieje z płatnościami. W takich przypadkach kontaktujemy się z klientami albo z osobami wskazanymi przez nich jako uposażone na polisach – tłumaczy Andrzej Gładysz, dyrektor ds. prawnych Prudential w Polsce. Uposażeni szybko dowiadują się więc, że ich bliski zmarły miał polisę. Problem ze znalezieniem spadkobierców może więc dotyczyć jedynie starych ubezpieczeń, np. z okresu przedwojennego. Jak dużo z nich nie zostało dotąd wypłaconych, nikt nie wie.

Szacunków o liczbie uśpionych kont nie mają również towarzystwa funduszy inwestycyjnych oraz domy maklerskie. Danych takich nie gromadzi też sprawująca nadzór nad tymi instytucjami Komisja Nadzoru Finansowego. KNF wskazuje, że w odniesieniu do brokerów i TFI obecnie obowiązujące przepisy nie przewidują żadnego szczególnego trybu dziedziczenia zarówno zawartości rachunków maklerskich, jak i jednostek uczestnictwa na rachunkach w TFI. – Są tylko ogólne sformułowania, że podlegają one dziedziczeniu. Ustawy nie nakładają na firmy inwestycyjne obowiązku poszukiwania spadkobierców zmarłego klienta. To oznacza, że aktywa zgromadzone na rachunku klienta w razie jego śmierci wchodzą w skład masy spadkowej na zasadach ogólnych. To spadkobiercy muszą wykazać firmie inwestycyjnej swoje uprawnienie, jak prawomocne postanowienie sądu o stwierdzeniu nabycia spadku czy akt poświadczenia dziedziczenia – tłumaczy Maciej Krzysztoszek z biura prasowego KNF.

Przedstawiciele TFI wskazują, że fundusze inwestycyjne to produkty długoterminowego oszczędzania. Jeśli po serii wpłat na rachunku klienta przez wiele lat nie dochodzi do innych transakcji, nie musi to wiązać się z podejrzeniem śmierci. W praktyce takie informacje docierają więc do TFI bezpośrednio od spadkobierców.

Podobnie jest w domach maklerskich, gdzie po informacji od spadkobierców i otrzymaniu kompletnej dokumentacji spadkowej przekazywane są im prawa do rachunku. – W przypadku braku uregulowanych praw spadkowych, gdy na rachunku w domu maklerskim są środki klienta, broker ma prawo dokonać sprzedaży papierów wartościowych, zamknąć jego rachunek, a gotówkę przekazać do depozytu sądowego. Takie przypadki występują w branży sporadycznie – zauważa Piotr Sobków z zarządu Izby Domów Maklerskich. Dodaje, że regulacje, które są obecnie stosowane, spełniają oczekiwania branży, a pilnej regulacji potrzebuje wiele innych zagadnień kluczowych dla codziennej aktywności domów maklerskich.

Wśród brokerów pojawiają się jednak opinie wskazujące, że ułatwienie kontaktu ze spadkobiercami byłoby rozwiązaniem idącym w dobrym kierunku. Bo o ile banki, ubezpieczyciele czy TFI przekazane im pieniądze mogą wykorzystać jako pokrycie dla akcji kredytowej czy reinwestować, domy maklerskie nie mogą korzystać z pieniędzy i aktywów zgromadzonych na rachunkach inwestycyjnych. Są one do wyłącznej dyspozycji właściciela. Wyjątkiem może być zaleganie z rocznymi opłatami za rachunek, bo w razie opóźnień brokerzy zwykle zapewniają sobie prawo ściągnięcia tej kwoty ze środków pieniężnych zgromadzonych na koncie lub ze sprzedaży aktywów o wartości równej opłacie. Na samym rachunku dom maklerski de facto nie zarabia, bo opłata pokrywa zwykle jedynie koszty jego prowadzenia.

– Główne źródło naszych przychodów to prowizje od zawieranych transakcji. Nie mamy pożytku ze zgromadzonych na rachunkach pieniędzy. Dlatego szybsze zidentyfikowanie spadkobierców może być dla naszej branży lepszym rozwiązaniem. Może też oznaczać niższe koszty prowadzenia działalności – wskazuje Roland Paszkiewicz z CDM Pekao.